"Twoje kruche sfałdowane skrzydła, są po prostu zmęczone wiecznym błękitem."*
Obudziłam się zmęczona i zapuchniętymi oczami. Na dodatek miałam lekkiego kaca. Prywatne i co najważniejsze ciche dormitorium miało co raz więcej zalet. Całe szczęście, że była środa. Zajęcia rozpoczynaliśmy później, albo co najmniej ja. Rano były lekcje latania i mugoloznastwo. Ani jedno z tych, nie było mi potrzebne do szczęścia. Latanie sprawiało mi przyjemność, ale nigdy się do tego nie przyznawałam. Ron byłby zawiedziony, gdyby zdał sobie sprawę, że w prawie każdej dziedzinie mogę być lepsza. A mugoloznastwo, no cóż w tym nie było dla mnie tajemnic. Szczególnie, że zajęcia skupiały się teraz na zasadzie działania zmywarki czy innych sprzętów codziennego użytku. Podeszłam do toaletki, powiedzenie, że wyglądałam strasznie to za mało. Podpuchnięte oczy, do tego makijaż rozmazany po prawie całej twarzy. Włosy, które nie dość, że były w nieładzie to jeszcze poplątane. Najwyraźniej musiałam zasnąć ze zmęczenia, nawet nie pamiętałam która była godzina. Jednym sprawnym zaklęciem pozbyłam się śladów na twarzy. Mimo to, potrzebowałam długiej kąpieli i eliksiru od bólu głowy. Zostało mi jeszcze kilka z zapasów, jakie zrobiłam na wyprawę w poszukiwaniu horkruksów. Mała torebka, którą używałam przed wojną leżała nie rozpakowana w szafie. Doszukałam się w niej odpowiedniego eliksiru i już po chwili poczułam ulgę. Jednak myśli, które mnie męczyły nie zniknęły. Na to nie miałam żadnego magicznego sposobu. Wyjście jest tylko jedno - powiedzieć Ronowi prawdę i unikać Malfoy'a. Odwróciłam się w stronę drzwi prowadzących do łazienki. Mały obrazek nad klamką wskazywał, że łazienka prefektów jest pusta. Weszłam do środka i rzuciłam odpowiednie zaklęcie, aby nikt przypadkiem mi nie przeszkadzał. Na podłodze leżały jeszcze butelki z naszej małej imprezy. Nie zdawałam sobie sprawy, że było ich aż tyle. Chłystość szepnęłam. Po chwili mogłam już w spokoju zrelaksować się w tej ogromnej wannie. Albo raczej mini-basenie. Mimo ogromnej ilości piany, wspaniałego płynu do kąpieli i gorącej wody, nadal czułam się paskudnie. Czułam jak ustępuję zmęczenie fizyczne, jednak nic nie potrafiłoby zmyć ze mnie winy. Zdradziłam Rona i to po raz kolejny. Więcej tego nie zrobisz. Już nigdy nie dotkniesz Malfoy'a - powtarzałam wciąż. Dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem. A przecież jeśli coś się stało raz to może i drugi, ale jeśli zdarzyło się dwa razy na pewno zdarzy się i trzeci. Nie tym razem. To nie jest tego warte, nieważne jak dobrze Draco całuje. Jak jeszcze kiedykolwiek miałabym poczuć się tak perfidnie. To się najzwyklej w świecie nie opłacało. Rozmyślałam jeszcze chwilę. Po cichu próbując się usprawiedliwić, że przecież do niczego takiego nie doszło. Wróciłam do pokoju i wcale nie czułam się lepiej. Zrobiłam to co najłatwiejsze w takiej sytuacji - uciekłam. Pierw skupiłam się na tym co założyć, a później zaczęłam pisać wypracowanie dla Binnsa. Książki i nauka zawsze były najlepszą odskocznią. Oprzytomniałam dopiero, kiedy usłyszałam stukot o szybę. Mała sówka siedziała na parapecie z listem. Dobrze wiedziałam do kogo należy. Co dwa dni przynosiła mi list. Odebrałam szybko i poszłam poszukać jakiegoś ciasteczka. Specjalnie odwlekałam przeczytanie listu. Wiedziałam, że tylko pogłębi moje poczucie winy. Kiedy karmiłam sówkę zobaczyłam całującą się parę na błoniach. On trzymał ją w tali, ona miała ręce oparte o jego klatkę. Na zmianę uśmiechali się i całowali. Astoria i Malfoy wyglądali na szczęśliwych. Nie czułam zazdrości. Sama miałam prawie idealny związek, a z blondynem nic mnie nie łączyło. Mimo to, było mi jakoś dziwnie. Chciałam krzyknąć z okna: głupia! on udaję! zdradza cie ze mną! Ale zdałam sobie sprawę, że to samo mógłby Malfoy powiedzieć Ronowi. A przecież, to wcale nie była prawda. Kochałam Rona, ale musiałam przyznać, że podobał mi się fakt jak działam na Dracona. Nie mogłam też zaprzeczyć, że on również mnie pociągał. Zamknęłam okno, odganiając sowę. Nie chciałam więcej patrzeć na "zakochaną parkę". Otworzyłam list. Czułam jak serce bije mi szybciej. No ale czego ja się właściwie bałam - nie wiem. Przecież nie napisze "Wiem co zrobiłaś" no bo niby jak.
