Sobota przyszła dużo szybciej niż się spodziewałam. Przyjazd Rona był nieunikniony, a przez to ja nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Od samego rana chodziłam w kółko po dormitorium. Większość uczniów była dzisiaj w Hogsmeade. Nie miałam do kogo pójść, żeby oderwać myśli. Nawet na śniadaniu musiałam siedzieć sama. Przyłapałam się na tym, jak szukałam wzrokiem ślizgona. Po prostu bałam się. Wstyd połączony ze strachem był paskudnym uczuciem. A jeszcze ta ciągła myśl - co jak fretka coś powie. Dręczyło mnie to na tyle, że nie przejmowałam się jak wyglądam i czy spodobam się Ronowi jak przyjedzie. Od jakiegoś czasu nie czułam już potrzeby podobania mu się. Jego komplementy były mi tak znane, że prawie nudne. Owszem Ronald był zawsze słodki i kochany. Uwielbiałam kiedy mówił mi, że jestem piękna a dalej się przy tym rumienił. Jakby jego uczucia były tak mocne, że zawstydzały jego samego. Widziałam w nim dumę, kiedy trzymał mnie za rękę, jak spacerowaliśmy po pokątnej. Lubił się mną chwalić. Na początku mi to schlebiało, po pewnym czasie zaczęło irytować. Dla niego to było coś, chodzić z najmądrzejszą dziewczyną Hogwartu. Dla mnie, no cóż..byłam z Ronem, tak po prostu bez żadnego naj. Jeden z wielu Weasleay'ów, jeden z wielu przyjaciół Pottera, mój ukochany nie był kimś, kim mogłabym się chwalić. Usłyszałam dźwięk zegara i aż podskoczyłam ze zdenerwowania. Zdecydowanie miałam coś na sumieniu. Stary zegar w części wspólnej wybił godzinę dziesiątą. Jego dźwięk rozchodził się po całym dormitorium prefektów. Skutecznie sprowadził mnie na ziemie. Musiałam się za coś zabrać bo zaraz bym zwariowała. Stanęłam przed szafą i tępo wpatrywałam się w jej zawartość. Przecież nic nowego się tam nagle nie znajdzie. W końcu zdecydowałam się na ciemnozielone spodnie, beżową bluzkę i czarny żakiet. Do tego założyłam wysokie szpilki. Nie wiem, czy ktoś przypadkiem, kiedyś nie rzucił czaru na wszystkie obcasy na świecie. Zawsze kiedy zakładałam te buty od razu czułam się bardziej pewna siebie. Tak jakby kazały mi trzymać głowę wysoko podniesioną i wyprostowane plecy. Brakowało mi tylko makijażu. Z nudów postanowiłam zrobić go tradycyjnie, bez użycia czarów. Nigdy nie nakładałam podkładu. Tapeta na twarzy nie była w moim stylu. Podkreślenie oczu i ust zdecydowanie zawsze mi wystarczało. Kiedy byłam gotowa wzięłam dobrą książkę i przeszłam do pokoju wspólnego. Miałam ochotę poczytać przy kominku. Nie udało mi się dotrzeć nawet do połowy książki. Delikatne pukanie do drzwi oderwało mnie od lektury. Wstałam, wzięłam głęboki oddech i wyprostowałam żakiet. Za dziesięć minut miał być Ron. To na pewno on. Otworzyłam drzwi i doznałam szoku. Malfoy, po raz kolejny. Sądziłam, że nie ma go dzisiaj w Hogwarcie. Po za tym od środy nie kontaktował się ze mną. Byłam pewna, że ostatnio dałam mu do zrozumienia, że nic od niego nie chce.
- Zaprosisz mnie czy mam tak stać? - Spytał od razu.
- Czego chcesz? - Spytałam i odwróciłam twarz, wyraźnie poirytowana. Nie jego się spodziewałam, pojawił się w najgorszej możliwej chwili.
