Stałam przed lustrem i nerwowo pocierałam dłonie o cienki materiał sukienki. Wpatrzona w swoje odbicie szukałam co jeszcze mogłabym poprawić. Nie wyglądałam perfekcyjnie, miałam wrażenie, że brakuje czegoś ważne, co powoduje ten błysk w oku, które przyciąga uwagę wszystkich na sali. Być może była to pewność siebie, ale ona wyparowała gdzieś daleko i nie miała zamiaru wrócić. Byłam smutna, rozżalenie pożerało mnie od środka. Wiedziałam doskonale jak przebiegnie ten bal. W głowie przerabiałam najróżniejsze scenariusze. Chciałam szczęśliwego zakończenia dla mnie, albo co najmniej być na tyle twardą, aby złożyć Draco gratulację z uśmiechem na twarzy. Mogłam sobie wyobrazić zadowolony wyraz twarzy Astorii, kiedy powie piękne tak, a to skutecznie obracało każde moje postanowienie w pył. Ostatecznie miałam nadzieję, że panna Greengrass już na bal wkroczy z pierścionkiem założonym na wypielęgnowane dłonie, żebym tylko nie musiała oglądać tego wszystkiego i klaskać w geście ogólnej radości.
- Pięknie wyglądasz. - Doszedł mnie głos Rona. Przyjechał na bal specjalnie dla mnie, musiałam przyznać, że on też prezentował się dobrze. Jego sylwetka znacznie się wyrobiła, zapewne przez wszystkie ćwiczenia aurorskie, które musiał przechodzić. Uśmiechnęłam się na jego widok i przytuliłam. Niczego nie udawałam, na prawdę potrzebowałam jego bliskości. Trzymał mnie pewnie i czule, wiedziałam, że jestem jego całym światem. Czemu tylko nie potrafiłam tego docenić, tak jakbym sobie życzyła, tak jak on na to zasłużył. Musiałam zacisnąć dłonie, żeby się nie rozpłakać. Byłam świadoma, iż Ron jest mężczyznom z którym spędzę życie. Z jednej strony cieszyłam się z tego wyboru. W końcu był typem grzecznego chłopca, taki rodzaj faceta z którym wiadomo, że będzie szanował i kochał swoją żonę. Z drugiej jednak strony, tak na prawdę pociągali mnie ci niegrzeczni. Ten błysk w oku i odrobina zarozumiałości - to mnie przyciągało. Pragnęłam zapanowania nad całym szaleństwem kłębiącym się w sercu złego faceta.
- Kocham Cię. - Powiedział Ron nie wypuszczając mnie z rąk.
- Ja Ciebie też. - Odpowiedziałam bez zająknięcia. Nie skłamałam, kochałam go. Tylko nie potrafiłam zdefiniować jak. Bo czy kiedy kocha się jednego da się w ogóle myśleć o drugim. Moje myśli nawet, kiedy trwałam w uścisku ukochanego błąkały się gdzieś pomiędzy fantazją a znalezieniem sposobu na bycie z innym. Szczerze się za to nienawidziłam.