Najdroższa Hermi,
Nawet sobie nie wyobrażasz jak za tobą tęsknie. Jesteś dla mnie całym życiem. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku. My z Harry'm radzimy sobie całkiem nieźle. Kurs aurorski trwa. Jak dalej tak pójdzie to za dwa miesiące, będziemy zaczynali pracować. Jasne, że na początek jako stażyści, ale to jest już coś. Nie mogę się doczekać. W sobotę mam wolne, więc mam dla ciebie małą niespodziankę. Przyjadę do ciebie
Kocham i nie mogę się doczekać spotkania.
Twój na zawsze Ron.
Wiadomość, że Ron ma przyjechać już w tą sobotę wcale nie wywołała u mnie radości. Wręcz przeciwnie bałam się. Wszystko było jeszcze zbyt świeże. Malfoy może jeszcze pamiętać co się wydarzyło i co najgorsze może o czymś wspomnieć. W tej chwili zdałam sobie sprawę, że tak na prawdę nigdy nie przyznam się do zdrady. Z całego serca pragnęłam powiedzieć prawdę. Jednak hamował mnie wstyd i strach. Bałam się, że Ronald mi tego nie wybaczy. Nigdy nie chciałam go stracić. Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Cześć masz coś na ból głowy? - Usłyszałam jak tylko otworzyłam drzwi. Hanna była jeszcze w stanie "po imprezie". Wczorajszy wieczór z pewnością był bardziej wyczerpujący dla niej, niż dla mnie.
- Jasne. Wejdź.
- Błagam ciszej. - Wyszeptała. A to był znak, że potrzebny jej mocniejszy eliksir. Kiedy wypiła zawartość buteleczki, od razu wrócił jej na ust uśmiech, a wraz z tym dobry humor.
- Dobra Herm, ja się idę ogarnąć, a później wpraszam się na makijaż i ułożenie włosów. Wczoraj udało ci się mnie namówić. - Powiedziała i już jej nie było. Zupełnie zapomniałam jak wczoraj namawiałam ją do zmiany wyglądu. Godzinę sprzeczałyśmy się, czy wygląd jest ważny. W końcu udało mi się postawić na swoim i przekazać jej całą filozofię, w którą siłą wprowadziła mnie kiedyś Ginny. Obiecałam też Hannie, że na zajęciach z Zielarstwa, będzie już wyglądała zupełnie inaczej. Kiedy wróciła do mojego dormitorium, zaczęłyśmy zmiany. Na jej włosy zastosowałyśmy kilka zaklęć. Pierw rozjaśniłyśmy kolor, następnie wyprostowałyśmy i później już bez magii odpowiednio ułożyłyśmy. Już zmiana samej fryzury odmieniła jej oblicze. Nigdy nie powiedziałabym, że ma tak ładne rysy twarzy. Hanna przeważnie miała luźno spięty, niski kok. W rozpuszczonych włosach wyglądała o wiele lepiej. Na koniec dodałyśmy delikatny makijaż. Efekt był zadowalający. Przez to wszystko mało co nie spóźniłybyśmy się zielarstwo.
Przy szklarniani nie znajdowało się zbyt wiele osób. Byłam ja z Hanną, Nevile, Luna, Malfoy i jeszcze jedna krukonka, której nie kojarzyłam. Zajęcia rozpoczęliśmy punktualnie. Podział jaki był na lekcji bardzo mi odpowiadał. Ja siedziałam z Hanną. Luna z Emmą - o ile nie mylę imienia. Tylko Nevile'a było mi szkoda, biedny musiał pracować z Malfoy'em.
- Dostaniecie do wyhodowania trzy główne rośliny lecznicze. Aby wam ułatwić zadanie, pozwolę wam zabrać je do dormitorium. - Zaczęła pani profesor. - Czekajcie gdzie ja je mam. - Powiedziała i zaczęła przeszukiwać półki. - No nie, cóż mam tylko po dwa zestawy, więc musicie się dobrać w trójki.
- Nevile choć do nas. - Krzyknęła od razu Luna, była tylko o sekundę szybsza ode mnie. Widziałam jak Longbotton posyła mi przepraszające spojrzenie. Później dosiadł się do Luny. Za to do nas leniwie podszedł Malfoy. I to by było tyle z unikania go. Kiwnął głową, co chyba miało oznaczać coś jakby cześć i zaczął słuchać wykładu pani profesor Sprout. Widziałam jak parokrotnie trzymał się za głowę.
- Abott, nie masz przypadkiem eliksiru na kaca? - Spytał cicho Hanny.
- Ja nie, ale Miona ma. - Odpowiedziała, a spojrzenie Draco niechętnie powędrowało do mnie. Westchnęłam cicho i kazałam mu przyjść po tej lekcji do mnie. Nie miałam ochoty go gościć. Ma dostać eliksir i wyjść. Tym razem na nic sobie nie pozwolę. Tak, to miał być mój test. Nie wiem po co w ogóle się zgodziłam. Przecież jak się trochę pomęczy to mu jakoś specjalnie nie zaszkodzi.
Po zajęciach Malfoy zjawił się od razu. Widocznie ból głowy dość mocno mu doskwierał. Wpuściłam go do dormitorium.
- Poczekaj tu. - Powiedziałam i zniknęłam w drugiej części pokoju, aby znaleźć eliksir. Po chwili przyniosłam mu małą fioletową fiolkę. Wypił całą zawartość za jednym razem. Lekko zamrugał. I odstawił buteleczkę na stolik. Odwrócił się i bez niczego chciał wyjść.