- Pogadać. Wiesz, że mamy o czym. - Powiedział, a ja widziałam jak ciężko było mu to przyznać. Wpuściłam go i poprowadziłam do mojego dormitorium. Nie chciałam, żeby przypadkiem ktoś nas usłyszał. Nie mogłam tak ryzykować. Salon nie był objęty zaklęciem wyciszającym. Za to na moją sypialnie rzuciłam sporo zaklęć. Po wojnie wpadłam w mała obsesję, w kwestii bezpieczeństwa. Zamknęłam za nim drzwi i spojrzałam na niego wyczekująco. Zacisnął usta. Najwyraźniej nie było mu tak łatwo ze mną rozmawiać. No ale czym on się tak nagle przejmował. Przecież od zawsze byłam szlamą.
- Zaczniesz w końcu? Nie mam całego dnia.- Powiedziałam, a stukot mojego obcasa rozchodził się po pokoju.
- Widzę przecież , że się gdzieś wystroiłaś. Nawet ci tak ładnie.
- Czy to miał być komplement. Upadłeś na głowę po drodze tutaj. - Miałam już go dość. Nich w końcu się wyniesie zanim Ron przyjdzie.
- Nieważne. Przyszedłem w konkretnej sprawie. - Zaczął, ale przerwało mu wołanie. Ron wszedł do części wspólnej dormitorium. Zupełnie zapomniałam, że zna hasło. W jednej sekundzie zupełnie zamarłam. Wystarczyłoby, żeby Malfoy otwarł drzwi. Hermiona kochanie! - rozchodziło się do pokoju.
- Nawet nie waż się ruszyć. - Powiedziałam szeptem, mimo zaklęcia wyciszającego. Satysfakcja Draco była wyczuwalna w powietrzu. Wiedział jaką ma nade mną przewagę. Słyszałam kroki Rona, jak wchodzi po schodach. W tym momencie nie wiedziałam czy drzwi były zamknięte. Zawsze zamykają się od razu na klucz. Automatycznie jak wejdę do środa. Co jeżeli tym razem zaklęcie nie zadziałało. Malfoy wykorzystał okazję i przysunął się do mnie. Był ode mnie wyższy. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale po chwili je zamknęłam. Bo co miałam niby zrobić. Wyrzucić go prosto w ręce Rona.
- Chyba jednak się ruszę. Mam do niego wyjść? - Zapytał z kpiną w oczach. Kiedy chciał się odwrócić złapałam go za rękaw. Widział w moich oczach cichą prośbę. Uśmiechnął się tak jak on tylko potrafi i mocno wpił mi się w usta.
- Hermi skarbie jesteś? - usłyszałam równocześnie z tym jak Ron pociągnął za klamkę. Drzwi były zamknięte. Wszystkie emocję jakie we mnie były przelałam w pocałunek. Adrenalina sprawiła, że nie panowałam nad sobą. Wplotłam ręce w włosy ślizgona. A on mocniej mnie do siebie przycisnął. Całowaliśmy się zachłannie. Nie wiem o czym chciał pogadać, ale to już nie było ważne. Pragnęłam go, a słysząc Rona i jego "skarbie" wiedziałam, że w ramionach rudzielca nigdy nie zaznam takiej namiętności. Malfoy popchnął mnie na łóżko. Nie przestawaliśmy się całować. Nie wiem kiedy pozbyłam się żakietu. To co czułam przy ślizgonie było zbyt silne, żebym mogła to pokonać. Czy była to namiętność, czy jakieś uczucie pewnie nigdy się do końca nie przekonam. Przeświadczenie, że robię coś złego w najgorszym z możliwych momentów tylko potęgowało moje podniecenie. Spojrzałam w oczy Draco, nie tylko ja traciłam panowanie nad sytuacją. Pożądał, mimo że dobrze wiedział, iż nie powinien. Oderwał się od moich ust i zaczął mnie całować po szyi. Nie chciałam, żeby przestał. Ochrypłym głosem jednak kazałam mu się zatrzymać. Wiedziałam co było słuszne, a co nie. Tylko, że ten znany podział wcale mi nie odpowiadał.
