Siedziałam w wielkiej sali z Ronem. Była niedziela więc mieliśmy trochę czasu dla siebie, zanim Ron pojedzie na szkolenie. Przy śniadaniu nie mówiliśmy dużo, albo raczej to ja milczałam. Ron opowiadał mi o swojej pracy i kolejnych zadaniach, wydawał się taki pewny siebie. Był szczęśliwy miał wymarzoną pracę i mnie. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli. Opowiadał o wszystkim z takim zapałem. Mimo to nie mogłam zupełnie skupić się na jego słowach. Przy stole obok siedział Draco z Astorią, również jedząc śniadanie. Kiedy patrzyłam na blondyna nalewającego soku i podającego tosty swojej dziewczynie, poczułam lekkie ukłucie zazdrości. Zaśmiewali się i wyglądali na szczęśliwą parę, jednak co jakiś czas on spoglądał na mnie. Niby przypadkiem, ale ja i tak byłam pewną, że patrzy wprost na mnie. Od czasu ostatniego spotkania nauczyłam się dostrzegać kiedy zwraca uwagę. O dziwo często to robił w towarzystwie swojej dziewczyny. Nie wiem czy szukał u mnie zazdrości czy ona go po prostu nudziła. Nawet nie chciałam wiedzieć, w końcu odzyskałam kontrolę nad tym co się działo. No może użycie słowa kontrola to trochę za dużo. Ciągle miotałam się z uczuciami pomiędzy jednym, a drugim, ale co najmniej zdawałam sobie sprawę na czym stoję. Ja byłam tą złą, to we mnie tkwiła cząstka czegoś okropnego, co tak mocno przyciągało Malfoy do mnie i odwrotnie. Powierzchownie jednak byłam grzeczną Hermioną Jane Granger i chyba dlatego kochałam Rona. Przez tak długi czas miałam założoną maskę, ukrywając prawdziwe ja, że powoli je zatracałam. Czułam jakbym miała dwie osobowości. I gdybym mogła wybrać, tak bez wahania zdecydowałbym się na tę gorszą. Nie wiem kiedy dokładnie uświadomiłam sobie, że to co robię nie tylko mnie boli, ale też ekscytuję. Od czasu kiedy w moim życiu pojawił się blondyn czułam ten przyjemny ucisk w brzuchu. Jakby zakochanie ale dużo mocniejsze. Wiem, że to nie było w porządku, ale z całego serca pragnęłam zagrać w tę grę. Chciałam się pobawić. Udawać chłodną żeby być zdobywaną, całować aby o mnie pamiętano. Z Ronem to nie było możliwe, kiedy byłam niemiła on się troszczył, kiedy całowałam on nie do końca wiedział jak się zachować, albo od razu mówił coś głupiego. Draco natomiast był zupełnie inny. Doskonale znał zasady gry, a jego doświadczenie tylko wszystko podkręcało.
Nagle do sali wleciały sowy. Do mnie tradycyjnie już z prorokiem codziennym. Kiedy zobaczyłam nagłówek zamarłam. Moje oczy od razu były skierowane na Dracona. Tak jak i większości osób na sali. Było słychać nagłe poruszenie. Draco zacisnął pięści na gazecie i wyszedł z sali. Nie reagował nawet na nawoływania Astorii.
- Wiesz nawet mi go szkoda, stracić ojca przez karę śmierci. - Powiedział Ron, patrząc jak Malfoy opuszcza salę.
- Lucjusz dostaje to na co zasłużył. - Powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język. Moje słowa wywarły ogromne wrażenia na Weaslay'u. Dobrze, że tylko on je słyszał. Od dawna już nie wypadało mi mówić wszystkiego co myślę, nawet przy rudzielcu.
-Przepraszam, przesadziłam. Faktycznie to przykre. Ron chyba musisz już iść jeszcze spóźnisz się na to szkolenie. Mówiłeś, że wyjeżdżasz już dzisiaj. - Powiedziałam starając się go jak najszybciej pozbyć.
-Nic się nie stało. Spokojnie mam jeszcze sporo czasu kochanie. - Powiedział uśmiechając się. Powoli zaczynał mnie irytować, czym bardziej się starał tym mocniej miałam go dość. Wiedziałam, że nie robi tego specjalnie, on po prostu już taki był. Troskliwy i słodki, owszem było to cudowne ale nie non stop. Ileż można mieć chłopca zamiast mężczyzny.
-Wiem, ale mam dużo nauki. Nie złość się. - Powiedziałam, ale on już widział. I ja wiedziałam, poznał, że kłamałam.
- Na pewno wszystko w porządku? - Zapytał, nie mając wystarczająco odwagi żeby zadać takie pytanie jak powinien.
