Czas w Hogwarcie płynął co raz szybciej, moje kontakty z Draco skupiały się na skradzionych pocałunkach i tajemniczym wpadaniu na siebie zupełnie "przypadkiem". Starałam się już nie analizować tego co miedzy nami się wytworzyło, na swój sposób było to piękne i chore jednocześnie. Pogodziłam się z zaistniałą sytuacją, mój wstręt do siebie samej za to co robiłam odkładałam w kąt. Po pewnym czasie sumienie reagowało tylko w towarzystwie Rona. Jego czułe podejście i dobroć zakorzeniona w sercu zbyt mocno kontrastowała z moim grzeszkami, żebym mogła w jego towarzystwie czuć się swobodnie. Widziałam jak bardzo powoli Ronald zaczął dostrzegać we mnie pewne zmiany, próbował ze mną nawet na ten temat porozmawiać, ale szybko zakończyłam temat zdaniem, że wojna zmieniła nas wszystkich. Czy czułam się z tym dobrze, zdecydowanie nie, ale nie na tyle źle żeby starać się zmienić cokolwiek. Po raz pierwszy w swoim życiu pozwoliłam, aby wszystko toczyło się samo. Ja stałam z boku i zostałam wciągana w ciąg wydarzeń. Jedyną ostoja i rutyną pozostawała dla mnie nauka. Tylko w tej dziedzinie wiedziałam co miałam robić, mogłam zaplanować sobie każdy krok, a w razie nudy dodać kolejne. Z pełnym zaangażowanie robiłam, więc to w czym byłam dobra. Rozmyślając przeglądałam notatki i układałam w znanym tylko mnie porządku. Opasły tom z historii magii odłożyłam jako przeczytane. Miałam nadzieję zaliczyć ten przedmiot jeszcze przed balem. Właśnie bal - zostały do niego jedynie dwa tygodnie. Później już tylko egzaminy z eliksirów i wstępne na magomedyka. W głowie odliczałam dni do zakończenia mojego ostatniego roku w szkole magii. Czułam niewypowiedziany uścisk w sercu na samą myśl o rozstaniu z czymś tak dobrze mi znanym. Niestety musiałam też przyznać, że bałam się, iż nigdy więcej nie spotkam "tego" ślizgona. Jednak to miało pozostać naszą tajemnicą. Od kilku dni uświadomiłam sobie iż mogę spać spokojnie, byłam dla Malfoy'a niegrzeczną ucieczką, czymś na tyle zakazanym, ze nigdy niebyłby w stanie się do mnie przyznać. Nieprzyjemna myśl dla zakochanych, nam dawała poczucie bezpieczeństwa, ponieważ ja byłam w tej samej sytuacji.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk zegara, pozłacane wskazówki pokazywały, iż dochodziła dwudziesta. Na dworze zrobiło się już nieprzyjemnie ciemno i szaro. Nie myśląc zbyt wiele ubrałam płaszcz, zabrałam różdżkę i opuściłam ciepłe dormitorium. Tego dnia miałam zamiar przejść po błoniach. Patrolowanie korytarzy było moim stałym obowiązkiem, na całe szczęście pozwolono mi wykonywać je samodzielnie, czasem miał mi towarzyszyć Draco, w większości jednak nie pojawiał się na patrolach. Teren dookoła szkoły wydawał mi się ignorowany, czułam potrzebę upewnienie się, że wszystko jest w należytym porządku. Gdy tylko wyszłam uderzył we mnie powiew zimnego powietrza, lubiłam taką pogodę. Nieprzyjemny chłód wydawał się uspokajać moje nerwy.
-Lumos - szepnęłam i z delikatnym światłem poszłam przed siebie. Mój "obchód", zaczęłam od najpopularniejszych miejsc. W sercu głos cicho szeptał, ze gdy zrobi się zbyt zimno może odpuszczę tę, o których na samą myśl włos jeżył się na głowie. Dostrzegłam, że na pagórku wśród grobów poległych ktoś stał. Prawdopodobnie był to mężczyzna. Ubrany cały na czarno w bluzie z kapturem skutecznie maskował swoją tożsamość. Nox - szepnęłam, a światło momentalnie zgasło. Poczułam przyśpieszone bicie serca. W jeden chwili wszystko zdawało się wracać, strach sparaliżował moje ciało. Musiałam zebrać w sobie całą odwagę, aby zrobić choć mały krok. Byłam przekonana, że tajemnicza postać mnie nie zauważyła. Widziałam jak ten ktoś opadł na kolana i schował twarz w dłoniach. Poczułam chwilową ulgę. Cała sytuacja przypominała raczej jakiegoś żałobnika, aniżeli mordercę. Po cichu i jak najdelikatniej stawiałam następne kroki. Wyczulona, przez wszystkie nieszczęścia krzyknęła drętwota, kiedy tylko znalazłam się wystarczająco blisko. Czarna postać w kapturze padała na twarz uderzając w mokrą od rosy trawę. Następne zaklęcie dostarczyło światła. Szybkim krokiem podeszłam do tego kogoś i odwróciłam go do siebie. Kiedy rozpoznałam twarz Dracona odwróciłam wzrok i zdjęłam zaklęcie. Nie potrafiłam spokojnie spojrzeć na niego. Stałam sparaliżowana i zażenowana, nie zdziwiłabym się gdyby to był pierwszy raz kiedy ktoś zobaczył Malfoy'a z łzami w oczach. Słyszałam jak się podnosił.