- Wiem, że wcale nie chcesz. - Szepnął i ponownie wpił się w moje usta. Moje ręce znalazły się pod jego koszulą. Czuła jego dobrze wyrzeźbione plecy pod palcami. Z minuty na minute chciałam więcej.
- Widziałaś gdzieś Hermione? - dobiegł mnie głos Rona z dormitorium. Najwyraźniej kiedy ja się zabawiałam z ślizgonem on postanowił poczekać w pokoju wspólnym.
- Dziwne powinna być. - Dobiegła do nas odpowiedź Hanny. - Zaraz do niej zajrzę. - Dokończyła, a ja spojrzałam ze strachem na Draco. Wziął mnie za rękę i pociągnął do łazienki. Staliśmy oparci o drzwi. A nasze dłonie stykały się.
- Nie pościelone łóżko i jej ciuchy na podłodze. Chyba się gdzieś spieszyła. Na pewno umówiliście się tutaj?- Słyszeliśmy Abott. Miałam ją ochotę zabić za to, że bez pytania weszła do mnie do pokoju. Jako prefekcie mieliśmy klucze pasujące do wszystkich dormitoriów, ale żeby używała ich do mojego pokoju. Poza tym byłam zła, że nam przerwali. Malfoy pociągnął mnie w stronę drzwi prowadzących do jego pokoju. Kiedy je zamknął na chwilę poczułam się bezpieczna. Opadałam na jego łóżko z zdenerwowania.
- Już mi wchodzisz do łóżka Granger. - Zaśmiał się na ten widok.
- Och zamknij się Malfoy. Muszę spadać coś wymyślić. - Powiedziałam podnosząc się. Blondyn mnie nie zatrzymywał. Szczerze liczyłam, że będzie inaczej. Kiedy byłam przy wyjściu zapytałam - Tak właściwie o czym chciałeś pogadać? - Uśmiechnął się delikatnie i o dziwo szczerze. Nie tak perfidnie jak miał w zwyczaju.
- Już nieważne - Powiedział i odwrócił wzrok. A ja z całego serca zapragnęłam poznać to, co miał zamiar mi powiedzieć. Nienawidziłam, kiedy ktoś zaczynał przy mnie jakiś temat i go nie kończył.
Wyszłam z dormitorium i starałam się poprawić jakoś swój wygląd. Moje włosy były w totalnym nieładzie, wolałam je więc rozpuścić. Po szmince na ustach nie pozostało już ani śladu. Kiedy się lekko ogarnęłam weszłam do dziewczęcej części dormitorium dla prefektów.
- Ron! - Wykrzyknęłam i mocno się do niego przytuliłam. Czułam jak mnie podnosi i okręca w koło. Był szczęśliwy i to tylko dlatego, że ja znalazłam się obok niego. Nie miałam zamiaru psuć mu tego szczęścia. Po raz pierwszy odsunęłam natrętne myśli i przybrałam na twarz maskę. Ten chłopak zasługiwał na coś dobrego w życiu, a ja mogłam mu to dać.
- Hermi, w końcu Cię mam.- Powiedział i pocałował mnie czule. Moje usta były jeszcze nabrzmiałe od pocałunków z Malfoy'em. Jednak Ron tego nie zauważył, nigdy nie należał do najbystrzejszych. Jego pocałunek tak bardzo różnił się od tego Dracona. Po tak długiej rozłące spodziewałbym się czegoś bardziej namiętnego, a Ron dał mi delikatnego, słodkiego buziaka. Uśmiechnęłam się tylko i ponownie do niego przytuliłam. Ręce oparłam na jego piersi, on swoje trzymał grzecznie na mojej talii. Nie ze względu na to, że był gentlemanem on po prostu inaczej nie potrafił. Wciąż był zagubiony w relacjach damsko-męskich. Miałam chłopaka nie mężczyznę. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, ale po chwili z Draco nawet krótkiej chciałam mu wykrzyczeć w twarz - bądź jak Malfoy!. Zamiast tego uśmiechałam się tylko.
- Co powiesz na spacer ?- Spytał po chwili.