- Tak jasne. - Powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
Po śniadaniu spędziliśmy razem jeszcze kilka minut. Po czym odprowadziłam go poza teren szkoły, aby mógł się teleportować. Kiedy zniknął poczułam ulgę, w końcu poszedł. Tym razem spotkanie z nim mnie męczyło. Jednak gdybym to skończyła cierpiałabym jeszcze bardziej. Poza tym byłam pewna, że w innym humorze potrafiłabym się z nim dobrze bawić.
Wracając do zamku zatrzymałam się na błoniach. Pod największym drzewem i najbardziej oddalonym siedział blondyn. Prawie go nie było widać. Podeszłam do niego powoli.
- Chcesz mi złożyć kondolencje, daruj sobie. - Powiedział kiedy tylko mnie zobaczył.
- Nie mam zamiaru, nie będę kłamać nie jest mi żal twojego ojca. Zeznawałam przeciwko niemu. - Powiedziałam bez wahania. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Czekałam na jego wybuch złości czy nienawiści. Jednak to nie nadeszło, zamiast tego się uśmiechnął.
- Wiesz Granger, co najmniej jesteś szczera to w tobie lubię. - Powiedział i podniósł się. Podszedł do mnie powoli, a ja dokładnie mu się przyjrzałam. Na jego twarzy nie było śladów łez czy smutku. Raczej dało się zauważyć ulgę.
- Lubisz szczerość, ale sam na nią nie potrafisz się zdobyć. - Zadrwiłam, już się go nie bałam. - Skończ sobie kpić.
- Pytaj, a odpowiem. Właściwie może zakończmy te grę. Chcesz wiedzieć co i jak proszę. - Powiedział i wziął głęboki oddech. - Nie żałuje ojca, właściwie życzyłem mu śmierci był żałosnym tchórzem, więc tak cieszę się, że miałaś odwagę powiedzieć mi to co myślisz. - Powiedział i podszedł bliżej. Stałam oparta o drzewo. Położył jedną rękę tuż koło moje głowy i zbliżył się do mnie. - Ale nie to cię ciekawi najbardziej prawda? - Kontynuował - Chcesz wiedzieć co myślę o tobie.
- Nie. - Odpowiedziałam, a jego źrenice rozszerzyły się. - To ty chcesz wiedzieć co myślę o tobie. Prawda Malfoy. Czekasz, aż zacznę litanie, że w każdym jest dobro i ja je w tobie dostrzegam. Powiem ci prawdę! widzę, że jesteś człowiekiem. Masz dobrą jak i zła stronę to od ciebie zależy którą pokazujesz. - Dokończyłam bardzo pewna siebie.
- Hmm.. - Zamyślił się, a na jego twarz wpełzł drwiący uśmiech. - Kłamiesz, albo raczej mówisz pół prawdę, szczerość tak, to powiedz mi Granger czemu pokazujesz stronę, która cię nudzi? - Wyszeptał wprost mi do ucha. - Jeżeli możemy wybrać to dlaczego?
- Nie wiem, tak jest łatwiej. - Powiedziałam cicho zbita z tropu. Mogłam się spodziewać, że tak łatwo z nim nie wygram.
- Jesteś wyjątkowa Hermiona, tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. - Powiedział, składając pocałunek na moje szyi. Był delikatny i czuły a jednocześnie strasznie podniecający. Po raz pierwszy nazwał mnie Hermiona. W jego ustach brzmiało to prawie nieprzyzwoicie. Nie był już zły, że powiedział za dużo. Moja cała przewaga nagle uleciała. Dracon Malfoy był jak wąż mógł bez problemu dostosować się do każdej sytuacji. Kiedy tylko zaczął przegrywać zmienił taktykę. Dla mnie oznaczało to kolejne nieprzespane noce. A jeszcze sprawę z Jeremim nie mogłam uznać za zakończoną. Kiedy poczułam, że nie mam już nic co mogłam bym mu powiedzieć po prostu wróciłam do zamku, minęłam go bez słowa, ale też nie protestowałam gdy mnie całował.
Kiedy wróciłam do zamku postanowiłam się skupić na Jeremim czy kimkolwiek on był. O sprawie Malfoy'a nie miałam co myśleć. Cokolwiek bym się nie starała zrobić nie uwolniłabym się od niego. Każda próba ucieczki tylko bardziej zbliżała. Resztę dnia spędziłam w bibliotece. Przejrzałam wszystko co tylko przyszło mi na myśl. Wykorzystałam każde użyteczne zaklęcie. I nie znalazłam zupełnie nic. Jeremim nie istniał. Najwyraźniej jego tożsamość na zawsze miała pozostać dla mnie zagadką. Jeżeli ktoś decyduje o naszym losie, to zapewne miał niezła zabawę wyznaczając mi taką nauczkę. Na samą myśl się czerwieniałam i byłam jednocześnie zła.
