Kiedy odpuszczamy małe grzeszki te większe przychodzą nam łatwiej. Prawdopodobnie to był powód mojego samopoczucia. Nie czułam się źle po ostatnim spotkaniu z Ronem, albo raczej z Malfoy'em. Ale nie byłam też szczęśliwa. Towarzyszyło mi poczucie obojętności, no może z odrobiną strachu. Leżałam na łóżku w moim pokoju i wpatrywałam się w swoje zdjęcie - stałam sama na tle morza, byłam roześmiana i zadowolona z życia. Był to początek wakacji po piątym roku. Miałam wrażenie jakby patrzyła na obcą osobę. Nagle zatęskniłam za dawną sobą. Albo raczej za tym stu procentowym poczuciem, że to co robię jest słuszne. Wiedziałam, że walka z Voldemortem jest dobra, zawsze byłam pewna jak duże znaczenie ma zdobywanie wiedzy, a w moim sercu gościł jedynie Ron. Kiedyś wszystko było takie jasne i oczywiste. Nie przewidywałam niespodzianek, nigdy bym nie powiedziała, że będę w stanie zdradzić mojego chłopaka i przyjaciela. Postanowiłam, że przestanę się zastanawiać co będzie dalej, będę żyć z dnia na dzień być może w masce, ale czy choć raz w życiu nie mogłam być egoistką i robić to na co mam w danej chwili ochotę. Żaden z wniosków, które wpadły mi do głowy nie poprawił mi nastroju. Dalej towarzyszyła mi nuda. Było mi wszystko jedno co się dzisiaj stanie. Chyba straciłam wiarę w swoje czyny. Czułam jakby przeznaczenie stało obok mnie i naśmiewało się z idealnie zaplanowanego życia. A cały psikus polegał na jednej osobie - perfidnym i przystojnym ślizgonie Draconie Malfoy'u.
W końcu postanowiłam zwlec się z łóżka, całe szczęście, ze poranne patrole należą do szóstego roku. Ja jako prefekt naczelnym byłam tylko zobowiązana do sprawdzania korytarzy wieczorem. W praktyce wychodziło mniej więcej na powrót okrężną drogą z kolacji. Czasem zdarzało mi się wychodzić w późniejszych godzinach na patrol, jednak z nas wszystkich tylko ja to robiłam. Od wojny jeszcze ani razu nie poczułam się na tyle bezpiecznie, żeby nie trzymać przy sobie różdżki. Były takie miejsca w Hogwarcie, gdzie większość osób wolała się nie zbliżać, między innymi należał do nich most, na którym zginęło wielu śmierciożerców. Mimo, że most został odbudowany to mało kto z niego korzystał, wśród pierwszoroczniaków krążyła nawet plotka, że starszą tam słudzy Czarnego Pana. Być może to tylko głupie przesądy, jednak co jakiś czas starałam się tam pójść. Czułam się w obowiązku sprawdzania czy wszystko jest tak jak być powinno. Zawsze sądziłam, że lepiej dmuchać na zimne. Poza tym nie da się tak po prostu pozbyć wszystkich wspomnień. A już szczególnie tych związanych z czymś tak strasznym jak wojna. Odruchowo potarłam bliznę na ręce. Napis wycięty przez Bellatrix był już ledwo widoczny. Rana się zabliźniła, lecz w mojej głowie pozostała nienaruszona. Właściwie to słowo szlama było ze mną od zawsze. Lestrange tylko to uwidoczniła. Wydobyła na wierzch rzecz, której nienawidziłam i chciała pokazać całemu światu ile jestem warta. Nigdy się nikomu nie przyznałam jak dużym problemem jest dla mnie pochodzenie. Ron i Harry pewnie by na mnie nakrzyczeli, mówiąc że nie mam się czym przejmować. A nikogo innego tak na prawdę nie miałam. Z rodzicami temat magii omijałam jak tylko się dało. Nie żeby nie zrozumieli, ale dobrze wiedziałam, że mieli mnie za dziwoląga. Specjalnie odwlekałam moment ich odnalezienia. Już od dłuższego czasu wiedziałam gdzie są. Co trzy miesiące sprawdzałam czy wszystko z nimi w porządku. Nie chciałam burzyć ich małego idealnego świata, który byłam zmuszona stworzyć. Tam nie mieli córki, którą nie można się pochwalić przed znajomymi. Rodzice należeli do ścisłego grona lekarskiego, prawie każde dziecko ich znajomych miało już zapewnioną pracę w odpowiedniej poradni, a na studiach radzili sobie doskonale. Bajka o szkole na wysokim poziomie z internatem by nie przeszła. Nie było szans żeby ktoś kto sam ma dzieci nie wiedział o jakieś świetnej szkole. Lepiej było powiedzieć, że ze względu na słaby organizm muszę przybywać w miejscu o odpowiednich warunkach, niż przyznać, że jestem w jakieś nikomu nieznanej podrzędnej budzie. Gdybym była czystokrwista, rodzice zapewne nie musieliby się za mnie wstydzić. Nieskromnie uważałam, że byłam całkiem niezłą czarownicą. Niestety w świecie mugoli nie miało to najmniejszego znaczenia.