- Jasne, tylko założę coś cieplejszego. Poczekaj tutaj. - Powiedziałam i zniknęłam w dormitorium. Rozejrzałam się i szczerze powiedziawszy ciężko, żeby nie przyszło człowiekowi na myśl co mogło się tu wydarzyć. Uporządkowałam szybko łóżko i podniosłam żakiet. Kiedy go ubierałam podrzuciłam lekko włosy, wtedy zauważyłam na szyi malinkę. Mały, ale widoczny dowód mojej zdrady. Szybko ściągnęłam żakiet i założyłam cienki golf. Miałam wrażenie, że ten ślad mnie parzy. A co jeśli Ron zdążył go zauważyć. Wzięłam głęboki oddech. Uspokój się Granger- pomyślałam, a w głowie miałam wrażenie jakby moje nazwisko wypowiadał Malfoy, to wcale mi nie pomagało. Nie miałam czasu żeby jakoś szczególnie móc się opanować. Przed lustrem uśmiechnęłam się do własnego odbicia. Jeżeli nie chciałam stracić Rona i dobrej opinii musiałam rozpocząć to małe przedstawienie i dobrze je rozegrać.
- Jestem gotowa, chodźmy. - Powiedziałam po wyjściu z pokoju. W dłoni trzymałam płaszcz. Właściwie to pomysł spaceru był bardzo dobry. Gdy tylko wyszliśmy w twarz uderzył mnie powiew zimnego powietrza. Chodziliśmy po błoniach rozmawiając o wszystkim i o niczym. Kiedy na chwilę udało mi się zepchnąć poczucie winny, czułam się przy Ronie na prawdę dobrze. Wiedziałam, że demony, które sama sobie stworzyłam przyjdą dopiero nocą. Dopóki trwał dzień, a ja byłam z Ronem mogłam korzystać z tej namiastki poczucia szczęścia. Ignorowałam tymczasowo fakt jaką krzywdę wyrządzałam Weasley'owi. Dowiedziałam się prawie wszystkiego co się działo od naszego ostatniego spotkania. W listach nie potrafiliśmy sobie tyle przekazać.
- Będziesz miała coś przeciwko jak? - Powiedział i skierował wzrok na jedno z wzniesień na błoniach. Po chwili zrozumiałam o co mu chodzi.
- Nie jasne, że nie. Chcesz żebym poszła z tobą? - Spytałam, a w moich słowach nie było ani trochę gry. Skinął głową na potwierdzenie. Kiedy doszliśmy, Ron zatrzymał się nad grobem Freda. Ścisnęłam go za rękę. Widziałam, jak w oczach pojawiają mu się łzy. Nie uważałam to za nie męskie. Miał prawo płakać za swoim bratem. Czułam, że moja obecność dodaje mu otuchy. Byłam mu potrzebna i dobrze zdawałam sobie z tego sprawę. Jednak stanie tam nie było dla mnie komfortowe. Miałam szczerą nadzieję, że zmarli nie patrzą na nas z góry. Co by pomyślał o mnie Fred czy Tonks widząc moją zdradę. Kiedy Ron zauważył jak zaszkliły mi się oczy objął mnie w tali. Pewnie myślał, że płaczę nad zmarłymi. A ja płakałam nad swoja bezsilnością. Byłam pewna, że to nie ostatnia wizyta Dracona w moim pokoju. Musiałam się tylko nauczyć z tym jakoś żyć. Bo zrezygnować z tego nie potrafiłam, ani nawet nie chciałam.
- Chcesz już iść? - Spytał cicho jakby nie wypadało nam tam głośno wypowiadać słów.
- Jak ty uważasz. Jeśli chcesz jeszcze zostać to nie ma sprawy. - Powiedziałam równie cicho.