- Przepraszam - powiedziałam cicho, nie mając pojęcia co mogłabym dodać.
- Przestań - przerwał mi donośnym głosem. - Tylko zapomnij Obli - zaczął zaklęcie, jednak ja od razu uruchomiłam tarczę.
- Czego ty się do cholery boisz Malfoy, wiem że jesteś człowiekiem. - Krzyknęłam i praktycznie zaczęłam zbiegać z wzgórza. Nie wiem czemu byłam na niego zła. Czułam jakby mnie zdradził. Wierzyłam, że przy mnie pokazuję odrobinę swojej prawdziwej twarzy. Tak jak ja odkrywałam przed nim swoją mroczną stronę. Tylko z nim mogłam zdradzić Rona, tylko przed nim nie musiałam udawać.
- Czekaj ! - usłyszałam, kiedy byłam już daleko. Zatrzymała się, jednak nie miałam dość odwagi żeby wyjść mu na przeciw. Podszedł do mnie i przytrzymał w pasie. Głowę oprał o moje ramiona i zaczął mówić.
- Tylko się nie odwracaj, nie zniosę twojego wzroku na sobie, szczególnie nie teraz. - Wziął głęboki oddech, a ja stałam bez ruchu. Chciałam się wsłuchać w jego spowiedź. - Tam na górze, płakałem, nie wiem czemu, ale czuję że muszę akurat tobie to powiedzieć. Stoi tam grób pewnej gryfonki. Była pierwszą i ostatnią osobą, którą torturowałem. Nie zabiłem jej, zginęła na wojnie. Jednak złamałem ją na tyle, żeby nie miała po co walczyć. Nie będę się tłumaczył tamtego dnia zniszczyłem ją i siebie. Pozbawiłem się człowieczeństwa, aby przeżyć w świecie jaki miał nadejść po wygranej Voldemorta. - Powiedział, a głos mu się załamywał. Czułam na policzku łzy. Jego wyznanie przyprawiło mnie o niemal namacalny ból. - Kiedy Potter wygrał, poczułem ulgę, ale jednocześnie nie wiedziałem zupełnie jak żyć. Teraz gram, staram się w tym odnaleźć, ale nie jestem na to przygotowany. Wybrałem Astorię bo jest tak samo zimna jak ja. Zamierzam się jej oświadczyć i spędzić resztę życia. - powiedział, a ja wciągnęłam zimne powietrze, poczułam jak kręci mi się w głowie, jednak ręce Draco obejmowały mnie pewnie. - Wypiłem dziś płynne szczęście, chciałem się przekonać czy mogę jeszcze zaznać szczęścia. Zamiast tego stoję tutaj i płaczę jakbym nie był sobą. Nie miałem celu, chciałem po prostu być na chwilę szczęśliwy. Przyszedłem, aby pożegnać się z przeszłością. I spotkałem ciebie, jakby sam Felix pokazał mi Cię palcem. Ty Granger wygrzebujesz resztki mojego człowieczeństwa, przez ciebie jeszcze coś czuję. Nie wiem jak, ale mnie przyciągasz. Jednak nawet eliksir który dzisiaj zażyłem, nie pomoże mi prosić cię o nie możliwe, tak więc zostańmy przy tym co zaplanowane. Wyjdź za Rona, ja spędzę życie koło Astorii. I zapomnij o mnie, kiedy ja będę pamiętać. - Dokończył i powoli mnie puścił. Słyszałam jego kroki, zostawił mnie nie tylko samą na błoniach. Draco się ze mną żegnał. To był jego cel, właśnie po to sięgnął po płynne szczęście. Udało mu się, stałam tak oniemiała jego wyznaniem, że nie potrafiłam się ruszyć. Upadłam na ziemię boleśnie wbijając kolana. Krztusiłam się przez łzy. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że nie tylko ciekawość zgubnie prowadziła mnie do tego mężczyzny. Najgorsze było to, że wiedziałam iż Malfoy ma rację. Nie mogliśmy być razem, były trzy wyjścia z tej sytuacji i w tamtą noc byliśmy przekonani, że koniec jest zdecydowanie najlepszy. Niemożliwym wydawało się, aby blondyn podążał za resztką swojego człowieczeństwa, albo żeby ja je porzuciła. Potarłam swoją rękę w miejscu gdzie boleśnie wyryto słowo szlama. Na myśl, że ten blondyn z którym tak namiętnie się całowałam zrobił komuś coś podobnego dopadło mnie obrzydzenie, krzyk ugrzązł mi w gardle uniemożliwiając spokojny oddech. Cała prawda, którą poczęstował mnie ślizgon była zbyt bolesna. Nie pamiętam jak wróciłam do dormitorium, następnego dnia obudziłam się z brakiem chęci do życia. Czułam się źle, widok zawieszonej na szafie sukienki, która wybrałam na bal z Hanną dołował mnie jeszcze bardziej. Miałam rozpocząć tę uroczystość tańcząc z innym prefektem naczelnym. Po moich policzkach spłynęły kolejne łzy na myśl o idealnie pasującej srebrnej sukni. Do balu, przez całe dwa tygodnie chodziłam w odrętwieniu, spełniałam swoje obowiązki na lekcjach i jako przyjaciółka. Zostałam też wzorową dziewczyną dla Rona. W mojej głowie jednak jak echo odbijały się słowa Draco I zapomnij o mnie, kiedy ja będę pamiętać. Jego głos nie dawał mi spokoju, w wolnych chwilach analizowałam jego słowa starając się znaleźć sensowne wyjście z sytuacji. Każde jednak wymagało takiego poświęcenia, na które nie mogłam się zdobyć, lub nie potrafiłam wymagać. Nie umiejąc znaleźć nic sensownego ukryłam swoją mroczną stronę. Czułam jakby ta cząstka mnie samej była zarezerwowana dla Malfoy'a. Powierzchownie stawałam się na powrót dawaną Hermioną, mój szczery dla przyjaciół uśmiech, był płaczem dla mnie samej.