Jako że była niedziela w zamku nie było zbyt wiele osób. Szłam na śniadanie powoli - jakoś nie specjalnie mi się spieszyło. Wiedziałam, że znowu będę siedzieć sama. Nikt tam na mnie nie czekał. W takich momentach żałowałam, że Rona nie było obok. Może gdyby podjął naukę wszystko byłoby łatwiejsze. Wtedy prawdopodobnie Draco by się nawet do mnie nie zbliżył. Powoli zaczynałam zrzucać winę na Ronalda, no przecież mógł się domyślić, że tak długa rozłąka może być niebezpieczna. Ciekawe czy choć raz przyszło mu do głowy co może się wydarzyć gdy jesteśmy osobno. Nagle pomyślałam, że przecież nie tylko ja mogę go zdradzać, a co jeśli on też znalazł sobie kogoś kto mnie "zastępuje". Na samą myśl ogarnęła mnie złość i obrzydzenie. Wiem, że byłam hipokrytką, jednak sama świadomość tego nie pomagała pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia pt: a jeśli? Szybko wymazałam z głowy obraz całującego się Rona z kimś innym. Tak na prawdę to on, nawet nie zasługiwał na to, żebym tak o nim myślała. Idąc zamyślona na kogoś wpadłam.
- Przepraszam ja.. - Zaczęłam i podniosłam głowę.
- Dość często na siebie trafiamy. - Powiedział, chłopak na którego natknęłam się dzień wcześniej po kolacji. Był wysokim brunetem o bardzo ładnych zielonych oczach. Trochę przypominał Blaise'a, jednak jego twarz wydawała się bardziej wesoła.
- To co dasz zaprosić się na kawę? - Powiedział, a za nami zaczęły ukazywać się drzwi. Najwyraźniej pokój życzeń zdecydował za mnie. Skinęłam twierdząco głową.
- Tak w ogóle jestem Jeremy. - Powiedział i podał mi rękę.
- Hermiona.
- Wiem, chyba każdy Cię zna. - Uśmiechnął się do mnie. Musiałam przyznać, że miał zniewalający uśmiech. Nie widziałam go na żadnych zajęciach dla uczniów siódmego roku, więc najwyraźniej musiał być młodszy. Weszliśmy do pokoju życzeń.
- Na pewno miałeś na myśli kawę? - Powiedziałam, spoglądając na łóżko ustawione za stołem i sofami. Pokój przypomniał coś pomiędzy pokojem wspólnym, a sypialnią. Na środku stał stolik z przygotowaną już kawą obok duża sofa i dwa krzesła, a z tyłu widać było duże łóżko. Wszystko było w delikatnych beżowych kolorach. Nawet mi się podobało.
- Wybacz, ale przy tak ładnej dziewczynie trudno myśleć o czymś innym. - Odpowiedział i nie był nawet odrobinę speszony. - Szczerze to miałem nadzieję na coś więcej niż tylko kawę. - Dokończył i się do mnie przybliżył. Dawna Hermiona pewnie by go uderzyła w twarz skutecznie sprowadzając na ziemię. Jednak ja miałam w tej chwili ochotę go pocałować. Chciałam poznać smak ust, które tak pięknie się uśmiechały. Jeremy był przystojny i bezczelny. Nie przypominał ani trochę Rona czy Draco. Nie był czuły i mówił wprost o tym czego chce. To prawda, że go nie znałam, ale przecież tego samego ranka postanowiłam korzystać z szans jakie mi się nasuwają.