- A dziękuje to co? - Nie potrafiłam się powstrzymać. No bo chyba nie myślał, że mam jakiś obowiązek żeby mu pomagać.
- A jak chcesz, żeby ci podziękował ? - Spytał i odwrócił się z powrotem do mnie.
- Zwykłe dzięki wystarczy. - No i mam co chciałam, trzeba było odpuścić. Dobrze wiedziałam co on znowu kombinuje. Przysunął się do mnie, a ja odruchowo zamknęłam oczy.
- I na co czekasz Granger? Dzisiaj nie mam ochoty na ciebie. Ale dobrze wiedzieć, że jednak na mnie lecisz. - Zaśmiał się. Momentalnie otworzyłam oczy. Tym razem przesadził. Czułam się tak głupio. Wyszło jakby na prawdę oczekiwała, że mnie pocałuje. Szczerze go nienawidziłam.
- Masz co chciałeś, wynoś się już. - Powiedziałam i miałam nadzieję, że tym razem grzecznie posłucha.
- Po więcej wrócę innym razem. - Powiedział i już go nie było. Usiadłam na łóżku i zacisnęłam pięści. Jak mogłam być tak głupia. Dałam się zwyczajnie nabrać. Po chwili usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
- Do cholery MALFOY! czego jeszcze! - wrzasnęłam otwierając.
- Tleniona to ja nie jestem, więc mnie wpuść.
- Wybacz Ginny, myślałam że to..
- Malfoy, ta domyśliłam się. - skończyła za mnie i weszła do dormitorium.
- Wow, chyba będę do ciebie często wpadać. Tu jest świetnie. - Powiedziała i zajrzała chyba w każdy zakątek mojego pokoju
- W ogóle co miałaby tu robić ten dupek?
- Chciał eliksir na kaca. no i mnie podenerwować. - Odparłam zgodnie z prawdą. Ginny tylko pokiwała głową i wróciła do oglądania sypialni.
- Choć, idziemy na obiad. Praktycznie nie gadałyśmy odkąd przyjechałaś. - Powiedziała jak skończyła i wyciągnęła mnie z pokoju. Musiałam przyznać, że ją zaniedbałam. Nawet przez myśl mi nie przeszło, aby zaprosić Ginny na imprezę. Na dodatek cała jej rodzina była do siebie tak podobna, że rozmawiając z nią czułam jakbym nie tylko była nie fair wobec Rona, ale też wobec niej. Wiedziałam, że Ginewra nie może dowiedzieć się prawdy. Na obiedzie rozmawiałyśmy jakby nigdy nic.
- Dobra mów. - Powiedziała i spojrzała na mnie wyczekując jakiegoś sekretu. Zawsze tak patrzyła, kiedy wiedziała, że coś ukrywam.
- Nie wiem o co ci chodzi. - Skłamałam, nie byłam dobrą aktorką. Na pierwszy rzut oka było widać, że coś jest nie tak. Zaczęłam nerwowo bawić się kawałkiem spódnicy. A to tylko potwierdziło moje zdenerwowanie.
- No, Miona mnie się nie wywiniesz. Widzę, kiedy coś jest nie tak. - Powiedziała, a ciekawski uśmieszek nie schodził jej z twarzy.
- Ron przyjeżdża w sobotę, po prostu nie mogę się doczekać. - Wybrałam najgorsze z możliwych kłamstw. Na dodatek moje słowa brzmiały sztucznie i nienaturalnie.
- No nie gadaj, że nagle aż tak się przejmujesz. To tylko mój brat. - Powiedziała i zaczęła chichotać. Dołączyłam do niej, mimo że, wcale nie było mi do śmiechu. Skończyłam obiad najszybciej jak tylko się dało i uciekłam od Ginny. Nie potrafiłam tak po prostu z nią rozmawiać. Jeszcze ten jej przenikliwy wzrok, miałam przez niego gęsią skórkę.
Reszta zajęć minęła bez większych sensacji. Nawet najnudniejsze wykłady pochłaniały mnie w stu procentach. Byłam tak skupiona, że nie rozglądałam się po sali. Robiłam swoje i tego miałam zamiar się trzymać. Nie wiem nawet czy Malfoy był na tych zajęciach. Miałam cichą nadzieję, że nie. Nie chciałam go widzieć po tym co się wydarzyło popołudniu. Dalej czułam się głupio. A co najgorsze nie potrafiłam się pozbyć tego uczucia. Zajęcia skończyły się o siedemnastej. No prawie bo została jeszcze Astronomia o północy. Po lekcjach zaszyłam się w bibliotece. Przeglądałam różne księgi. W końcu zdecydowałam się na te, które mogłyby mi pomóc w zawodzie magomedyka. Muszę przyznać, że pochłaniało mnie to całkowicie. To było jak realna szansa na pomaganie ludziom. Kiedy razem z Harrym i Ronem poszukiwaliśmy horkruksów wiele razy żałowałam, że nie znam wystarczająco dużo zaklęć medycznych. Ile osób moglibyśmy wtedy uratować. Może nawet jakimś cudem udałoby mi się pomóc Zgredkowi. Na dodatek spełniłabym marzenie rodziców, że zostanę lekarzem. Zawsze chcieli abym ukończyła medycynę i znalazła dobrą pracę lub przejęła ich zakład. Na samo wspomnienie o nich pod powiekami zbierały mi się łzy. Rozstanie z nimi przeżyłam bardzo ciężko. A jeszcze nie mogłam nikomu o tym powiedzieć. Nie było na to czasu. Trwała wojna, a każdy z nas miał swoje zadanie. Ja miałam pomagać Harry'emu. Myślę, że spisałam się całkiem dobrze. Starłam łzę z policzka i zatrzasnęłam kolejny gruby tom. Wzięłam trzy.