- Chodź, jeszcze się przeziębisz. Wracajmy do zamku.- Powiedział i opuściliśmy miejsce, które McGonagall wyznaczyła do pochowania poległych z bitwy o Hogwart. Mój kochany chłopak jak zwykle martwił się tylko o mnie. Jak tylko przyszliśmy zrobił mi gorącej herbaty żebym przypadkiem nie była chora. Resztę dnia spędziliśmy w moim dormitorium. Przytuleni do siebie rozmawialiśmy na różne tematy. Kochałam Rona, z każdą minutą spędzoną razem przypominałam sobie dlaczego. Jeszcze tego samego dnia leżąc u jego boku śmiałam się zupełnie szczerze. Czułam się przy nim bezpieczna, wiedziałam, że obroni mnie przed wszystkim. Jedynym realnym zagrożeniem, z którym nie mógłby sobie poradzić byłam ja sama. Koło godziny dziewiętnastej Ron pocałował mnie czule na pożegnanie. Musiał wracać zanim jeszcze było względnie jasno. Poza tym następnego dnia zaczynał kolejne zajęcia przygotowujące do pracy aurora. Pożegnałam się z nim i odprowadziłam do drzwi Hogwartu.
Kolacja jeszcze trwała, więc postanowiłam coś zjeść zanim położę się spać. Kiedy weszłam na salę główna pomachała do mnie Ginny. Dosiadłam się do niej.
- Mogłabyś co najmniej dać mu się przywitać z siostrą co? - Spytała uśmiechając się od ucha do ucha. Miała nas za idealna parę. Poza tym jej brat z jej najlepszą przyjaciółką to zdaniem Ginny świetne połączenie.
- A jakoś tak wyszło. - Powiedziałam udając speszoną.
- Jakoś wam to wybaczę zakochańce. - Powiedziała i temat się zakończył. Każda z nas wzięła się za zjedzenie kolacji. Szybko zniknęłam z wielkiej sali. Usłyszałam jak za mną ktoś idzie. Miałam przeczucie, że to Malfoy, kiedy się odwróciłam zobaczyłam chłopaka, którego nie znałam. Patrzyłam na niego na tyle długo, że w końcu się skrzywił i pewnie uznał mnie za dziwną. Chciałam spotkać jeszcze tego dnia ślizgona. Specjalnie wracałam na piąte piętro taką drogą, którą on mógłby iść. Minęłam dwa tajne przejścia łączące korytarz z lochami, jednak nie udało mi się "przypadkiem" trafić na Malfoy'a.
Kiedy w końcu znalazłam się w dormitorium zasnęłam bardzo szybko. O dziwo nie miałam żadnych koszmarów, a mój sen był wyjątkowo spokojny. Następnego dnia obudziłam się wypoczęta. Czekałam aż dorwie mnie poczucie winy. Lecz to co czułam było dużo słabsze, od przeżyć po pierwszym pocałunku. Najwidoczniej moje sumienie przestało reagować tak szybko. Albo po prostu nie miałam już siły się zadręczać. Co się stało to się nie odstanie - banalne usprawiedliwienie tego co zrobiłam i co dalej miałam zamiar robić, pomogło mi skutecznie uciszyć sumienie.
// Rozdział trochę krótszy, a to przez brak czasu no i też trochę przez ilość komentarzy. Ostatnio było ich dużo mnie i właśnie nie wiem, czy ktoś nie komentuje bo: się nie chce, nie ma czasu czy po prostu się nie podoba. Nie wiem też, kiedy pojawi się rozdział na śladem-snu. Po prostu studia zabierają za dużo czasu. Pozdrawiam i do zobaczenia Syntia Black
- Już nieważne - Powiedział i odwrócił wzrok. A ja z całego serca zapragnęłam poznać to, co miał zamiar mi powiedzieć. Nienawidziłam, kiedy ktoś zaczynał przy mnie jakiś temat i go nie kończył.
Wyszłam z dormitorium i starałam się poprawić jakoś swój wygląd. Moje włosy były w totalnym nieładzie, wolałam je więc rozpuścić. Po szmince na ustach nie pozostało już ani śladu. Kiedy się lekko ogarnęłam weszłam do dziewczęcej części dormitorium dla prefektów.