- A potrafisz coś więcej? - Zapytałam zadziornie. Zdecydowanie mi się to spodobało. Nie myślałam o Ronie ani o Malfoy'u. Chciałam się zabawić. Delikatnie poprawiłam różdżkę, tak aby jej nie zauważył. Jeremy nie odpowiedział na moje pytanie. Na chwilę wydawało mi się, że jest zaskoczony tym jak bardzo potrafię być bezpośrednia. Jednak bardzo szybko przeszedł do rzeczy. Zaczął mnie całować dość zachłannie. Nie był namiętny tak jak Draco, ale nie był też tak nieśmiały jak Ron. Jego pocałunki były zupełnie inne. Szybko skierował mnie w stronę łóżka, przy czym zahaczył niezdarnie o krzesło. Uśmiechnęłam się tylko i pociągnęłam go ku sobie. Tym razem ja przejęłam inicjatywę. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Rozpięłam mu koszulę sprawnym ruchem. On nie pozostawał mi zbyt długo dłużny, już po chwili zostałam w samym staniku. Więcej ściągać nie miałam zamiaru. Całowaliśmy się przez dobrych parę minut. Kiedy chciał więcej ja stwierdziłam, że dość. Dopiero wtedy zauważyłam, że był z Gryfindoru. Co oznaczało, że raz - dość często mogę go spotykać, dwa - pewnie znał Ginny. Widziałam, że był niezadowolony kiedy przerwałam, jednak nie protestował. Nie dałam mu szansy na wypowiedzenie choć słowa o tym co się stało, wyciągnęłam różdżkę i szepnęłam obliviate. Pozbyłam się jego wspomnień związanych ze mną. Poszło dość szybko, bo nie było tego zbyt wiele. Do tego dołożyłam odpowiednie zaklęcie, które zapewniło mu sen na jakieś dziesięć minut. Rzuciłam na niego koszule i odpowiednio zmieniłam wystrój pokoju, aby przypomniał jakiś stary schowek. Gdy się obudzi pomyśli, że ktoś po prostu wyciął mu kawał. Czym prędzej opuściłam pokój życzeń. Dopiero po chwili zaczęło do mnie dochodzić co zrobiłam. Kiedy byłam z Malfoy'em miałam jakieś tam wytłumaczenie, pożądanie, ciekawość, cokolwiek. Była świadoma swojej słabości do ślizgona, choć niechętnie się do tego przyznawałam. Jednak nie miałam najmniejszego wytłumaczenia, na to co zrobiłam z tym chłopakiem. Powoli po raz kolejny dopadało mnie uczucie brudu. Czym prędzej poszłam do łazienki prefektów. Myślałam, że długa gorąca kąpiel mi pomoże. Chciałam zmyć swoją winę. Winę, że zdradziłam Rona i Draco. Miałam dość nudy tego dnia i oczywiście musiałam przegiąć w złą stronę. W dormitorium na szczęście nie natknęłam się na Hannę, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. A krukonka zapewne zauważyłaby, że coś jest nie tak. Kiedy tylko znalazłam się w łazience, od razu weszłam do wanny i dopiero zdałam sobie sprawę, że nie rzuciłam zaklęcia na drzwi. Zanim zdążyłam je wypowiedzieć, ktoś otwarł jedno z czterech wejść. Dobrze wiedziałam, które zastanawiałam się tylko ile jest możliwych takich przypadków w ciągu jedno dnia. Zupełnie zrezygnowana odwróciłam się.
- Zajęte Malfoy. - Powiedziałam i już nawet nie liczyłam, że grzecznie wyjdzie. Spojrzał na mnie, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Jakby był zupełnie niezainteresowany.