-Wingardium Leviosa. - Szepnęłam, bo te księgi były wyjątkowo ciężkie. Skierowałam się do biurka pani Pince.
- Te trzy poproszę. - Powiedziałam, a bibliotekarka skinęła głową. - Proszę oddać do końca miesiąca, jak panienka da rade. - Dodała, wpisując mi je do karty.
- Oczywiście. - Odpowiedziałam i opuściłam bibliotekę. Chciałam się jeszcze chwile przespać, żeby cokolwiek kojarzyć na astronomii. Kiedy weszłam do dormitorium, było pusto. Najwyraźniej Hanna gdzieś wyszła. Poszłam do mnie do pokoju i położyłam się na łóżku. Jak na złość nie umiałam zasnąć. Czułam zmęczenie, ale plątanina myśli w mojej głowie nie pozawalała spać. Wzięłam eliksir słodkiego snu i nastawiłam budzik na jedenastą trzydzieści. Po chwili zmorzył mnie spokojny sen, którego tak bardzo potrzebowałam.
Obudziłam się równo z dzwonkiem budzika. Wyciągnęłam z szafy gruby sweter. Do ręki wzięłam jeszcze różdżkę i płaszcz. Od czasów wojny nie ruszałam się nigdzie bez tego kawałka drewna. Zawsze miałam ją blisko. W nocy była bezpieczna pod poduszką. Może zrobiłam się trochę przewrażliwiona, ale chyba na każdym czarodzieju wydarzenia z bitwy odcisnęły jakiś swój znak. Nawet nie chciałam myśleć przez co nocą musiał przechodzić Harry.
Rozejrzałam się po pokoju, miałam wszystko, więc ruszyłam po Hanne. Jego jedna z niewielu Abott też zapisała się na te zajęcia. Większości uczniów nie chciało się wstawać tylko po to, żeby jak to określali, popatrzeć na kilka świecących kropek na niebie. Jak się okazało nie musiałam się męczyć z budzeniem przyjaciółki. Hanna czekała już na mnie w części wspólnej naszego dormitorium. Razem poszłyśmy na zajęcia. Moje zdziwieni było maksymalne, kiedy zobaczyłam tam Malfoy'a. Był razem z Astorią. Zajęcia były wspólne dla szóstych i siódmych klas. Pewnie ona go tu zaciągnęła. Stałyśmy od razu za nimi. Słyszałam jak szepce jej czułe słówka. Nie wiem czy specjalnie mówił na tyle głośno, żebym usłyszała, czy mną nawet się nie przejmował. Najwyraźniej nie miał pojęcia jak sztucznie brzmi. Kiedy profesor odwrócił się do nas tyłem i wskazywał konkretne gwiazdy. Ślizgon wykorzystał moment i pocałował Astorię. Ona zamknęła oczy i oddała pocałunek, a on patrzył na mnie. Odwróciłam od nich wzrok i patrzyłam do góry. Z minuty na minutę mocniej chciałam stamtąd zniknąć. On robił to wszystko specjalnie, chciał mi pokazać czym różni się moje miejsce od miejsca Astorii. Ona zasługiwała na pocałunki skradzione na lekcjach i czułe słówka. Ja na odrobinę namiętności po pijaku i tylko wtedy gdy jej nie ma pod ręką. Byłam tą drugą i nigdy nie miałam nawet pomyśleć, że to może się zmienić. Zbawienne były dla mnie słowa profesora, abyśmy przeszli dalej. Ustawiłam się przed nimi. Nie musiałam ich już razem oglądać, a ślizgon nie miał szans zauważyć, moich lekko zaczerwienionych oczu. Skutecznie od niechcianych myśli oderwała mnie Hanna. Opowiadała mi coś na temat jakieś ciekawostki związanej z najnowszym odkryciem z astronomii. Koleżanka krukonka to na prawdę ogromny plus. Podłapałam temat i przestałam się zadręczać. Po zajęciach stałyśmy jeszcze chwilę przed dormitorium i rozmawiałyśmy z Luną. W tym czasie Malfoy zdążył odprowadzić swoją dziewczynę. Pożegnałam się z blondynkami i poszłam się położyć. Zrobiłam sobie jeszcze gorąca herbatę, żeby się rozgrzać. Usiadłam na sofie przed kominkiem i starałam się odprężyć. Po chwili do moich uszu doszedł dźwięk tak znienawidzonego przeze mnie głosu. Nie wpuszczaj go Abott -pomyślałam. Ale zapobiegawczo odłożyłam herbatę i szybko podniosłam się z kanapy. Kiedy byłam już pod samymi drzwiami Hanna weszła do dormitorium razem z Draco.
- Granger co tak uciekasz, ja nie gryzę. - Powiedział i perfidnie się uśmiechnął.