- Ron! - Wykrzyknęłam i mocno się do niego przytuliłam. Czułam jak mnie podnosi i okręca w koło. Był szczęśliwy i to tylko dlatego, że ja znalazłam się obok niego. Nie miałam zamiaru psuć mu tego szczęścia. Po raz pierwszy odsunęłam natrętne myśli i przybrałam na twarz maskę. Ten chłopak zasługiwał na coś dobrego w życiu, a ja mogłam mu to dać.
- Hermi, w końcu Cię mam.- Powiedział i pocałował mnie czule. Moje usta były jeszcze nabrzmiałe od pocałunków z Malfoy'em. Jednak Ron tego nie zauważył, nigdy nie należał do najbystrzejszych. Jego pocałunek tak bardzo różnił się od tego Dracona. Po tak długiej rozłące spodziewałbym się czegoś bardziej namiętnego, a Ron dał mi delikatnego, słodkiego buziaka. Uśmiechnęłam się tylko i ponownie do niego przytuliłam. Ręce oparłam na jego piersi, on swoje trzymał grzecznie na mojej talii. Nie ze względu na to, że był gentlemanem on po prostu inaczej nie potrafił. Wciąż był zagubiony w relacjach damsko-męskich. Miałam chłopaka nie mężczyznę. Kiedyś mi to nie przeszkadzało, ale po chwili z Draco nawet krótkiej chciałam mu wykrzyczeć w twarz - bądź jak Malfoy!. Zamiast tego uśmiechałam się tylko.
- Co powiesz na spacer ?- Spytał po chwili.
- Jasne, tylko założę coś cieplejszego. Poczekaj tutaj. - Powiedziałam i zniknęłam w dormitorium. Rozejrzałam się i szczerze powiedziawszy ciężko, żeby nie przyszło człowiekowi na myśl co mogło się tu wydarzyć. Uporządkowałam szybko łóżko i podniosłam żakiet. Kiedy go ubierałam podrzuciłam lekko włosy, wtedy zauważyłam na szyi malinkę. Mały, ale widoczny dowód mojej zdrady. Szybko ściągnęłam żakiet i założyłam cienki golf. Miałam wrażenie, że ten ślad mnie parzy. A co jeśli Ron zdążył go zauważyć. Wzięłam głęboki oddech. Uspokój się Granger- pomyślałam, a w głowie miałam wrażenie jakby moje nazwisko wypowiadał Malfoy, to wcale mi nie pomagało. Nie miałam czasu żeby jakoś szczególnie móc się opanować. Przed lustrem uśmiechnęłam się do własnego odbicia. Jeżeli nie chciałam stracić Rona i dobrej opinii musiałam rozpocząć to małe przedstawienie i dobrze je rozegrać.
- Jestem gotowa, chodźmy. - Powiedziałam po wyjściu z pokoju. W dłoni trzymałam płaszcz. Właściwie to pomysł spaceru był bardzo dobry. Gdy tylko wyszliśmy w twarz uderzył mnie powiew zimnego powietrza. Chodziliśmy po błoniach rozmawiając o wszystkim i o niczym. Kiedy na chwilę udało mi się zepchnąć poczucie winny, czułam się przy Ronie na prawdę dobrze. Wiedziałam, że demony, które sama sobie stworzyłam przyjdą dopiero nocą. Dopóki trwał dzień, a ja byłam z Ronem mogłam korzystać z tej namiastki poczucia szczęścia. Ignorowałam tymczasowo fakt jaką krzywdę wyrządzałam Weasley'owi. Dowiedziałam się prawie wszystkiego co się działo od naszego ostatniego spotkania. W listach nie potrafiliśmy sobie tyle przekazać.
- Będziesz miała coś przeciwko jak? - Powiedział i skierował wzrok na jedno z wzniesień na błoniach. Po chwili zrozumiałam o co mu chodzi.
