środa, 11 września 2013

Rozdział II

      Obudził mnie zapach mocnej kawy i świeżego pieczywa. Raz na jakiś czas Ron lubił robić mi tego typu niespodzianki. Pyszne śniadania do łóżka. Mimo że trochę wcześnie je podał, nie mogłam narzekać, sama pewnie nic bym nie przygotowała.
-Dzień dobry kochanie. - Powiedział mój mąż całując mnie czule. W dłoni trzymał tacę z śniadaniem. W naszym małżeństwie to on rządził w kuchni. Przed ślubem nigdy bym nie pomyślała, że potrafi gotować tak dobrze jak jego matka, o ile nawet nie lepiej. Uśmiechnęłam się na myśl o wspólnych obiadach, niestety mieliśmy na nie czas tylko w niedziele. W inne dni tygodnia nasz grafik się nie pokrywał, a więc zostawały obiady na mieście. Chociaż i te miały swoje plusy. Nigdy nie miałam problemu z znalezieniem sobie dobrego towarzystwa do posiłku. 
- Dzień dobry, pięknie pachnie, dziękuje. - Powiedziałam odbierając od niego tacę i robiąc mu więcej miejsca na łóżku, żeby mógł usiąść obok. Tylko Ron potrafił robić świetna kawę, którą tak kochałam. Z pozoru nasze małżeństwo wydawało się idealne. Po trzech latach zdążyliśmy się już trochę nauczyć jak żyć razem. Oczywiście na początku nie było tak pięknie. Do dziś pamiętam naszą pierwszą poważną kłótnie. Było to jeszcze zanim Ronald postanowił mi się oświadczyć.