- Jakbyś nie zauważył Malfoy jest już późno, a niektórzy chcą spać.
- No, ale mam do ciebie sprawę, pomożesz chyba koledze w potrzebie. - Powiedział sprytnie wykorzystując obecność Hanny, wiedział, że przy niej mu nie odmówię.
- Dobra o co chodzi? - Spytałam wyraźnie podirytowana.
- Wiecie co, ja chyba nie jestem tu potrzebna. Na razie - Powiedziała krukonka. Chyba wyczuła między nami napiętą atmosferę i chciała się po prostu zmyć.
- Chciałem Ci tylko podziękować za eliksir. - Powiedział spokojnie podchodząc bliżej. Teraz byłam pewna, o jakie dziękuje może mu chodzić. Mimo wszystkiego co sobie powtarzałam stałam jak sparaliżowana. Gdy nasze twarze dzieliły już milimetry, podniosłam dłoń i zamachnęłam się żeby go uderzyć. W ostatnim momencie złapał mnie za nadgarstek.
- Nawet się nie waż. - Powiedział spokojnie, patrząc mi prosto w oczy.
- Czego ty do cholery chcesz?! Pierw mnie całujesz, później obściskujesz się z Astorią. Daj ty mi człowieku spokój! Mam cię dość! - Krzyczałam wyrywając się. Nie myślałam czy ktoś nas usłyszy, miałam to gdzieś. Chciałam wiedzieć o co mu chodzi. Po co zadaje się ze mną. Aby mnie uspokoić zakrył mi usta dłonią. Przestałam się szarpać. Byłam od niego niższa i słabsza. Miałam co prawda różdżkę, ale nie chciałam jej użyć. Wolę usłyszeć najgorszą prawdę, niż go sparaliżować.
- Lepiej zapytaj siebie czego chcesz.- Odpowiedział i mnie puścił. Wyczekująco wpatrywał się we mnie.
- Nie ciebie Malfoy. - Powiedziałam, a mój głos ociekał jadem. Odwróciłam się i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Tym razem nie byłam smutna, nie chciało mi się płakać. Byłam zła, wręcz wściekła. Miałam ochotę wszystko dookoła rozwalić żeby rozładować emocje. To był definitywny koniec moich kontaktów z ślizgonem. Postanowiłam, że następnym razem jak odważy się zbliżyć potraktuje go sectusemprą i miałam gdzieś czy wykrwawi się na śmierć, czy ta farbowana idiotka zdąży go uratować.
/* cytat z Bleach'a
// Mam nadzieję, że rozdział nie najgorszy, ja jestem z niego średnio zadowolona, ale jednocześnie nie bardzo wiem jak ten inaczej napisać.
Przepraszam wszystkich, u których nie czytałam ostatnich rozdziałów. Po prostu nie miałam czasu. Postaram się to jutro, albo pojutrze nadrobić.
Przy szklarniani nie znajdowało się zbyt wiele osób. Byłam ja z Hanną, Nevile, Luna, Malfoy i jeszcze jedna krukonka, której nie kojarzyłam. Zajęcia rozpoczęliśmy punktualnie. Podział jaki był na lekcji bardzo mi odpowiadał. Ja siedziałam z Hanną. Luna z Emmą - o ile nie mylę imienia. Tylko Nevile'a było mi szkoda, biedny musiał pracować z Malfoy'em.
- Dostaniecie do wyhodowania trzy główne rośliny lecznicze. Aby wam ułatwić zadanie, pozwolę wam zabrać je do dormitorium. - Zaczęła pani profesor. - Czekajcie gdzie ja je mam. - Powiedziała i zaczęła przeszukiwać półki. - No nie, cóż mam tylko po dwa zestawy, więc musicie się dobrać w trójki.
- Nevile choć do nas. - Krzyknęła od razu Luna, była tylko o sekundę szybsza ode mnie. Widziałam jak Longbotton posyła mi przepraszające spojrzenie. Później dosiadł się do Luny. Za to do nas leniwie podszedł Malfoy. I to by było tyle z unikania go. Kiwnął głową, co chyba miało oznaczać coś jakby cześć i zaczął słuchać wykładu pani profesor Sprout. Widziałam jak parokrotnie trzymał się za głowę.
- Abott, nie masz przypadkiem eliksiru na kaca? - Spytał cicho Hanny.
- Ja nie, ale Miona ma. - Odpowiedziała, a spojrzenie Draco niechętnie powędrowało do mnie. Westchnęłam cicho i kazałam mu przyjść po tej lekcji do mnie. Nie miałam ochoty go gościć. Ma dostać eliksir i wyjść. Tym razem na nic sobie nie pozwolę. Tak, to miał być mój test. Nie wiem po co w ogóle się zgodziłam. Przecież jak się trochę pomęczy to mu jakoś specjalnie nie zaszkodzi.
Po zajęciach Malfoy zjawił się od razu. Widocznie ból głowy dość mocno mu doskwierał. Wpuściłam go do dormitorium.
- Poczekaj tu. - Powiedziałam i zniknęłam w drugiej części pokoju, aby znaleźć eliksir. Po chwili przyniosłam mu małą fioletową fiolkę. Wypił całą zawartość za jednym razem. Lekko zamrugał. I odstawił buteleczkę na stolik. Odwrócił się i bez niczego chciał wyjść.