- Nie jasne, że nie. Chcesz żebym poszła z tobą? - Spytałam, a w moich słowach nie było ani trochę gry. Skinął głową na potwierdzenie. Kiedy doszliśmy, Ron zatrzymał się nad grobem Freda. Ścisnęłam go za rękę. Widziałam, jak w oczach pojawiają mu się łzy. Nie uważałam to za nie męskie. Miał prawo płakać za swoim bratem. Czułam, że moja obecność dodaje mu otuchy. Byłam mu potrzebna i dobrze zdawałam sobie z tego sprawę. Jednak stanie tam nie było dla mnie komfortowe. Miałam szczerą nadzieję, że zmarli nie patrzą na nas z góry. Co by pomyślał o mnie Fred czy Tonks widząc moją zdradę. Kiedy Ron zauważył jak zaszkliły mi się oczy objął mnie w tali. Pewnie myślał, że płaczę nad zmarłymi. A ja płakałam nad swoja bezsilnością. Byłam pewna, że to nie ostatnia wizyta Dracona w moim pokoju. Musiałam się tylko nauczyć z tym jakoś żyć. Bo zrezygnować z tego nie potrafiłam, ani nawet nie chciałam.
- Chcesz już iść? - Spytał cicho jakby nie wypadało nam tam głośno wypowiadać słów.
- Jak ty uważasz. Jeśli chcesz jeszcze zostać to nie ma sprawy. - Powiedziałam równie cicho.
- Chodź, jeszcze się przeziębisz. Wracajmy do zamku.- Powiedział i opuściliśmy miejsce, które McGonagall wyznaczyła do pochowania poległych z bitwy o Hogwart. Mój kochany chłopak jak zwykle martwił się tylko o mnie. Jak tylko przyszliśmy zrobił mi gorącej herbaty żebym przypadkiem nie była chora. Resztę dnia spędziliśmy w moim dormitorium. Przytuleni do siebie rozmawialiśmy na różne tematy. Kochałam Rona, z każdą minutą spędzoną razem przypominałam sobie dlaczego. Jeszcze tego samego dnia leżąc u jego boku śmiałam się zupełnie szczerze. Czułam się przy nim bezpieczna, wiedziałam, że obroni mnie przed wszystkim. Jedynym realnym zagrożeniem, z którym nie mógłby sobie poradzić byłam ja sama. Koło godziny dziewiętnastej Ron pocałował mnie czule na pożegnanie. Musiał wracać zanim jeszcze było względnie jasno. Poza tym następnego dnia zaczynał kolejne zajęcia przygotowujące do pracy aurora. Pożegnałam się z nim i odprowadziłam do drzwi Hogwartu.
Kolacja jeszcze trwała, więc postanowiłam coś zjeść zanim położę się spać. Kiedy weszłam na salę główna pomachała do mnie Ginny. Dosiadłam się do niej.
- Mogłabyś co najmniej dać mu się przywitać z siostrą co? - Spytała uśmiechając się od ucha do ucha. Miała nas za idealna parę. Poza tym jej brat z jej najlepszą przyjaciółką to zdaniem Ginny świetne połączenie.
- A jakoś tak wyszło. - Powiedziałam udając speszoną.
- Jakoś wam to wybaczę zakochańce. - Powiedziała i temat się zakończył. Każda z nas wzięła się za zjedzenie kolacji. Szybko zniknęłam z wielkiej sali. Usłyszałam jak za mną ktoś idzie. Miałam przeczucie, że to Malfoy, kiedy się odwróciłam zobaczyłam chłopaka, którego nie znałam. Patrzyłam na niego na tyle długo, że w końcu się skrzywił i pewnie uznał mnie za dziwną. Chciałam spotkać jeszcze tego dnia ślizgona. Specjalnie wracałam na piąte piętro taką drogą, którą on mógłby iść. Minęłam dwa tajne przejścia łączące korytarz z lochami, jednak nie udało mi się "przypadkiem" trafić na Malfoy'a.
Kiedy w końcu znalazłam się w dormitorium zasnęłam bardzo szybko. O dziwo nie miałam żadnych koszmarów, a mój sen był wyjątkowo spokojny. Następnego dnia obudziłam się wypoczęta. Czekałam aż dorwie mnie poczucie winy. Lecz to co czułam było dużo słabsze, od przeżyć po pierwszym pocałunku. Najwidoczniej moje sumienie przestało reagować tak szybko. Albo po prostu nie miałam już siły się zadręczać. Co się stało to się nie odstanie - banalne usprawiedliwienie tego co zrobiłam i co dalej miałam zamiar robić, pomogło mi skutecznie uciszyć sumienie.