***01.01.2000r.***
       -Nie nie i nie. Jak możesz w ogóle tak się zachowywać. Pomyślałaś o mnie, o tym co ja uważam! - Jego krzyk rozchodził się po całym parku. Bałam się, że zaraz ktoś go usłyszy. Nie chciałam się przed nikim tłumaczyć. Specjalnie wybrałam to miejsce, żeby z nim spokojnie porozmawiać. Mugolski park wydawał mi się idealny. Sam często mnie tu przyprowadzał, a teraz na mnie krzyczy. Czuła jak zbierają mi się łzy. Musiałam szybko zakończyć te rozmowę zanim na dobre się rozpłaczę.
-Ron proszę Cię. To nie tak długo, wiesz przecież jak nauka jest dla mnie ważna.- Powiedziałam prawie szeptem. Jednak on mnie usłyszał.
-Wiem że, ten rok w Hogwarcie jest dla ciebie ważniejszy ode mnie. Miona moglibyśmy spędzić go razem, Zacząć wszystko wspólnie, przecież McGonagall mówiła, że egzaminy nie są nam potrzebne, dostaniemy dyplomy. Na co ci to? Może ty po prostu chcesz mnie zostawić? - Ostatnie zdanie wypowiedział tak cicho, że ledwie mogłam je dosłyszeć. Gdy tylko dotarł do mnie sens jego słów czułam jak serce mi się pęka. Jak może w ogóle tak myśleć, przecież go kocham.
-Wiesz, że Cię kocham, nie chce cię zostawiać i nie zostawię. - Powiedziałam pewnie i podeszłam do niego bliżej. Teraz mogłam wyczuć jego perfumy. Cały czas używał tych, które dostał ode mnie na poprzednie urodziny. Widziałam jak lekko się rumieni. Chyba w końcu dotarł do niego sens moich argumentów. Przecież miałam prawo skończyć siódmy rok nauki. Szczególnie, że dyrektorka postanowiła go skrócić. Zaczynał się w styczniu, a nie we wrześniu, więc to wcale nie jest aż tak długo.
-Dobrze, jak tak Ci na tym zależy. Ale będę Cie odwiedzał tak często jak tylko się da. - Powiedział wyraźnie zrezygnowanym głosem. Po czym pocałował mnie czule i przytulił do siebie. Czułam jakby chciał mnie zatrzymać w swoich ramionach już na zawsze. Przy nim nie doskwierała mi zima, której tak nienawidziłam. Staliśmy tak jeszcze chwilę mocno wtuleni. Wiem, że siódmy rok będzie ciężki dla naszego związku, ale przecież zbytnio się kochamy żeby się poddać.
-Choć na coś ciepłego, bo zaraz mi tu zamarzniesz. - Powiedział cicho i wskazał na małą knajpkę. Miejsce do którego weszliśmy było bardzo przytulne. Widziałam, że już się nie gniewa. Po prostu nie potrafił się na mnie złościć. Był tak kochaną osobą.
-To od kiedy zaczynasz naukę? - Spytał kiedy usiedliśmy.
-Za dwa dni. - Powiedziałam cicho. Bałam się, że wybuchnie złością. Ale on nic takiego nie zrobił. Próbował się uśmiechnąć. Tylko jego oczy były dowodem na to, jak bardzo mu przykro, że nie będziemy cały czas razem. Czułam się strasznie, z jednej strony tak bardzo nie chciałam mu sprawiać przykrości, a z drugiej byłam jakby uwięziona. Chciałam dokończyć rok bez względu na wszystko. Skończenie szkoły od zawsze wydawało mi się czymś tak oczywistym, że na prawdę nie rozumiałam Harry'ego ani Rona. Jak mogli tak bez wahania zrezygnować z Hogwartu.
-Przepraszam. - Dodałam, żeby już tylko przestał tak na mnie patrzeć.