- Naucz się zamykać, nie każdy ma ochotę cię oglądać. - Powiedział i zatrzasnął drzwi. Zostałam bez słowa, patrzyłam jak wychodzi, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Jego wahania nastrojów doprowadzały mnie do szaleństwa. Jednego dnia mnie całuję, drugiego się mną brzydzi. Miałam dość, wypowiedziałam zaklęcie aby zamknąć drzwi i wyciszyłam łazienkę. Po chwili zaniosłam się płaczem, albo raczej szlochałam. Wzięłam gąbkę i z całej siły zaczęłam się myć. Skóra na rękach powoli stawała się lekko zaczerwieniona. To był moment, w którym pękłam. Jedno zdanie ślizgona powtarzałam w myślach raz za razem. Analizowałam każde słowa, mimo to nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi czemu mnie tak potraktował. Może jakoś dostrzegł, że zaszło coś pomiędzy mną a Jeremy'm. Może pociągało go we mnie to jak bardzo byłam niedostępna. Czy ta jedna sytuacja zrobiła ze mnie łatwą panienkę? Zaczynałam żałować, o ile stracenie Rona wydawało mi się czymś nierealnym, to utrata tego czegoś co powstało między mną a Malfoy'em nagle wydawała się bardzo prawdopodobna. Nawet się nie spostrzegłam kiedy woda zrobiła się nieprzyjemnie zimna. Wyszłam i owinęłam się mocno ręcznikiem. W pokoju założyłam ulubioną bluzę i leginsy. Mimo że nie było jeszcze nawet szesnastej położyłam się spać. Musiałam przyznać, że tak naprawdę poczułam coś do ślizgona i pewnie dlatego to co z nim robiłam nie odbiło się na mnie tak strasznie, jak te parę chwil spędzonych z Jeremy'm. Nie chciałam dłużej rozmyślać nad moim uzależnieniem od Draco. Potrzebowałam kolejnego poranka, dużo lepszego niż poprzedni. Pragnęłam aby wreszcie było wszystko tak jak powinno, albo żeby co najmniej przestało tak boleć. Miałam już dość wrażeń, kiedy wreszcie stawałam się obojętna, znowu musiałam coś zepsuć. Tym razem już nie wmawiałam sobie, że będzie inaczej. Po chwili zasnęłam ze zmęczenia.
Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie i całe szczęście, bo doprowadzenie się do jakiegoś porządku zajęło mi sporo czasu. Próbowałam uśmiechnąć się do siebie w lustrze, ale nie specjalnie mi to wychodziło. Pomyślałam, ze jeśli oczekuję lepszego dnia sama go muszę takim stworzyć. Do zajęć miałam jeszcze dość sporo czasu. Zaczęłam więc od pożywnego śniadania. Właściwie nie miałam na nic ochoty, praktycznie wmusiłam w siebie kanapki. Ale tego dnia musiałam już coś zjeść, poprzednio odpuściłam sobie obiad i kolację, a to nie był zbyt dobry pomysł. Kiedy udało mi się uporać z śniadaniem. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś o tym całym Jeremim. Poszłam do biblioteki i skorzystałam z przywilejów prefektów naczelnych. Bardzo szybko uzyskałam dostęp do wszystkich nazwisk osób uczęszczających aktualnie do Hogwartu. Przejrzałam listy Gryffindoru trzy razy, a później inne domy. Nie znalazłam ani jednego chłopaka o imieniu Jeremy. Poważnie się wystraszyłam, bo w takim razie jeśli ktoś taki nie chodzi do naszej szkoły. To z kim ja się do cholery całowałam? Ledwo zdążyłam na zajęcia. Tego dnia nie potrafiłam się na niczym skupić. Nie interesowały mnie tematy zajęć, ani zaczepki ślizgonów. Zlekceważyłam nawet Hannę. Kiedy lekcje dobiegły końca wróciłam do biblioteki z nadzieją, że może jednak zwyczajnie go przeoczyłam. Zaczęłam rozważać inne opcje, jednak nic co mogłabym jakoś potwierdzić nie przychodziło mi do głowy. W końcu zrezygnowana oddałam spis bibliotekarce. Postanowiłam, że zanim wrócę do dormitorium zrobię porządny patrol. Jeśli w Hogwarcie jest ktoś obcy, powinnam poinformować dyrektorkę. Jednak co ja jej niby miałam powiedzieć - całowałam się z kimś kogo nie znam, a jak chciałam się czegoś o nim dowiedzieć to okazało się że go tutaj teoretycznie nie ma. Wiedziałam, że muszę odnaleźć tego chłopaka i dowiedzieć się kim tak na prawdę jest. Przechodziłam przez korytarze, cały czas mając pod ręką różdżkę. W torebce trzymałam butelkę wypełnioną eliksirem, który zmywa każde zaklęcie. Byłam przygotowana na każdą ewentualność. Jednak poza pierwszoroczniakami na trzecim piętrze nie znalazłam nic ciekawego. Przed północą zostały mi już tylko lochy. Niechętnie jednak zeszłam w dół. Usłyszałam jakąś rozmowę, w głowie momentalnie powtórzyłam znane mi zaklęcia obronę. Skręciłam i szepnęłam lumos maxima. Światło wydobywające się z mojej różdżki oświetliło parę drugoroczniaków, która postanowiła się zabawić. Odetchnęłam głośno.