// Rozdział trochę krótszy, a to przez brak czasu no i też trochę przez ilość komentarzy. Ostatnio było ich dużo mnie i właśnie nie wiem, czy ktoś nie komentuje bo: się nie chce, nie ma czasu czy po prostu się nie podoba. Nie wiem też, kiedy pojawi się rozdział na śladem-snu. Po prostu studia zabierają za dużo czasu. Pozdrawiam i do zobaczenia Syntia Black
Hej.:)
OdpowiedzUsuńRozumeim brak czasu, sama mam go mało, ale zawsze znajdę go trochę by skomentować twoje opowiadanko.:)
Rozdział jest fajny. Ciekawa jestem czy Draco chciał faktycznie coś powiedzieć, czy po prostu była to taka jego mała dywersja, by zagrać na uczuciach Hermiony.:D
Czekam na kolejny, tu jak i na śladem-snu.:D
Trzymaj się.:)
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
PS. zapraszam na nowy rozdział.:)
Dziękuje miło to słyszeć/czytać ;)
UsuńNa pewno zajrzę ;)
Rozdział fajny, myślę, że Draco zrobił to specjalnie, w ten sposób Herm myślała tylko o nim, a nie o Ronie ;) Życzę weny.
OdpowiedzUsuńDzięki ;)
UsuńJak miło kiedy zmęczona i wkurzona po tym beznadziejnym dniu na uczelni wejść na bloga i zobaczyć nowy rozdział.
OdpowiedzUsuńSpodobał mi się. Draco jak zwykle zamiast pomóc utrudnia. Jestem pewna, że celowo przygotował tą sytuację, żeby Hermiona była lekko rozkojarzona na randce. Plus dla niego! :)
Powiem tylko, że moment w którym Hermiona tak pyszniła się swoją wyjątkowością i porównywała siebie do nagrody Rona,a z niego robiła nic nie znaczącą postać była przykra i miałam dla niej dużego minusa. Bo przecież osoba, którą kochamy to nie trofeum i może być zwyczajna a dla nas niezwykła. Ale rozdział super ;)
Dziękuję bardzo;) A co do Miony trochę chciałam pokazać, że nie jest taka święta i szlachetna.
UsuńKobieto, przestań opisywać moje uczucia. Omg, znalazłam się w beznadziejnej sytuacji. Co prawda nie chodzi o zdradę, ale uczucia które tu zawierasz... no utożsamiam się z głowną bohaterką. Zło dalej się mnie trzyma :C
OdpowiedzUsuńRozdział dużo lepszy od poprzedniego, czytało się szybciutko.
Szkoda że tak krótko, czekam na MORE.
Elenai
No cóż to chyba lepiej znajdź jakieś sposób na wyjście z tej sytuacji. Bo główna bohaterka jeszcze się trochę pomęczy ;)
UsuńDzięki
Dopiero wpadłam na Twój blog i nie zaluje ;)
OdpowiedzUsuńOwiany tajemnica i intrygujący :D
Hermiona jest swietna i Draco tak bardzo Draconowaty ;) uczucia i opisy genialne, normalnie nie mogę :)
Weny:)
Pozdrawiam,Lili
PS Zapraszam do mnie na panstwoweasley.blogspot.com
Dziękuje ;)
UsuńJak tylko znajdę chwilę na pewno zajrzę ;)
Rozdział jest świetny. Z jednej strony rozumiem Hermionę, Malfoy potrafi zakręcić w głowie. Tylko boję się że Hermiona później będzie przez nie go cierpiała. A z drugiej strony, Ron u ciebie jest naprawdę fajny i trochę mi go żal.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Biedna Hermiona uwikłała się w sytuację z której będzie jej bardzo ciężko wyjść... A Ron - żal mi go :(
OdpowiedzUsuń