-Nie masz za co. Wiesz, że chcę żebyś była szczęśliwa, jeżeli Hogwart ci to da, to masz rację powinnaś dokończyć rok. To ja przepraszam, za to w parku, nie powinienem.- Mówił, a wzrokiem szukał ucieczki. Doskonale wiedział, że po oczach poznawałam kiedy kłamie. Nie chciałam zaprzeczać jego słowom. Powiedział dokładnie to co chciałam usłyszeć.
-Dziękuję. - Szepnęłam spoglądając na niego. - Może coś zamówimy? - Powiedziałam aby w końcu zmienić temat. Od razu wstał i poszedł po kartę. Ja skusiłam się na gorącom czekoladę i ciastko. Ron wziął tylko kawę. Oczywiście to on za wszystko płacił, mimo moich protestów. Jedliśmy w ciszy, ale nie denerwującej. Z nim mogłam milczeć nie martwiąc się co dalej powiedzieć. I prawdopodobnie czekolada o wiele bardziej by mi smakowała gdyby nie Malfoy. Nie mam pojęcia co robił w mugolskiej części Londynu, a już tym bardziej w małej, niedrogiej kafejce. Wszedł z Zabinim i zajął stolik za nami. Miałam nadzieję, że nas nie zobaczy. Pamiętałam jeszcze niedawny pocałunek. Oby tylko ślizgon broń boże o niczym nie wspomniał.
-Ciastko i czekolada, uważaj Granger jak tak dalej pójdzie, to nawet Wieprzlej nie będzie cię chciał. - Powiedział Draco na nasz widok. Czekałam aż Ron stanie w mojej obronie.
-Odwal się fertko. - Powiedział mój chłopak. Jednak co to za obraza w porównaniu do tej Malfoy'a. Ronald był cudownym facetem, ale na jego obronę nie mogłam liczyć. Musiałam sobie radzić sama.
-Za to ty możesz jeść co zechcesz. Parkinson i tak zbyt dobrego gustu nie posiada. - Mój głos przesycony był jadem. Nawet Ron był zdziwiony, że tak potrafię.
-Chybiłaś szlamo. Ja mam kogoś dużo lepszego. Astorii to ty pewnie nie kojarzysz za wysokie progi? - Powiedział, na co Zabini zaczął się śmiać.
-Choć Ron, spadamy stąd. Nie mam zamiaru tracić czas na kogoś takiego jak on. - Powiedziałam wstając z miejsca. Wesleay od razu ruszył za mną.
-Dobry wybór - zostawić te słodycze. Może jeszcze ktoś lepszy cię dotknie. - Usłyszałam głos Dracona, gdy byłam już blisko wyjścia. Odwróciłam głowę i widziałam jak puścił mi oczko. Prychnęłam pod nosem.
-Nie przejmuj się nim, to tylko Malfoy.- Powiedział Ron, starając się mnie pocieszyć. Przepuścił mnie w drzwiach. Po czym w jednej z uliczek teleportowaliśmy się przed drzwi mojego dawnego domu. Na razie stał pusty, nie udało mi się odnaleźć jeszcze rodziców. Mimo to nie chciałam aby mój chłopak zostawał na noc. Odprowadził mnie do drzwi, pożegnaliśmy się i weszłam do domu.
  Cisza, która panowała w budynku była lekko przerażająca, Włączyłam radio, aby się jej pozbyć. Poczułam jak bardzo głodna się zrobiłam. Mogłam dokończyć to ciastko. Otworzyłam lodówkę, tosty z serem albo sałatka. Zrobiłam sałatkę i wcale nie dlatego, że Malfoy mógł mieć rację. Przy kolacji zrobiłam listę rzeczy, które chciałam kupić następnego dnia. Miały mi być potrzebne na ostatnim roku. Stwierdziłam, że będzie lepiej jak wybiorę się sama albo z Ginny. Nie chciałam  jeszcze bardziej dołować Rona.