- Minus dziesięć punktów każdy z was za przebywanie na korytarzu o tej godzinie. Za mną zaprowadzę was do wejścia do lochów. - Powiedziałam spokojnie. A parka ruszyłam grzecznie, wyraźnie niezadowolona. Do dormitorium wróciłam lekko zawiedziona. Miałam nadzieję, że natrafię na tajemniczego chłopaka, albo co najmniej coś co wskaże mi, że w Hogwarcie przebywa jakiś niepożądany gość. Musiałam odnaleźć tego całego Jeremy'go. Długo zastawiałam się nad tym gdzie może być. W pokoju życzeń już dawno go nie było. Nie miałam pojęcia gdzie mógł dalej pójść. Przez to wszystko tej nocy nie potrafiłam zasnąć. Tym razem nie męczyło mnie poczucie winny. To strach i ciekawość przysłoniły wszelkie inne uczucia.
Jako że była niedziela w zamku nie było zbyt wiele osób. Szłam na śniadanie powoli - jakoś nie specjalnie mi się spieszyło. Wiedziałam, że znowu będę siedzieć sama. Nikt tam na mnie nie czekał. W takich momentach żałowałam, że Rona nie było obok. Może gdyby podjął naukę wszystko byłoby łatwiejsze. Wtedy prawdopodobnie Draco by się nawet do mnie nie zbliżył. Powoli zaczynałam zrzucać winę na Ronalda, no przecież mógł się domyślić, że tak długa rozłąka może być niebezpieczna. Ciekawe czy choć raz przyszło mu do głowy co może się wydarzyć gdy jesteśmy osobno. Nagle pomyślałam, że przecież nie tylko ja mogę go zdradzać, a co jeśli on też znalazł sobie kogoś kto mnie "zastępuje". Na samą myśl ogarnęła mnie złość i obrzydzenie. Wiem, że byłam hipokrytką, jednak sama świadomość tego nie pomagała pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia pt: a jeśli? Szybko wymazałam z głowy obraz całującego się Rona z kimś innym. Tak na prawdę to on, nawet nie zasługiwał na to, żebym tak o nim myślała. Idąc zamyślona na kogoś wpadłam.
- Przepraszam ja.. - Zaczęłam i podniosłam głowę.
- Dość często na siebie trafiamy. - Powiedział, chłopak na którego natknęłam się dzień wcześniej po kolacji. Był wysokim brunetem o bardzo ładnych zielonych oczach. Trochę przypominał Blaise'a, jednak jego twarz wydawała się bardziej wesoła.
- To co dasz zaprosić się na kawę? - Powiedział, a za nami zaczęły ukazywać się drzwi. Najwyraźniej pokój życzeń zdecydował za mnie. Skinęłam twierdząco głową.
- Tak w ogóle jestem Jeremy. - Powiedział i podał mi rękę.
- Hermiona.
- Wiem, chyba każdy Cię zna. - Uśmiechnął się do mnie. Musiałam przyznać, że miał zniewalający uśmiech. Nie widziałam go na żadnych zajęciach dla uczniów siódmego roku, więc najwyraźniej musiał być młodszy. Weszliśmy do pokoju życzeń.
- Na pewno miałeś na myśli kawę? - Powiedziałam, spoglądając na łóżko ustawione za stołem i sofami. Pokój przypomniał coś pomiędzy pokojem wspólnym, a sypialnią. Na środku stał stolik z przygotowaną już kawą obok duża sofa i dwa krzesła, a z tyłu widać było duże łóżko. Wszystko było w delikatnych beżowych kolorach. Nawet mi się podobało.
- Wybacz, ale przy tak ładnej dziewczynie trudno myśleć o czymś innym. - Odpowiedział i nie był nawet odrobinę speszony. - Szczerze to miałem nadzieję na coś więcej niż tylko kawę. - Dokończył i się do mnie przybliżył. Dawna Hermiona pewnie by go uderzyła w twarz skutecznie sprowadzając na ziemię. Jednak ja miałam w tej chwili ochotę go pocałować. Chciałam poznać smak ust, które tak pięknie się uśmiechały. Jeremy był przystojny i bezczelny. Nie przypominał ani trochę Rona czy Draco. Nie był czuły i mówił wprost o tym czego chce. To prawda, że go nie znałam, ale przecież tego samego ranka postanowiłam korzystać z szans jakie mi się nasuwają.