- A dziękuje to co? - Nie potrafiłam się powstrzymać. No bo chyba nie myślał, że mam jakiś obowiązek żeby mu pomagać.
- A jak chcesz, żeby ci podziękował ? - Spytał i odwrócił się z powrotem do mnie.
- Zwykłe dzięki wystarczy. - No i mam co chciałam, trzeba było odpuścić. Dobrze wiedziałam co on znowu kombinuje. Przysunął się do mnie, a ja odruchowo zamknęłam oczy.
- I na co czekasz Granger? Dzisiaj nie mam ochoty na ciebie. Ale dobrze wiedzieć, że jednak na mnie lecisz. - Zaśmiał się. Momentalnie otworzyłam oczy. Tym razem przesadził. Czułam się tak głupio. Wyszło jakby na prawdę oczekiwała, że mnie pocałuje. Szczerze go nienawidziłam.
- Masz co chciałeś, wynoś się już. - Powiedziałam i miałam nadzieję, że tym razem grzecznie posłucha.
- Po więcej wrócę innym razem. - Powiedział i już go nie było. Usiadłam na łóżku i zacisnęłam pięści. Jak mogłam być tak głupia. Dałam się zwyczajnie nabrać. Po chwili usłyszałam głośne pukanie do drzwi.
- Do cholery MALFOY! czego jeszcze! - wrzasnęłam otwierając.
- Tleniona to ja nie jestem, więc mnie wpuść.
- Wybacz Ginny, myślałam że to..
- Malfoy, ta domyśliłam się. - skończyła za mnie i weszła do dormitorium.
- Wow, chyba będę do ciebie często wpadać. Tu jest świetnie. - Powiedziała i zajrzała chyba w każdy zakątek mojego pokoju
- W ogóle co miałaby tu robić ten dupek?
- Chciał eliksir na kaca. no i mnie podenerwować. - Odparłam zgodnie z prawdą. Ginny tylko pokiwała głową i wróciła do oglądania sypialni.
- Choć, idziemy na obiad. Praktycznie nie gadałyśmy odkąd przyjechałaś. - Powiedziała jak skończyła i wyciągnęła mnie z pokoju. Musiałam przyznać, że ją zaniedbałam. Nawet przez myśl mi nie przeszło, aby zaprosić Ginny na imprezę. Na dodatek cała jej rodzina była do siebie tak podobna, że rozmawiając z nią czułam jakbym nie tylko była nie fair wobec Rona, ale też wobec niej. Wiedziałam, że Ginewra nie może dowiedzieć się prawdy. Na obiedzie rozmawiałyśmy jakby nigdy nic.
- Dobra mów. - Powiedziała i spojrzała na mnie wyczekując jakiegoś sekretu. Zawsze tak patrzyła, kiedy wiedziała, że coś ukrywam.
- Nie wiem o co ci chodzi. - Skłamałam, nie byłam dobrą aktorką. Na pierwszy rzut oka było widać, że coś jest nie tak. Zaczęłam nerwowo bawić się kawałkiem spódnicy. A to tylko potwierdziło moje zdenerwowanie.
- No, Miona mnie się nie wywiniesz. Widzę, kiedy coś jest nie tak. - Powiedziała, a ciekawski uśmieszek nie schodził jej z twarzy.
- Ron przyjeżdża w sobotę, po prostu nie mogę się doczekać. - Wybrałam najgorsze z możliwych kłamstw. Na dodatek moje słowa brzmiały sztucznie i nienaturalnie.
- No nie gadaj, że nagle aż tak się przejmujesz. To tylko mój brat. - Powiedziała i zaczęła chichotać. Dołączyłam do niej, mimo że, wcale nie było mi do śmiechu. Skończyłam obiad najszybciej jak tylko się dało i uciekłam od Ginny. Nie potrafiłam tak po prostu z nią rozmawiać. Jeszcze ten jej przenikliwy wzrok, miałam przez niego gęsią skórkę.
Reszta zajęć minęła bez większych sensacji. Nawet najnudniejsze wykłady pochłaniały mnie w stu procentach. Byłam tak skupiona, że nie rozglądałam się po sali. Robiłam swoje i tego miałam zamiar się trzymać. Nie wiem nawet czy Malfoy był na tych zajęciach. Miałam cichą nadzieję, że nie. Nie chciałam go widzieć po tym co się wydarzyło popołudniu. Dalej czułam się głupio. A co najgorsze nie potrafiłam się pozbyć tego uczucia. Zajęcia skończyły się o siedemnastej. No prawie bo została jeszcze Astronomia o północy. Po lekcjach zaszyłam się w bibliotece. Przeglądałam różne księgi. W końcu zdecydowałam się na te, które mogłyby mi pomóc w zawodzie magomedyka. Muszę przyznać, że pochłaniało mnie to całkowicie. To było jak realna szansa na pomaganie ludziom. Kiedy razem z Harrym i Ronem poszukiwaliśmy horkruksów wiele razy żałowałam, że nie znam wystarczająco dużo zaklęć medycznych. Ile osób moglibyśmy wtedy uratować. Może nawet jakimś cudem udałoby mi się pomóc Zgredkowi. Na dodatek spełniłabym marzenie rodziców, że zostanę lekarzem. Zawsze chcieli abym ukończyła medycynę i znalazła dobrą pracę lub przejęła ich zakład. Na samo wspomnienie o nich pod powiekami zbierały mi się łzy. Rozstanie z nimi przeżyłam bardzo ciężko. A jeszcze nie mogłam nikomu o tym powiedzieć. Nie było na to czasu. Trwała wojna, a każdy z nas miał swoje zadanie. Ja miałam pomagać Harry'emu. Myślę, że spisałam się całkiem dobrze. Starłam łzę z policzka i zatrzasnęłam kolejny gruby tom. Wzięłam trzy.