    ***Trzy dni później.***
     Za godzinę miałam znaleźć się w Hogwarcie. Jako że dostałam już licencję upoważniającą do teleportacji, nie musiałam jechać na pociąg. Właściwie nawet nie wiedziałam czy miałabym z kim usiąść. Nie chciałam narzucać się Ginny i jej znajomym z roku. Bez Harry'go i Rona nie miałam po co iść na peron 9 i 3/4. Siedziałam w domu zastanawiając się czy przypadkiem czegoś nie zapomniałam. Właściwie byłam już gotowa od dobrych dwóch godzin. Bagaże spakowane i sprawdzone ze trzy razy. Szata leżała na sofie. A ja byłam już przebrana. Wybrałam wysokie czarne kozaki, obcisłe spodnie i beżowy sweter. Spojrzałam na szafkę. Wszystkie potrzebne książki już mam. Na półce zostało tylko kilka, których nie zamierzałam zabierać. Wśród nich Sztuka makijażu magicznego. Dostałam ją kiedyś od Ginny. Z nudów wzięłam do ręki i wykonałam jedno z zaklęć. Wyszło nawet nieźle. Dorzuciłam książkę do reszty, a nuż może się przydać. I właśnie w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Gdy otworzyłam, zobaczyłam bukiet róż, a za nimi dwójkę uśmiechniętych chłopaków - Rona Weasley'a i Harry'ego Pottera.
-Proszę. - Powiedział Ron i wręczył mi kwiaty. Po czym pocałował mnie namiętnie. Odsunął się dopiero gdy Harry, zakaszlał żeby przypomnieć o swojej obecności. Muszę przyznać, że trochę mnie to zawstydziło.
-Przepraszam- bąknął pod nosem Ron
-Spoko, Mionka przyszliśmy się pożegnać, ale nie myśl że tak łatwo odpuścimy. Będziesz musiała pisać codziennie. - Powiedział Harry i poprawił okulary. Potter trochę zmienił się po wojnie. Teraz bardziej pasował do Ginny, wiecznie uśmiechnięty optymista. Widział, że najgorsze w życiu ma już za sobą. Ciszyłam się, że tak dobrze sobie radzi. W końcu był moim najlepszym przyjacielem. Przytuliłam się do niego, a później wróciłam do Rona. Dopiero teraz poczułam jak bardzo nie chcę się z nimi rozstawać. Łzy napłynęły mi do oczu. Jeszcze nigdy nie byliśmy tak długo osobno.
-Hermi nie płacz. Przecież będziemy się widywać. - Pocieszał mnie Ron, ocierając łzę z policzka. On i ta jego Hermi. Na początku lubiłam jak mnie tak nazywał. Teraz czułam się jakby traktował mnie jak pięcioletnią dziewczynkę. Zacisnęłam oczy i podniosłam głowę siląc się na uśmiech. Przecież jestem już dorosła, nie mogę się rozklejać co chwilę.
-Och, wybaczcie po prostu będzie mi dziwnie w Hogwarcie bez was. - Powiedziałam już pewnie patrząc w oczy Rona.
-Wyluzuj, jeszcze parę innych osób tam będzie. Chociaż słyszałem, że wiele osób przeniosło się od razu po bitwie, żeby nie tracić roku. Spójrz na to z innej strony nie będzie nas, ale i nie będzie wielu ślizgonów. Jak będziesz miała szczęście to może i Malfoy'a nie spotkasz. - Powiedział Harry po czym posłał mi promienny uśmiech. On zawsze potrafił poprawić mi humor. Był dla mnie jak brat.
-Dobra chłopaki, wybaczcie, ale ja muszę już spadać.- Teraz już nie płakałam, widziałam że wszystko będzie dobrze. Ron i Harry uściskali mnie na pożegnanie. Wzięłam do ręki bagaże, szatę i z hukiem się teleportowałam. Wylądowałam na błoniach hogwartu. Zimne powietrze uderzyło mi w twarz, mocniej opatuliłam się szalikiem i ruszyłam do zamku. A za mną lewitowały moje bagaże. Wejście było otwarte, jakby nie było kolejny rok zaczynali tylko nieliczni. Reszta już kontynuowała naukę. Nie wiem jak McGonagall pomieściła pozostałe roczniki i ogarnęła wszystko, aby co najmniej dla większości udało się zacząć rok o czasie. Poszłam do dormitorium Griffindoru. Postanowiłam na razie zostawić rzeczy u Ginny. Nie wiem, który pokój mi przydzielono, a w dawnym nie zostało już ani jedno wolne łóżko. Gdy weszłam do pokoju nikogo nie było w środku. Ustawiałam bagaże pod ścianą, ściągnęłam kurtkę i narzuciłam na siebie szatę. Najwyższy czas wrócić do nauki. Cieszyłam się na samą myśl o powrocie do książek. Ale po kolei, najpierw udałam się do sali głównej. Akurat trwało śniadanie, albo raczej już się kończyło. Na sali nie zostało już wielu uczniów. Planowane spotkanie z siódmym rokiem, miało się zacząć dopiero za pól godziny, kolo gabinetu dyrektorki. Usiadłam więc sama mniej więcej po środku stołu należącego do moje domu. Trochę dziwnie było mi tu samej, no ale trudno jakoś dałam radę. Nalałam sobie gorącej kawy i rozkoszowałam się jej aromatem. Zamyślona o mało co nie spóźniłabym się na zebranie. Dokończyłam ulubiony napój i skierowałam się w wyznaczone wcześniej miejsce.
