poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział I

   Nazywam się Hermiona Jane Weasley. Jestem żoną wice-dyrektora biura aurorów i najlepszą przyjaciółką ministra - sławnego Harry'go Pottera. A kim poza przyjaciółką sław jestem Ja sama? Żoną, córką, szefową i kochanką. Tyle tylko, że żadna z tych ról nie jest z sobą powiązana. Nie łączę rodziny, ani pracy z przyjemnością i dlatego też uważam, że jestem jedną z najgorszych kobiet jakie znam. Ale może zaczniemy od początku...
   
Zima 1998 roku. 
  To był czas odbudowy Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. W porządkach brali udział wszyscy uczniowie jak i nauczyciele. To pierwszy moment, kiedy podziały przestawały istnieć. Wszyscy pracowali zgodnie. Zaklęcia padały z różdżek Gryfonów jak i Ślizgonów w podobnych ilościach i to nie przeciwko sobie. Udało nam się już wspólnie odbudować wieżę astronomiczną. Także wielka sala była gotowa do użytku. Ze względu na zimę reszta remontu miała poczekać. Wesołe nastroje powoli zaczynały opuszczać teren Hogwartu, a dawne spory, mimo upadku Voldemorta, powracały na swoje miejsce. Ktoś kiedyś powiedział, że ludzie się zmieniają. Ja mogę powiedzieć jedno - ten ktoś na pewno miał rację. Zawsze można stać się gorszym. Wtedy jeszcze nie byłam do końca świadoma swojej przemiany. 
  W święta Ron jąkając się zapytał czy zostanę jego dziewczyną. Pamiętam bardzo dokładnie ten moment. Zostaliśmy już sami w pokoju wspólnym Griffindoru. Kolory naszego domu podkreślały charakter świąt. Wszędzie panował przytulny i ciepły nastrój. Spodziewałam się pytania Ronalda, mogę nawet powiedzieć, iż na nie czekałam. 
- Herrrmiona, bo wiesz, ja cchhciałem się zapytać.. czy ty no ten tego, będziesz moją dzieewczyną? - Kiedy zapytał był cały zarumieniony. Starał się patrzeć na mnie, ale w ogóle mu to nie wychodziło. Z strachu przenosił wzrok po obrazach w pokoju. 
- Tak, jasne Ron. - Powiedziałam i wtedy na prawdę się cieszyłam. Rzuciłam mu się na szyję, w myślach dziękowałam, że w końcu miał tyle odwagi. Widziałam w jego oczach tę radość. Byłam dumna z siebie, że mogę być dla kogoś tak ważna. Później siedzieliśmy jeszcze długo, wtuleni w siebie przed kominkiem. Wpatrując się w ogień, nie musieliśmy nic mówić. Sama obecność nam wystarczała. Wiedziałam że mam najbardziej oddanego i kochanego chłopaka, jakiego mogłam znaleźć. 
- Kocham Cię Ron. - szepnęłam cicho. Uśmiechnął się po czym mocno mnie pocałował.
- Ja Ciebie też Miona i to najbardziej jak to tylko możliwe. - Powiedział wpatrując się we mnie tymi swoimi niebieskimi oczami. To właśnie jego wzrok zawsze mnie zadziwiał. Nie wiedziałam jak to możliwe, żeby niebieskie oczy wydawały się tak ciepłe i miłe. Sam kolor ich nie był chłodny. Zupełnie inaczej niż w przypadku większości osób o błękitnych oczach.
Następnego dnia do wielkiej sali wchodziliśmy już razem - trzymając się za ręce. Chyba nigdy Ginny nie była, aż tak uśmiechnięta. Jej krzyk "nareszcie" usłyszał każdy kto był w Hogwarcie, a może nawet i poza nim. Gratulacje nie miały końca. Cały Griffindor świętował nową słyną parę. Dwójka z słynnego trio razem. Nawet Prorok Codzienny nie zapomniał poinformować reszty świata. Po zakończeniu wojny, mimo że nadal byliśmy zwykłymi uczniami, staliśmy się wszyscy troje osobami publicznymi. Największą sławą otoczony był Harry. Z całego serca mu tego współczułam. Jego początek związku z Ginny nie należał do łatwych, a teraz na każdym kroku zamiast śmierciożerców czyhali paparazzi. Zastanawiając się kto gorszy, dochodzę do wniosku, że dziennikarze - ich nie można potraktować zaklęciem. Dyrektor McGonagall parokrotnie interweniowała, aby nie mieli oni wejścia na teren szkoły, jednak jak się okazało bezskutecznie.
Czas płynął nam bardzo szybko. Byliśmy szczęśliwą paczką przyjaciół. Pozostał jedynie bal na uczczenie odbudowy szkoły. Wstęp dla wszystkich biorących udział. Wtedy po raz pierwszy zdradziłam Rona.