Starałam się pójść spać jak najwcześniej. Spokojnego snu już od dawna mi brakowało. To była kolejna noc kiedy nie mogłam jednak tak łatwo zasnąć. Leżałam, przewracając się z boku na bok co chwilę wpatrując w inne miejsce. Nie płakałam, ani też nie byłam zła. Czułam tylko rosnący niepokój,poirytowanie zmieszane z niezdecydowaniem. Wyrzuty sumienia owszem przychodziły, ale dużo słabsze niż na początku moich małych grzeszków. Z jednej strony zmuszałam się do myśli jak unikać Malfoy'a, z drugiej natomiast nie mogłam się doczekać naszych wspólnych zajęć. Miały się odbyć na zewnątrz, strój dowolny. Mimowolnie zastanawiałam się w czym mogłam bym mu się spodobać...
// Mi się średnio podoba, nie wiem czy wgl kontynuować ten blog. Dziękuje za zapytania o rozdział bez nich pewnie by się nie pojawił. Syntia
To, że ja przechodzę kryzys pisarski, to nic nowego, ale Ty? Takie słowa? A postaraj się nie skończyć tego bloga, to Cię osobiście znajdę i wymuszę dalsze pisanie. Żart.
OdpowiedzUsuńPisanie ma być dla nas radością, więc może nie zostawiaj tego bloga, ale skończ go wcześniej niż planowałaś. Ten rozdział nie jest zły, ba, powiem szczerze, że mi podobał się najbardziej z dotychczasowych. Stracić tak dobre opowiadanie to po prostu katastrofa. Nie myśl Syntia, że ci słodzę. Tak po prostu jest - piszesz świetnie, intrygujesz czytelników, czego chcieć więcej? Ale jeżeli masz się męczyć...To już Twoja decyzja, choć powiem szczerze - będę autentycznie rozczarowana, jeśli zostawisz to opowiadanie.
Co do rozdziału jest on fajny. Podoba mi się szczerość Dracona po stracie ojca, emocje jakimi naszpikowałaś tą postać w tym momencie. Oprócz tego Hermiona. Widać, że Malfoy ma na nią wyraźny wpływ.
Czekam na więcej. Czekam na Twoją decyzję.
Jeśli chcesz pogadać, pisz.
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
Może faktycznie skończe po prostu wcześniej, dziękuje kochana potrafisz dac pozytywnego kopa a jednocześnie nic na siłę.
UsuńDziękuje bardzo ;)
Ja się tylko odwdzięczam.:)
UsuńNie możesz zaprzestać pisania, bo to jeden z lepszych blogów ;) Szkoda tylko, że rozdziały tak rzadko.
OdpowiedzUsuńDziękuję, postaram się i nie odpuszczę ;)
UsuńTo opowiadanie jest bardzo oryginalne, nie rezygnuj, to twoja pasja. Rozdział jest bardzo ciekawy, :P Życzę weny.
OdpowiedzUsuńMia, twoje komentarze są przeważnie krótkie ale bardzo dla mnie ważne. W słowa to twoja pasja wpatrywałam się parę minut. Uświadomiłaś mi coś czego nie potrafiłam sama określić. Dziękuje ;)
UsuńHej, tutaj Eredis z Niebieskim Piórem. Twój blog został przeniesiony do mojej kolejki. Jeśli jednak wolałabyś, by trafił do innej oceniającej, napisz o tym pod najnowszą notką. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńOczywiście, ze koncz!
OdpowiedzUsuńMnie sie podoba.
Ih tak piszesz lepiej niż ja . .
Czekam ha kolejny.
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
ron-hermiona-draco-dramione.blogspot.com
Dzięki, nie porównuj autorce zawsze czyjeś będzie się bardziej podobało ;)
UsuńWidać, że w tym opowiadaniu po Malfoy'u można się spodziewać niespodziewanego (;
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział, ciekawa relacji Mionka-Draco
opewnejpani.blogspot.com
Dzięki za komentarz, witam też w gronie czytelników. Następny już niedługo
UsuńNie wyobrażam sobie braku kontynuacji czegoś, co mnie tak mocno wciągnęło. Zrób to, a mnie popamiętasz!!
OdpowiedzUsuńOch Malfoy, nie dajesz nam zasnąć po nocach :P. Hermi w końcu nam tu wykituje z przemęczenia, postaw lepiej jasno, o co Ci kurde chodzi :D. Bo romans może być ciekawy :D.
Buziak! :*
Dziękuję :** dodam tylko nie wiem jeszcze kiedy :) postaram się w niedziele ;)
UsuńOCh... Malfoy.... Czemu Ty naprawdę nie istniejesz :D Jesteś moim ideałem :D Kocham Twojego Malfoya :D
OdpowiedzUsuńKocham tego bloga ;) Cieszę się że nie zrobiłaś z Hermiony współczującej Mary Sue. Taka szczera Hermiona bardziej pasuje do Draco ;)
OdpowiedzUsuń