- A potrafisz coś więcej? - Zapytałam zadziornie. Zdecydowanie mi się to spodobało. Nie myślałam o Ronie ani o Malfoy'u. Chciałam się zabawić. Delikatnie poprawiłam różdżkę, tak aby jej nie zauważył. Jeremy nie odpowiedział na moje pytanie. Na chwilę wydawało mi się, że jest zaskoczony tym jak bardzo potrafię być bezpośrednia. Jednak bardzo szybko przeszedł do rzeczy. Zaczął mnie całować dość zachłannie. Nie był namiętny tak jak Draco, ale nie był też tak nieśmiały jak Ron. Jego pocałunki były zupełnie inne. Szybko skierował mnie w stronę łóżka, przy czym zahaczył niezdarnie o krzesło. Uśmiechnęłam się tylko i pociągnęłam go ku sobie. Tym razem ja przejęłam inicjatywę. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Rozpięłam mu koszulę sprawnym ruchem. On nie pozostawał mi zbyt długo dłużny, już po chwili zostałam w samym staniku. Więcej ściągać nie miałam zamiaru. Całowaliśmy się przez dobrych parę minut. Kiedy chciał więcej ja stwierdziłam, że dość. Dopiero wtedy zauważyłam, że był z Gryfindoru. Co oznaczało, że raz - dość często mogę go spotykać, dwa - pewnie znał Ginny. Widziałam, że był niezadowolony kiedy przerwałam, jednak nie protestował. Nie dałam mu szansy na wypowiedzenie choć słowa o tym co się stało, wyciągnęłam różdżkę i szepnęłam obliviate. Pozbyłam się jego wspomnień związanych ze mną. Poszło dość szybko, bo nie było tego zbyt wiele. Do tego dołożyłam odpowiednie zaklęcie, które zapewniło mu sen na jakieś dziesięć minut. Rzuciłam na niego koszule i odpowiednio zmieniłam wystrój pokoju, aby przypomniał jakiś stary schowek. Gdy się obudzi pomyśli, że ktoś po prostu wyciął mu kawał. Czym prędzej opuściłam pokój życzeń. Dopiero po chwili zaczęło do mnie dochodzić co zrobiłam. Kiedy byłam z Malfoy'em miałam jakieś tam wytłumaczenie, pożądanie, ciekawość, cokolwiek. Była świadoma swojej słabości do ślizgona, choć niechętnie się do tego przyznawałam. Jednak nie miałam najmniejszego wytłumaczenia, na to co zrobiłam z tym chłopakiem. Powoli po raz kolejny dopadało mnie uczucie brudu. Czym prędzej poszłam do łazienki prefektów. Myślałam, że długa gorąca kąpiel mi pomoże. Chciałam zmyć swoją winę. Winę, że zdradziłam Rona i Draco. Miałam dość nudy tego dnia i oczywiście musiałam przegiąć w złą stronę. W dormitorium na szczęście nie natknęłam się na Hannę, nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. A krukonka zapewne zauważyłaby, że coś jest nie tak. Kiedy tylko znalazłam się w łazience, od razu weszłam do wanny i dopiero zdałam sobie sprawę, że nie rzuciłam zaklęcia na drzwi. Zanim zdążyłam je wypowiedzieć, ktoś otwarł jedno z czterech wejść. Dobrze wiedziałam, które zastanawiałam się tylko ile jest możliwych takich przypadków w ciągu jedno dnia. Zupełnie zrezygnowana odwróciłam się.
- Zajęte Malfoy. - Powiedziałam i już nawet nie liczyłam, że grzecznie wyjdzie. Spojrzał na mnie, jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Jakby był zupełnie niezainteresowany.