Poszliśmy na bal o godzinie dwudziestej. Miałam na sobie długą czerwoną suknię z dekoltem na plecach. Być może to mało skromne, ale jestem świadoma tego, że wyglądałam na prawdę pięknie. Mój chłopak żartował jeszcze, że ktoś mnie mu ukradnie. Sam ubrany był w tradycyjny garnitur. W myślach dziękowałam Bogu, że nie założył staromodnej szaty wyjściowej, Zgaduję, że to zasługa jego matki. Odkąd tylko dowiedziała się, że jesteśmy razem robiła co tylko się dało, abym przypadkiem nie zostawiła jej syna. Molly była kobietą, która zawsze miała dobry instynkt. W głębi serca pewnie wiedziała, że nie jestem odpowiednią kandydatką dla Ronalda. Sam Ron też się bardzo starał. Na balu wszystko było pięknie, jak z bajki. Traktował mnie jak księżniczkę. Do czasu, Harry podejrzewa, że pewnie ślizgoni mu czegoś dolali, ja twierdzę że najzwyklej w świecie nie powinien tyle pić. Weasley był w takim stanie, że przed dwunastą musiałam go odprowadzić do dormitorium. Sama postanowiłam wrócić na bal. Nie chciałam tracić ostatnich chwil z przyjaciółmi. W drodze powrotnej on już na mnie czekał. Wiedział którędy będę przechodzić. Jak zwykle prezentował się świetnie. Nigdy nikomu się nie przyznałam, jak od piątej klasy na jego widok nogi mi się uginały. Wszyscy by się wściekli, gdybym wyznała moją słabość względem Dracona Malfoya.
- Nie ładnie szlajać się po nocy Granger. - Powiedział tym swoim dumnym i przesyconym sarkazmem głosem.
- A co mi się może stać, no chyba że na mnie napadniesz. - Powiedziałam odsuwając się pod ścianę. Nie bałam się go. Od wojny wiedziałam, po której jest stronie. Jednak jego charakter się nie zmienił. Uwielbiał się droczyć i mnie męczyć. Tylko musiał znaleźć inny sposób. Podszedł do mnie powoli. Stanął tak blisko, że czułam jego perfumy - mocne i uwodzicielskie. Doskonale dopasowane do niego.
- Chciałabyś coś, co Szlamo ? - Jego głos ociekał jadem. Ale nie potrafił ukryć, że go pociągałam. Chciał mnie mieć, a ja nie chciałam mu przeszkodzić. Pocałował mnie gwałtownie. Mocno wpił się w usta. Jego dotyk był namiętny, tak inny od tego co miałam na co dzień. Po chwili odepchnęłam go od siebie. Nie dlatego, że mi się nie podobało. Wtedy miałam moje sumienie. Jeszcze tak delikatnie i czułe. Odsunęłam się tylko ze względu na Rona.
-Przyjdziesz po więcej, jeszcze będziesz mnie błagać o to. - Powiedział odsuwając się i wycierając usta. Widział mój przyśpieszony oddech, doskonale wiedział jak na mnie działa. Przyjrzał mi się powoli i uśmiechnął pod nosem. Zanim zdążyłam się otrząsnąć i odpowiedzieć jego już nie było.
Następnego dnia nie potrafiłam się zbliżyć do Rona. Widziałam uśmiech Malfoy'a jak obserwował nas w czasie śniadania. Widział jak odtrącam mojego chłopaka i doskonale wiedział, że robię to przez niego. Za każdym razem gdy Weasley próbował mnie chociażby przytulić byłam jak sparaliżowana. Poczucie winy było przerażające, wnikało w każdą komórkę mojego ciała. Najbardziej wstydziłam się uczucia, które towarzyszyło mi przy pocałunku blondyna. Nigdy nie zebrałam w sobie dość odwagi, aby komukolwiek się przyznać. To co się wydarzyło, miało na zawsze pozostać tajemnicą moją i ślizgona. Nie rozmawiałam z nim, nie wymuszałam zachowania sekretu, byłam pewna, że nikomu się nie przyzna, przecież całowanie się z szlamą na samą myśl odrzucało jego znajomych. Poza tym Draco Malfoy miał dziewczynę. Astoria Greengaas, rok młodsza ode mnie, ślizgonka pochodząca z dobrego domu, na dodatek wyjątkowo ładna - brunetka, posiadająca świetną sylwetkę. Krążyła nawet plotka o tym jak udało jej się roztopić serce Smoka. To właśnie za nią oglądali się wszyscy chłopcy Hogwaru. Dziewczyna wprost idealna dla Dracona, którą ponoć pokochał. Choć wątpię, że tacy jak on potrafią czuć, a już jestem pewna że czegoś mu w tym związku brakowało. No bo przecież spotkanie na balu nie było naszym ostatnim...