       Koło posągu chimery zebrało się już parę osób. Z domu lwa nie było nas zbyt wielu. Dostrzegłam Katie Bell, Seamusa Fineganna, Deana Thomasa oraz Nevilla rozmawiającego z Luną. Podeszłam do ostatniej dwójki. Całe szczęście, że chociaż oni zdecydowali się kontynuować ostatni rok. Najwięcej uczniów było zdecydowanie z Revenclaw'u, zresztą nic w tym dziwnego, w końcu to dla nich najważniejsza była nauka. Puchonów było zdecydowanie mniej. Z ślizgonów zostali tylko nieliczni, a na moje nieszczęście ta tleniona fretka również. Co najmniej nie miał swojej pełnej obstawy, nie widziałam nigdzie Goyle'a ani Parkinson. Ogólnie zostało nas bardzo niewielu. Szczerze myślałam, że więcej osób zdecyduje się tu wrócić.
- Witam was moi kochani. Widzę że nie jest was zbyt wielu. Chodźcie zapraszam do sali transmutacji. Powinniśmy się tam pomieścić.  - Powiedziała McGonagall, jak tylko wyszła z gabinetu. Widać było, że nowe obowiązki ją męczyły. Na jej twarzy przybyło zmarszczek, a oczy miały taki obojętny wyraz. Jej zmęczenie było wręcz wyczuwalne. Wszyscy zgodnie, bez najmniejszych protestów poszliśmy za nią. Usiedliśmy w ławkach, w których uczyliśmy się pierwszych zaklęć z transmutacji. W kącie stała jeszcze waza z skrzydłami, którą Ron niepoprawnie transumował na pierwszym roku. Jednak to prawda, że pani profesor używała jej jako przestrogi - jak nie czarować. Uśmiechnęłam się na ten widok.
-Co Granger wspominasz jak tępego masz faceta. - Usłyszałam szept z tyłu. Na Merlina poważnie, znowu on. Ignoruj go - powtarzałam w myślach jak mantrę.
-Mamy dzisiaj parę spraw do omówienia. Po pierwsze wasze plany lekcji. Jako, że jest was tak mało wszystkie zajęcia będą się odbywały wspólnie. Macie wybrać sześć przedmiotów obowiązkowych, reszta może być dodatkowa. Jeżeli na dany przedmiot zapisze się mniej niż czterech uczniów, nie będziemy go prowadzić. Następnie jest kwestia prefektów naczelnych. Zazwyczaj wybieramy ich wśród uczniów piątego roku. Jednak zważywszy na okoliczności i stan szkoły, który jeszcze nie jest idealny, wolałabym kogoś starszego. Jednocześnie oczekuję od tych osób dojrzałości. Jeżeli nikt nie ma nic przeciwko to chciałbym tą funkcja obarczyć: pannę Granger, pannę Abbott, pana Malfoy'a oraz pana Goldstein. W tym roku myślę, że wystarczą cztery osoby. Wymienione osoby proszę, żeby zostali po spotkaniu. Dormitoria macie rozpisane na kartkach dołączonych do planów lekcji. - Powiedziała i za pomocą machnięcia różdżką rozdała plany. - Na dziś to chyba wszystko dziękuje. - Dokończyła pani profesor, a wszyscy poza naszą czwórką opuścili salę.
- Przechodząc do was moi drodzy, dostaniecie osobne dormitoria. Zapraszam za mną.- Doprowadziła nas na piąte piętro. - Na tym korytarzu znajdują się drzwi do waszych pokoi. Panie mają wejście po prawej, panowie po lewej. W środku czeka na was mały salon wspólny dla dwóch domów i wasze dormitoria. Z każdego dormitorium wychodzą drzwi do wspólnej łazienki. Oczywiście proszę o korzystanie z odpowiednich zaklęć, aby nie było jakiś nieporozumień. Patrole ustalimy jutro. Na dzisiaj to wszystko. Dowiedzenia. - Powiedziała i skierowała się na dól. Bez żadnego zbędnych słów, weszłam do pokoju za Hanną, która wręcz pobiegła zobaczyć jak wygląda w środku. Było co najmniej przytulnie i przestronnie. Dekorację były w barwach Gryffindoru jak i Hufflepuff'u. Były osobne wejścia do naszych dormitoriów, na drzwiach wisiały tabliczki z nazwiskiem. Wpatrywałam się w złotą tabliczkę Hermiona Jane Granger - prefekt naczelny Gryffindoru. Czułam jak rozpierała mnie duma. Ten rok dopiero się zaczął, a ja już byłam zachwycona. Teraz nie musiałam się martwić gdzie i z kim spędzę czas. Miałam swój azyl, masę obowiązków i przedmiotów. Byłam szczęśliwa. Postanowiłam jak najszybciej napisać do Rona i mu o wszystkim opowiedzieć.