- Naucz się zamykać, nie każdy ma ochotę cię oglądać. - Powiedział i zatrzasnął drzwi. Zostałam bez słowa, patrzyłam jak wychodzi, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Jego wahania nastrojów doprowadzały mnie do szaleństwa. Jednego dnia mnie całuję, drugiego się mną brzydzi. Miałam dość, wypowiedziałam zaklęcie aby zamknąć drzwi i wyciszyłam łazienkę. Po chwili zaniosłam się płaczem, albo raczej szlochałam. Wzięłam gąbkę i z całej siły zaczęłam się myć. Skóra na rękach powoli stawała się lekko zaczerwieniona. To był moment, w którym pękłam. Jedno zdanie ślizgona powtarzałam w myślach raz za razem. Analizowałam każde słowa, mimo to nie potrafiłam znaleźć odpowiedzi czemu mnie tak potraktował. Może jakoś dostrzegł, że zaszło coś pomiędzy mną a Jeremy'm. Może pociągało go we mnie to jak bardzo byłam niedostępna. Czy ta jedna sytuacja zrobiła ze mnie łatwą panienkę? Zaczynałam żałować, o ile stracenie Rona wydawało mi się czymś nierealnym, to utrata tego czegoś co powstało między mną a Malfoy'em nagle wydawała się bardzo prawdopodobna. Nawet się nie spostrzegłam kiedy woda zrobiła się nieprzyjemnie zimna. Wyszłam i owinęłam się mocno ręcznikiem. W pokoju założyłam ulubioną bluzę i leginsy. Mimo że nie było jeszcze nawet szesnastej położyłam się spać. Musiałam przyznać, że tak naprawdę poczułam coś do ślizgona i pewnie dlatego to co z nim robiłam nie odbiło się na mnie tak strasznie, jak te parę chwil spędzonych z Jeremy'm. Nie chciałam dłużej rozmyślać nad moim uzależnieniem od Draco. Potrzebowałam kolejnego poranka, dużo lepszego niż poprzedni. Pragnęłam aby wreszcie było wszystko tak jak powinno, albo żeby co najmniej przestało tak boleć. Miałam już dość wrażeń, kiedy wreszcie stawałam się obojętna, znowu musiałam coś zepsuć. Tym razem już nie wmawiałam sobie, że będzie inaczej. Po chwili zasnęłam ze zmęczenia.
***
Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie i całe szczęście, bo doprowadzenie się do jakiegoś porządku zajęło mi sporo czasu. Próbowałam uśmiechnąć się do siebie w lustrze, ale nie specjalnie mi to wychodziło. Pomyślałam, ze jeśli oczekuję lepszego dnia sama go muszę takim stworzyć. Do zajęć miałam jeszcze dość sporo czasu. Zaczęłam więc od pożywnego śniadania. Właściwie nie miałam na nic ochoty, praktycznie wmusiłam w siebie kanapki. Ale tego dnia musiałam już coś zjeść, poprzednio odpuściłam sobie obiad i kolację, a to nie był zbyt dobry pomysł. Kiedy udało mi się uporać z śniadaniem. Postanowiłam dowiedzieć się czegoś o tym całym Jeremim. Poszłam do biblioteki i skorzystałam z przywilejów prefektów naczelnych. Bardzo szybko uzyskałam dostęp do wszystkich nazwisk osób uczęszczających aktualnie do Hogwartu. Przejrzałam listy Gryffindoru trzy razy, a później inne domy. Nie znalazłam ani jednego chłopaka o imieniu Jeremy. Poważnie się wystraszyłam, bo w takim razie jeśli ktoś taki nie chodzi do naszej szkoły. To z kim ja się do cholery całowałam? Ledwo zdążyłam na zajęcia. Tego dnia nie potrafiłam się na niczym skupić. Nie interesowały mnie tematy zajęć, ani zaczepki ślizgonów. Zlekceważyłam nawet Hannę. Kiedy lekcje dobiegły końca wróciłam do biblioteki z nadzieją, że może jednak zwyczajnie go przeoczyłam. Zaczęłam rozważać inne opcje, jednak nic co mogłabym jakoś potwierdzić nie przychodziło mi do głowy. W końcu zrezygnowana oddałam spis bibliotekarce. Postanowiłam, że zanim wrócę do dormitorium zrobię porządny patrol. Jeśli w Hogwarcie jest ktoś obcy, powinnam poinformować dyrektorkę. Jednak co ja jej niby miałam powiedzieć - całowałam się z kimś kogo nie znam, a jak chciałam się czegoś o nim dowiedzieć to okazało się że go tutaj teoretycznie nie ma. Wiedziałam, że muszę odnaleźć tego chłopaka i dowiedzieć się kim tak na prawdę jest. Przechodziłam przez korytarze, cały czas mając pod ręką różdżkę. W torebce trzymałam butelkę wypełnioną eliksirem, który zmywa każde zaklęcie. Byłam przygotowana na każdą ewentualność. Jednak poza pierwszoroczniakami na trzecim piętrze nie znalazłam nic ciekawego. Przed północą zostały mi już tylko lochy. Niechętnie jednak zeszłam w dół. Usłyszałam jakąś rozmowę, w głowie momentalnie powtórzyłam znane mi zaklęcia obronę. Skręciłam i szepnęłam lumos maxima. Światło wydobywające się z mojej różdżki oświetliło parę drugoroczniaków, która postanowiła się zabawić. Odetchnęłam głośno.