// Rozdział króciutki, wprowadzający. Mam nadzieję, że zachęcający.

7 komentarzy:

  1. Zachęciłaś mnie jak nie wiem. ;D Sam początek jest tak ciekawy, że aż się chce czytać. Czekam na następny i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie powiem, początek mnie zaintrygował. Czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, po pierwsze sama inspiracja zachęciła mnie do dalszego czytania.:P Potem było tylko lepiej. Jak zobaczyłam, że Miona miała zdradzać Wieprzleja z Malfoyem, od razu na moją buźkę wkradł się uśmiech.:) Czytam, czytam i dalej jestem zachwycona.:)Ten blog również owiany jest nutą tajemniczości. Podoba mi się już Twój sposób kreowania Hermiony- pokazujesz, że jest tą samą Gryfonką, co w książce Rowling, jednocześnie akcentując zmiany jakie w niej zachodzą. Draco też nie traci.:> Ironiczny i złośliwy. Jestem jak najbardziej na tak.:)Uwielbiam Twoje blogi.:)
    Jedna rzecz mnie jaka mnie denerwuje to weryfikacja obrazkowa przy komentarzach, jak możesz to ją wyłącz.:D
    To chyba tyle na wstępie.:)
    Czekam na kolejny rozdział.:)
    Życzę weny i natchnienia.:)
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
    PS. U mnie na blogu pojawiła się ankieta, będę wdzięczna jeśli oddasz swój głos.:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja także czekam na więcej! Zapowiada się naprawdę ciekawa historia. I podoba mi się, że piszesz z perspektywy Hermiony. Może być naprawdę ciekawie.
    Pozdrawiam i wenki życzę, a w wolnej chwili (jeżeli będziesz miała chęć) to zapraszam do mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawe ;)
    Chciałabym napisać, że czekam na nn, ale mg tylko powiedzieć - lecę czytać dalej ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładny rozdział. Malfoy jest cudowny! Naprawdę mi się podoba :)
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm... Malfoy... podoba mi się rozdział I :) Lubie Twój styl i to, że robisz z Hermiony zupełnie inną osobę :)

    OdpowiedzUsuń