Oderwaliśmy się w końcu od siebie i dumnie poszliśmy na wielką salę. Całe pomieszczenie udekorowane było w kolorach bieli i czerni, elegancji dodawały srebrne dodatki. A duchy przelatujące przez szkolne mury podkreślały jak niesamowite było miejsce w którym byliśmy. Hogwart po raz kolejny zachwycił mnie swoim blaskiem. Muzyka na początku grała trochę za spokojnie, ale wiedziałam, że później się na pewno rozkręci. Tym razem nie było podziału na stoliki, mimo to można powiedzieć, że wszyscy siedzieli po staremu. Widziałam jak Ginny z Harrym machają do nas. Znowu byliśmy wszyscy razem. Na moją twarz wbiegł uśmiech podszywany uczuciem wstydu. Nie powinnam z nimi siedzieć, nie zasługiwałam na takich przyjaciół. Nie miałam jednak wyjścia i za żadne skarby świata nie chciałam utracić tych znajomości. Wzięłam głęboki oddech i rzucając się Potterowi na szyję przywitałam się z przyjaciółmi. Złoty chłopiec, już zdecydowanie nie przypominał nastolatka. Wojna pozostawiła piętno na tym kim był. Odbiło się to w jego postawie, uśmiechu, a nawet oczach. Miał w sobie coś mrocznego, a to powodowało że przyciągał kobiety jak magnez. Każda za pewne chciałaby odkryć jego tajemnice, a ja wiedziałam dobrze, że poza Ginny nie było kobiety, która odkrywając je by nie uciekła. Tylko patrząc na młodą Weasley przypominał jeszcze dawnego Harry'ego. Tym właśnie była dla nas wszystkich Ruda, taką iskierką nadziei, to ona sprowadzała zawsze optymizm w nasze serca.
- Świetnie wyglądasz kochana. - Powiedziałam przytulając przyjaciółkę. Już więcej nie chciałam od niej uciekać. Zresztą na tym balu i tak wszystko miało się skończyć.
- Ja? proszę cię, to ty świetnie wyglądasz gdzie kupiłaś taką sukienkę? - Zapytała, a ja poczułam się nieco onieśmielona.
- Po czarowałam trochę. - Odpowiedziałam, puszczając oczko. Ginewra tez robiła piorunujące wrażenie, była ubrana w długą złotą suknię, włosy miała spięte w luźnym koku. Przeszło mi jedynie przez myśl, że wygląda jak prawdziwa Gryfonka - odważna i emanująca pewnością siebie. Jednak gdy na sali pojawiła się Astoria bez problemu przyćmiła nas wszystkie. Jej włosy miały kolor intensywnej czerni, najwyraźniej musiała użyć jakiegoś zaklęcia. Na sobie miała piękną czerwoną suknię i wyjątkowo wysokie obcasy u jej boku stał mężczyzna z moich mrocznych snów. Draco w czarnym garniturze z czerwoną chusteczką i złotym krawatem. Musiałam przyznać, że tworzyli piękną parę. Poczułam delikatne ukłucie w sercu, jednak nagle starałam się zrozumieć Malfoy'a. No bo wystarczyło tylko spojrzeć na Astorię i wszystko wydawało się takie oczywiste.
Do północy bal przebiegał bez większych niespodzianek. Mogłam nawet powiedzieć, że bawiłam się całkiem nieźle. Ron był zabawny, Harry był po prostu kochanym Harrym, z Ginny mogłam gadać bez przerwy, a jeszcze całość dopełniali Luna i Neville. Tego wieczoru pierwszy raz od dawna miałam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Dopiero później poszłam pogadać z Hanną, zamienić kilka słów w innymi osobami, przypadkiem zatopić się w szarych tęczówkach Dracona i szybko odwrócić wzrok. Miałam wrażenie jakbym prowadziła podwójne życie. Hermiona Granger przed wojną i jej odbicie lustrzane po wojnie. Tak bardzo chciałam się zatracić tylko w jednej wersji - być zdecydowaną, wiedzieć jak i z kim chcę przejść przez resztę życia. Jednak nie potrafiłam, za każdym razem kiedy myślałam, że już wybrałam która drogą pójść pojawiało się rozwidlenie, które skutecznie prowadziło mnie w drugą stronę, za nim pojawiało się kolejne i tak w kółko. Gdzieś po drodze zatraciłam zdolność dobrych wyborów.