/// Hej, jak zapewne zauważyliście wracam się z akcją do Hogwartu. Myślę, że chyba was tym nie zanudzę. Chcę po prostu pokazać jak co się zaczęło. Kilka najbliższych rozdziałów będzie z siódmego roku. Dopiero później przejdziemy do właściwej akcji. Mam nadzieję, że tak też może być. Pozdrawiam gorąco i dziękuję za wszystkie komentarze.  

13 komentarzy:

  1. No oczywiście, że tak.:)
    Rozdział jak zwykle świetny, choć muszę przyznać, że słodki Ron, to nie dla mnie.:p Jednak Draco wychodzi ci genialne.:)
    Czekam na kolejny,:P
    Pozdrawiam,
    la_tua_cantante_

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)
      Ja jakoś wolę słodkiego Rona, albo inaczej nie tyle wolę, ile po prostu jakoś lepiej mi pasuje do całości:)

      Usuń
  2. Ale oczywiście, że się nie zanudzimy! Zakładam, że wymyślisz coś interesującego. Ba! Jestem tego pewna. :)
    Ja także jestem z tych, które preferują Rona bydlaka, ale ten Twój jest integrujący. Ciekawi mnie czy naprawdę ma czyste konto :D
    Czekam z niecierpliwością na dalszy rozwój akcji. Pozdrawiam cieplutko i weny życzę.
    Koralina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Cię nie zawiodę ;)
      Dziękuje ;)

      Usuń
  3. Ja tam lubię jak akcja dzieje się w Hogwarcie. Fajnie to wykombinowałaś. ;) Podoba mi się, i jestem ciekawa jak do tego doszło, że Herm niewierna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję, zostałaś nominowana do Liebster Award! :)
    Szczegóły na: http://dramione-card-nubila.blogspot.com/2013/09/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłam na tego bloga przypadkiem i postanowiłam zostać.
    Szybko połknęłam dwa pierwsze rozdziały i stwierdzam, że podoba mi się to. Zwłaszcza to jak przedstawiasz związek Rona i Hermiony. Co prawda ja sama nigdy nie umiałabym napisać Dramione, ale chętnie je czytam. Zastanawiam się jak bardzo Draco będzie uprzykrzał życie Hermionie.
    Powrót do Hogwartu jest trochę oklepany, ale jak ja to mówię "trochę oklepania nie zaszkodzi". Przecież nie da się pisać tak, żeby wszystko było niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju.

    Jeśli znajdziesz wolną chwilę to zapraszam do siebie na wczorajszy-sen.blogspot.com gdzie również piszę opowiadanie związane z Draco.

    Pozdrawiam, Lady Spark

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej ;) Dziękuję bardzo, cieszę się że Ci się spodobało. Co do Hogwartu, mam taki sentyment do tego miejsca, więc jakoś nie mogłam go pominąć ;)

      Usuń
  6. Zostałaś przyjęta z powodzeniem do Stowarzyszenia ;)
    Zapraszam do dodania swojej daty urodzin do ramki 'Urodzinki nasze', do udziału w konkursach i zachęcam by polubić fanpage Stowarzyszenia :D
    [ https://www.facebook.com/StowarzyszenieDHL ]
    Pozdrawiam, Only ;>

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie :D Ja też nie zbyt lubię zdrobnienie imienia Hermiony, Hermi. Ej dlaczego Ron jej bardziej nie bronił?! Ciekawe co takiego się wydarzyło, że Hermiona go zdradziła?
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Wszystko wyjaśnione w dalszych rozdziałach. Zapraszam ;)

      Usuń
  8. Hmm... Inne i powiem Ci, że dziwnie mi się czyta po przeczytaniu rozdziałów na blogu Śladem Snów :) Ale zobaczmy jak się to rozwnie...

    OdpowiedzUsuń