// Muszę was przeprosić, jednak żeby było fair przeprosiny musiałby być dłuższe niż sam rozdział. Więc powiem raz ale z całego serducha - Przepraszam kochani. Rozdział jest bo się o niego upominacie a to dużo daje. Od kilku dni chodziłam i co ja mam napisać, czy taką scenę pisać itd. W końcu (jak zawsze) usiadłam i napisałam coś co niby miałam w planach ale wyszło zupełnie inaczej. Nie zanudzam dalej i czekam na wasze komentarze. Pozdrawiam Syntia ;)
Jeżeli chcesz mnie przepraszać, to przeproś za ten ostatni fragment zaczynający się od // .
OdpowiedzUsuńTo jest niesamowite. Miałam łzy w oczach, bo to jest tak dobrze opisane. Świetnie poradziłaś sobie z natłokiem emocji.
Cóż mogę więcej powiedzieć.
Uwielbiam to opowiadanie i każdy, każdy rozdział raduje moje serducho. Nie ważne jak długo mam na niego czekać.
Pozdrawiam serdecznie,
la_tua_cantante_
dramione-badz-moja-nadzieja.blogspot.com
och dziękuję ;) Jak zawsze mogę liczyć na twoje komentarze <3
UsuńTeraz raczej czekać długo nie będzie trzeba bo już mam w główce dokładnie co będzie dalej ;)
ściskam Syntia ;)
Uwielbiam Cię, uwielbiam jak piszesz. Twoje opowiadanie jest cudowne ;)
OdpowiedzUsuńja uwielbiam twoje komentarze ;) dziękuję ;P a i zapraszam na miniaturki na sladem-snu o ile jeszcze nie widziałaś ;))
UsuńNapisałam taki ładny komentarz, a skasował mi się. Po prostu bardzo fajny rozdział, taki emocjonalny, Draco naprawdę może czuć takie uczucia, i w książce i wgl. Życzę weny i czekam na nexta.
OdpowiedzUsuńthe-streetangel.blogspot.com - zapraszam ;)
Szkoda komentarza, powoli zaczyna mnie blogspot wkurzać :P
UsuńDzięki za opinię ;)
Oczywiście wpadnę ;)
No nie mogę.
OdpowiedzUsuńTen rozdział jest boski i smutny jednocześnie.
Nie wiem co powiedzieć.
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
"I zapomnij o mnie, kiedy ja będę pamiętać." - wzruszyłam się, kochana małpko!
OdpowiedzUsuńMówiłam już, że uwielbiam to opowiadanie i z niecierpliwością będę czekać na kolejne rozdziały, bo od pierwszych słów pokochałam je z całego serducha!
Draco zaskoczył mnie takim szczerym wyznaniem, ale ich pożegnanie było jednym z najpiękniejszych jakie przeżyłam.
Szkoda mi Hermiony, miała jakąś głupią nadzieję, że wszystko ułoży się tak, jakby ona tego chciała, no ale... jeszcze wszystko przed nami! :D
Buziaki :*:*:*
<3
Dzięki małpo ;) No jeszcze wszystko się trochę zamiesza ;p
UsuńJestem zła, że mnie nie dałaś cynka tak w ogóle :D
UsuńWybacz sprawdzałam twoją czujność XD ;p
Usuń"I zapomnij o mnie , kiedy ja będę pamiętać." - chyba te słowa już zawsze będą kojarzyć mi się z Tobą moja Syntio :) Cudownie się czyta to opowiadanie... Jest one pełne różnych emocji... Ale nie rozumiem czemu Malfoy nie chce walczyć o swoje szczęście...
OdpowiedzUsuń