- Drodzy nauczyciele, uczniowie chciałbym prosić was o uwagę - rozległ się nagle głos Dracona na wielkiej sali. - Jest pewna bardzo ważna dla mnie osoba, dlatego w obecności was wszystkich chciałbym Cię o coś zapytać Astorio, - Powiedział i uklęknął. Na sali zdecydowanie ucichło, można było dosłyszeć jedynie słabe szepty. Draco powoli wyciągnął pierścionek. - Czy zostaniesz moją żoną ? - Zapytał, a w moim gardle uwiązł krzyk. Nie miałam ochoty na to patrzeć, w całej sali naglę zapanował sztucznie radosny nastrój, magia balu została zastąpiona prywatnym teatrzykiem przyszłego państwa Malfoy. Zacisnęłam dłonie i opuściłam wielką salę. Widziałam jeszcze Draco obserwującego mnie jak wychodzę.
Byłam na błoniach chłodne powietrze uspokajało moje skołatane nerwy. Czego ja właściwie oczekiwałam, że ten uparty dupek zmieni zdanie. A może miałam nadzieję na nagle romantyczne zakończenie. Miałam ochotę sama uderzyć się za swoją głupotę i naiwność. To nie tak miało wyglądać. Sama już nie wiedziałam czego chce i jak niby miałoby to wyglądać. Długo wpatrywałam się w księżyc z całych sił starając się nie rozpłakać. Nagle granat mojej sukni wydał mi się sztuczny i taki odległy od koloru mrocznego, nocnego nieba, którym chciałam uzyskać. Głupia sukienka była czymś żeby odciągnąć myśli, a nawet ona przypominała mi w jakiś chory, metaforyczny sposób o Draconie Malfoy'u.
Ron znalazł mnie dopiero po godzinie, pewnie nawet nie zauważył, że zniknęłam. Sam dobrze się bawił, a w takich sytuacjach nie pilnuje mnie jak oczka w głowie. Z wmuszonym uśmiechem wróciłam z nim na wielką salę. Kiedy szłam przypadkowo Malfoy zahaczył mnie ramieniem. Obrócił się jak oparzony i powiedział ciche przepraszam. Odpowiedziałam tylko, że nic się nie stało. Ronald spojrzał na nas zdziwionym wzrokiem. Kulturalne zachowanie nie było dla naszej wybuchowej dwójki czymś normalnym. Tyle tylko, że ja wiedziałam za co on tak na prawdę przeprasza. Ten dzień przesądził o wszystkim, każde z nas z powrotem wróciło na dobrze znaną wyznaczoną ścieżkę. Nie raz w szkole nie rozumiał czego Malfoy ode mnie oczekiwał, po co były te wszystkie ukradkowe spojrzenia i namiętne pocałunki, czemu nagle były zastępowane gorzkimi słowami. Najwyraźniej nigdy nie miałam się tego dowiedzieć. Kiedy bal się skończył nie liczyłam już na żadną niespodziankę, skupiłam się na ostatnich powtórkach. Po egzaminach, przez rok nie widziałam Dracona Malfoy'a, a moje życie powoli zaczęło się układać. Wszystko posypało się feralnego dnia w szpitalu św. Munga....
// no i czekam na komentarze ;) Uciekamy z Hogwartu kochani, może jeszcze coś ewentualnie wplątanego w formie starych wspomnień ;)
Do północy bal przebiegał bez większych niespodzianek. Mogłam nawet powiedzieć, że bawiłam się całkiem nieźle. Ron był zabawny, Harry był po prostu kochanym Harrym, z Ginny mogłam gadać bez przerwy, a jeszcze całość dopełniali Luna i Neville. Tego wieczoru pierwszy raz od dawna miałam wrażenie, że wszystko jest na swoim miejscu. Dopiero później poszłam pogadać z Hanną, zamienić kilka słów w innymi osobami, przypadkiem zatopić się w szarych tęczówkach Dracona i szybko odwrócić wzrok. Miałam wrażenie jakbym prowadziła podwójne życie. Hermiona Granger przed wojną i jej odbicie lustrzane po wojnie. Tak bardzo chciałam się zatracić tylko w jednej wersji - być zdecydowaną, wiedzieć jak i z kim chcę przejść przez resztę życia. Jednak nie potrafiłam, za każdym razem kiedy myślałam, że już wybrałam która drogą pójść pojawiało się rozwidlenie, które skutecznie prowadziło mnie w drugą stronę, za nim pojawiało się kolejne i tak w kółko. Gdzieś po drodze zatraciłam zdolność dobrych wyborów.