- Minus dziesięć punktów każdy z was za przebywanie na korytarzu o tej godzinie. Za mną zaprowadzę was do wejścia do lochów. - Powiedziałam spokojnie. A parka ruszyłam grzecznie, wyraźnie niezadowolona. Do dormitorium wróciłam lekko zawiedziona. Miałam nadzieję, że natrafię na tajemniczego chłopaka, albo co najmniej coś co wskaże mi, że w Hogwarcie przebywa jakiś niepożądany gość. Musiałam odnaleźć tego całego Jeremy'go. Długo zastawiałam się nad tym gdzie może być. W pokoju życzeń już dawno go nie było. Nie miałam pojęcia gdzie mógł dalej pójść. Przez to wszystko tej nocy nie potrafiłam zasnąć. Tym razem nie męczyło mnie poczucie winny. To strach i ciekawość przysłoniły wszelkie inne uczucia.
Hej.
OdpowiedzUsuńRozdział świetny. Podoba mi się sposób, w jaki ukazujesz myśli Hermiony, jej postrzeganie siebie jako "łatwej panienki", rozdarcie wewnętrzne i walkę z samą sobą. Jestem ciekawa, co będzie dalej się działo pomiędzy nią a Malfoyem, który traktuje ją jak zabawkę. Tak w zasadzie to wydaje mi się, że Hermiona szuka czegoś pomiędzy, Ronem widzącym w niej księżniczkę, a Draco postrzegającym ją jak zabawkę. Dlatego jest taka zagubiona w sobie i swoich emocjach.
No cóż, czekam na więcej.:)
Dużo weny.:)
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
dramione-badz-moja-nadzieja.blogspot.com
Dziękuję ;) Więcej Malfoy'a w następnej notce, może się trochę powyjaśnia ;)
UsuńFiu, fiu kim jest nowy chłopak? Ja mam przeczucie, że jest on związany z Draco;) Cieszę się, że dodałaś dziś rozdział, bo miałam mega ciężki dzień i potrzebowałam jakiegoś promyczka by jutro wstać o szóstej z uśmiechem. Dziękuję ;)
OdpowiedzUsuńNo twoje przeczucie jest trochę trafne ;) I to ja Dziękuje dla mnie takim promyczkiem są twoje komentarze ;)
UsuńHerma jak się rozbrykała :O Postać Hermiony jest ciekawie ukazana, inaczej, Draco traktuje ją jak zabawkę, ale z drugiej strony ona widocznie także się nie chce z nikim wiązać. Fajny rozdział, czekam na next. Zapraszam do siebie. ;)
OdpowiedzUsuńDziękuje ;) Postaram się wpaść w najbliższym czasie ;)
UsuńW końcu komentuję :)
OdpowiedzUsuńWięc tak.....
Jesteś niesamowita.... to jak ukazujesz uczucia Hermiony, to jej rozdarcie.. cudownie...
Zgadzam się z La_tua_cantante ona szuka kogoś pomiędzy Ronem, a Draco...... Jeremy mam niemałe wrażenie, że on ma coś wspólnego z Malfoyem ;)
Weny:)
Zapraszam do mnie na panstwoweasley.blogspot.com
Pozdrawiam,Lili :)
PS: Mam wrażenie, ze mamy podobny pomysł na bloga ;)
Dziękuję ;) No coś ma wspólnego ;]
UsuńDzisiaj już nie zdąże zajrzeć ale jutro postaram się wpaść, wybacz, że twój blog jakoś mi ucieka. Mam kiepsko z czasem, ale na pewno zajrzę.
Bardzo Ciekawy rozdział... Hmmm Jeremy... Czyżby Malfoy miał z nim coś wspólnego dlatego ma takie dziwne wahania nastrojów ??
OdpowiedzUsuńCo się dzieje z tą Hermioną? Dracona jeszcze mogę zrozumieć, ale Jeremy'ego? Już nie za bardzo ;/ Mam nadzieję, że Hermiona nie zmienia się w drugą Pansy Parkinson? No i ciekawi mnie ten cały Jeremy ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.