-Wingardium Leviosa. - Szepnęłam, bo te księgi były wyjątkowo ciężkie. Skierowałam się do biurka pani Pince.
- Te trzy poproszę. - Powiedziałam, a bibliotekarka skinęła głową. - Proszę oddać do końca miesiąca, jak panienka da rade. - Dodała, wpisując mi je do karty.
- Oczywiście. - Odpowiedziałam i opuściłam bibliotekę. Chciałam się jeszcze chwile przespać, żeby cokolwiek kojarzyć na astronomii. Kiedy weszłam do dormitorium, było pusto. Najwyraźniej Hanna gdzieś wyszła. Poszłam do mnie do pokoju i położyłam się na łóżku. Jak na złość nie umiałam zasnąć. Czułam zmęczenie, ale plątanina myśli w mojej głowie nie pozawalała spać. Wzięłam eliksir słodkiego snu i nastawiłam budzik na jedenastą trzydzieści. Po chwili zmorzył mnie spokojny sen, którego tak bardzo potrzebowałam.
Obudziłam się równo z dzwonkiem budzika. Wyciągnęłam z szafy gruby sweter. Do ręki wzięłam jeszcze różdżkę i płaszcz. Od czasów wojny nie ruszałam się nigdzie bez tego kawałka drewna. Zawsze miałam ją blisko. W nocy była bezpieczna pod poduszką. Może zrobiłam się trochę przewrażliwiona, ale chyba na każdym czarodzieju wydarzenia z bitwy odcisnęły jakiś swój znak. Nawet nie chciałam myśleć przez co nocą musiał przechodzić Harry.
Rozejrzałam się po pokoju, miałam wszystko, więc ruszyłam po Hanne. Jego jedna z niewielu Abott też zapisała się na te zajęcia. Większości uczniów nie chciało się wstawać tylko po to, żeby jak to określali, popatrzeć na kilka świecących kropek na niebie. Jak się okazało nie musiałam się męczyć z budzeniem przyjaciółki. Hanna czekała już na mnie w części wspólnej naszego dormitorium. Razem poszłyśmy na zajęcia. Moje zdziwieni było maksymalne, kiedy zobaczyłam tam Malfoy'a. Był razem z Astorią. Zajęcia były wspólne dla szóstych i siódmych klas. Pewnie ona go tu zaciągnęła. Stałyśmy od razu za nimi. Słyszałam jak szepce jej czułe słówka. Nie wiem czy specjalnie mówił na tyle głośno, żebym usłyszała, czy mną nawet się nie przejmował. Najwyraźniej nie miał pojęcia jak sztucznie brzmi. Kiedy profesor odwrócił się do nas tyłem i wskazywał konkretne gwiazdy. Ślizgon wykorzystał moment i pocałował Astorię. Ona zamknęła oczy i oddała pocałunek, a on patrzył na mnie. Odwróciłam od nich wzrok i patrzyłam do góry. Z minuty na minutę mocniej chciałam stamtąd zniknąć. On robił to wszystko specjalnie, chciał mi pokazać czym różni się moje miejsce od miejsca Astorii. Ona zasługiwała na pocałunki skradzione na lekcjach i czułe słówka. Ja na odrobinę namiętności po pijaku i tylko wtedy gdy jej nie ma pod ręką. Byłam tą drugą i nigdy nie miałam nawet pomyśleć, że to może się zmienić. Zbawienne były dla mnie słowa profesora, abyśmy przeszli dalej. Ustawiłam się przed nimi. Nie musiałam ich już razem oglądać, a ślizgon nie miał szans zauważyć, moich lekko zaczerwienionych oczu. Skutecznie od niechcianych myśli oderwała mnie Hanna. Opowiadała mi coś na temat jakieś ciekawostki związanej z najnowszym odkryciem z astronomii. Koleżanka krukonka to na prawdę ogromny plus. Podłapałam temat i przestałam się zadręczać. Po zajęciach stałyśmy jeszcze chwilę przed dormitorium i rozmawiałyśmy z Luną. W tym czasie Malfoy zdążył odprowadzić swoją dziewczynę. Pożegnałam się z blondynkami i poszłam się położyć. Zrobiłam sobie jeszcze gorąca herbatę, żeby się rozgrzać. Usiadłam na sofie przed kominkiem i starałam się odprężyć. Po chwili do moich uszu doszedł dźwięk tak znienawidzonego przeze mnie głosu. Nie wpuszczaj go Abott -pomyślałam. Ale zapobiegawczo odłożyłam herbatę i szybko podniosłam się z kanapy. Kiedy byłam już pod samymi drzwiami Hanna weszła do dormitorium razem z Draco.
- Granger co tak uciekasz, ja nie gryzę. - Powiedział i perfidnie się uśmiechnął.
- Jakbyś nie zauważył Malfoy jest już późno, a niektórzy chcą spać.