- Drodzy nauczyciele, uczniowie chciałbym prosić was o uwagę - rozległ się nagle głos Dracona na wielkiej sali. - Jest pewna bardzo ważna dla mnie osoba, dlatego w obecności was wszystkich chciałbym Cię o coś zapytać Astorio, - Powiedział i uklęknął. Na sali zdecydowanie ucichło, można było dosłyszeć jedynie słabe szepty. Draco powoli wyciągnął pierścionek. - Czy zostaniesz moją żoną ? - Zapytał, a w moim gardle uwiązł krzyk. Nie miałam ochoty na to patrzeć, w całej sali naglę zapanował sztucznie radosny nastrój, magia balu została zastąpiona prywatnym teatrzykiem przyszłego państwa Malfoy. Zacisnęłam dłonie i opuściłam wielką salę. Widziałam jeszcze Draco obserwującego mnie jak wychodzę.
Byłam na błoniach chłodne powietrze uspokajało moje skołatane nerwy. Czego ja właściwie oczekiwałam, że ten uparty dupek zmieni zdanie. A może miałam nadzieję na nagle romantyczne zakończenie. Miałam ochotę sama uderzyć się za swoją głupotę i naiwność. To nie tak miało wyglądać. Sama już nie wiedziałam czego chce i jak niby miałoby to wyglądać. Długo wpatrywałam się w księżyc z całych sił starając się nie rozpłakać. Nagle granat mojej sukni wydał mi się sztuczny i taki odległy od koloru mrocznego, nocnego nieba, którym chciałam uzyskać. Głupia sukienka była czymś żeby odciągnąć myśli, a nawet ona przypominała mi w jakiś chory, metaforyczny sposób o Draconie Malfoy'u.
Ron znalazł mnie dopiero po godzinie, pewnie nawet nie zauważył, że zniknęłam. Sam dobrze się bawił, a w takich sytuacjach nie pilnuje mnie jak oczka w głowie. Z wmuszonym uśmiechem wróciłam z nim na wielką salę. Kiedy szłam przypadkowo Malfoy zahaczył mnie ramieniem. Obrócił się jak oparzony i powiedział ciche przepraszam. Odpowiedziałam tylko, że nic się nie stało. Ronald spojrzał na nas zdziwionym wzrokiem. Kulturalne zachowanie nie było dla naszej wybuchowej dwójki czymś normalnym. Tyle tylko, że ja wiedziałam za co on tak na prawdę przeprasza. Ten dzień przesądził o wszystkim, każde z nas z powrotem wróciło na dobrze znaną wyznaczoną ścieżkę. Nie raz w szkole nie rozumiał czego Malfoy ode mnie oczekiwał, po co były te wszystkie ukradkowe spojrzenia i namiętne pocałunki, czemu nagle były zastępowane gorzkimi słowami. Najwyraźniej nigdy nie miałam się tego dowiedzieć. Kiedy bal się skończył nie liczyłam już na żadną niespodziankę, skupiłam się na ostatnich powtórkach. Po egzaminach, przez rok nie widziałam Dracona Malfoy'a, a moje życie powoli zaczęło się układać. Wszystko posypało się feralnego dnia w szpitalu św. Munga....
// no i czekam na komentarze ;) Uciekamy z Hogwartu kochani, może jeszcze coś ewentualnie wplątanego w formie starych wspomnień ;)
Dziewczyno! Kończyć w takim momencie?!