- No, ale mam do ciebie sprawę, pomożesz chyba koledze w potrzebie. - Powiedział sprytnie wykorzystując obecność Hanny, wiedział, że przy niej mu nie odmówię.
- Dobra o co chodzi? - Spytałam wyraźnie podirytowana.
- Wiecie co, ja chyba nie jestem tu potrzebna. Na razie - Powiedziała krukonka. Chyba wyczuła między nami napiętą atmosferę i chciała się po prostu zmyć.
- Chciałem Ci tylko podziękować za eliksir. - Powiedział spokojnie podchodząc bliżej. Teraz byłam pewna, o jakie dziękuje może mu chodzić. Mimo wszystkiego co sobie powtarzałam stałam jak sparaliżowana. Gdy nasze twarze dzieliły już milimetry, podniosłam dłoń i zamachnęłam się żeby go uderzyć. W ostatnim momencie złapał mnie za nadgarstek.
- Nawet się nie waż. - Powiedział spokojnie, patrząc mi prosto w oczy.
- Czego ty do cholery chcesz?! Pierw mnie całujesz, później obściskujesz się z Astorią. Daj ty mi człowieku spokój! Mam cię dość! - Krzyczałam wyrywając się. Nie myślałam czy ktoś nas usłyszy, miałam to gdzieś. Chciałam wiedzieć o co mu chodzi. Po co zadaje się ze mną. Aby mnie uspokoić zakrył mi usta dłonią. Przestałam się szarpać. Byłam od niego niższa i słabsza. Miałam co prawda różdżkę, ale nie chciałam jej użyć. Wolę usłyszeć najgorszą prawdę, niż go sparaliżować.
- Lepiej zapytaj siebie czego chcesz.- Odpowiedział i mnie puścił. Wyczekująco wpatrywał się we mnie.
- Nie ciebie Malfoy. - Powiedziałam, a mój głos ociekał jadem. Odwróciłam się i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Tym razem nie byłam smutna, nie chciało mi się płakać. Byłam zła, wręcz wściekła. Miałam ochotę wszystko dookoła rozwalić żeby rozładować emocje. To był definitywny koniec moich kontaktów z ślizgonem. Postanowiłam, że następnym razem jak odważy się zbliżyć potraktuje go sectusemprą i miałam gdzieś czy wykrwawi się na śmierć, czy ta farbowana idiotka zdąży go uratować.
/* cytat z Bleach'a
// Mam nadzieję, że rozdział nie najgorszy, ja jestem z niego średnio zadowolona, ale jednocześnie nie bardzo wiem jak ten inaczej napisać.
Przepraszam wszystkich, u których nie czytałam ostatnich rozdziałów. Po prostu nie miałam czasu. Postaram się to jutro, albo pojutrze nadrobić.
Jak dla mnie, rozdział był całkiem, całkiem. I nie wiem dlaczego narzekasz ;) Podobała mi się końcówka ;) To co się dzieje w Mionie było świetnie napisane. Mam nadzieję, że kiedy Ron przyjedzie zdarzy się coś ciekawego ;)
OdpowiedzUsuńDziękuje ;) Postaram się ;)
UsuńTak jak obiecałam- wpadłam.
OdpowiedzUsuńNiewierna jest jeszcze lepsza niż Twój drugi blos, serio! Kilka razy napotykałam się na podobną fabułę, ale jednak Twoja ma coś oryginalnego i naprawdę przyjemnie się to czyta.
Pierwszy raz jest mi odrobinkę żal Rona. Chyba najgorsze, co może zrobić człowiek to zdrada. Jestem ciekawa jak przebiegnie sobotnia rozmowa Hermiony z Ronem i czy Malfoy się wygada żeby wkurzyć Rona.
Pozdrawiam
Dziękuję bardzo;) Niewierna łatwiej mi się pisze niż sladem-snu, więc może odbija się to też w treści:) Mam nadzieję, że jeszcze zajrzysz ;)
UsuńPrzede wszystkim bardzo przepraszam, że dopiero dziś komentuje. Brak czasu mnie wykańcza. Nie mogę się jakoś ogarnąć.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału. Oczywiście jest świetny, podoba mi się sposób, w jaki ukazujesz emocjonalne podejście Hermiony do zdrady. Co do Malfoya, na razie jakoś mało informacji o nim podałaś.;d Nie mogę go ocenić. Rona nie lubię samego w sobie, więc nawet cieszę się, że Miona go zdradza, choć współczuje jej tych wewnętrznych rozterek.
Czekam na więcej.:)
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
Dziekuję za komentarz. Oczywiście rozumiem brak czasu sama, mam z tym duży problem.A więcej Malfoya postaram się przedstawić ;)
UsuńRozdział jest świetny. Zwłaszcza końcówka. Nie lubię Astorii. No i widać, że Hermiona jest zazdrosna o Dracona. Ron przyjeżdża, mam nadzieję, że blondyn się nie wygada.
OdpowiedzUsuńP.S. Szkoda, że się nie pocałowali...:)
Pozdrawiam i życzę weny!
Ten blog jest pisany w zupełnie inny sposób niż inne blogi... Sama nie wiem co mam myśleć o każdej z postać... Malfoy jest dla mnie totalnie skończonym dupkiem.... Razem z Hermioną przeżywam każde z nim spotkanie.... Ale Hermiona dla mnie jest naiwna trochę... Czytam dalej :)
OdpowiedzUsuń