OdpowiedzUsuńNo dobra, ale zacznijmy od początku, choć wydaję mi się, że już zapomniałam połowy tych rzeczy, które miałam Ci napisać... Jak zwykle jestem zachwycona Twoim stylem - jest niesamowity(pewnie każdy Ci to pisze :P). Spodobało mi się jak przedstawiłaś Rona i jego relacje z Mioną - nie robisz z niego dupka jak większość. On jest prawdziwym Ronem i dziękuję Ci za to, bo naprawdę niewiele jest osób, które mają jakiś pomysł na jego postać, a nie robią z niego potwora albo go zabijają. Idiotyzm! Oczywiście przykro mi było, że jednak Draco oświadczył sie Astorii, nigdy jej nie lubiłam, więc... Jednak rozumiem czemu Draco musiał to zrobić, czemu nie poszedł za głosem serca. To jest dopiero 13 rozdział, więc liczę, że jednak będzie szczęśliwe zakończenie i Miona będzie jego żoną.
Pozdrawiam ciepło i czekam na nowy rozdział!
http://precious-fondness.blogspot.com/
Dziękuję ci bardzo, co do stylu to zawsze wydaje mi się on taki hmm.. płytki, więc twoje słowa na prawdę budują ;)
UsuńRona też lubię w prawdziwej wersji ;))
Co do tego co będzie dalej zobaczymy ^^
Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam :))
Styl masz świetny, więc nawet nie myśl o tym, że jest płytki! Dziewczyno, chciałabym pisać jak Ty :D
UsuńWłaśnie się zabrałam za twojego bloga i kochana piszesz lepiej ode mnie :P
UsuńHej.:)
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle niesamowity. Może i Draco nie oświadczył się Hermionie, ale wątpię, żeby trzymał się od niej z daleka.xD Co do jego małżeństwa to się tym za bardzo nie przejęłam.:D Zawsze może zostać wdowcem.. Albo się rozwieść.:) Wiem, że wymyślisz coś co mnie całkowicie zaskoczy.:) A z resztą już mnie zaskoczyłaś, bo byłam święcie przekonana, że opowiadanie zakończy się w tym momencie, a tu proszę, będzie jeszcze więcej <3
Co do stylu - uwierz w końcu, że jesteś BARDZO DOBRĄ PISARKĄ ! :) Bo jak nie.. To cię znajdę.:D Nie wiem jeszcze jak, ale coś wykombinuję.:D Mam swoich ludzi.:D
Pozdrawiam serdecznie,
la_tua_cantante_
dramione-badz-moja-nadzieja.blogspot.com
nie no zabiłabyś Astorię, kochana ja jestem za wredna żeby się jej pozbyć ( co najmniej na razie ) a i opowiadania jeszcze nie mam zamiaru kończyć ;)
UsuńCo do stylu już wierzę (no może prawie), jakbyś chciała mnie znaleźć to wpadnij na kawę może być i z twoimi ludźmi XD
Dzięki bardzo za wszystko :**
Jak zawsze rozdział jest niesamowity. Czytałam go z zaparty tchem. Jak mogłaś skończyć w takim momencie? Nie wiem jak zachowałabym się na miejscu Hermiony, widząc jak mężczyzna na którym jej zależy prosi o rękę inną kobietę... Szkoda, że to już koniec Hogwartu. Jestem jednak pewna, że teraz się dopiero zacznie :) Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo ;)
UsuńNo teraz zaczniemy komplikowanie życia :P
Nawet nie wiesz, co poczułam, gdy zobaczyłam nowy rozdział !
OdpowiedzUsuńOd tygodni wchodzę na Twoje dwa blogi i wyczekuję rozdziału, a teraz taka niespodzianka !
Jejku, właśnie się obawiałam, że to tak przebiegnie..Jedyne co mnie pocieszyło to, to że Hermiona czuła się dobrze w towarzystwie swoich przyjaciół. Przynajmniej z nimi utrzymała w miarę jakąś więź..
Było mi bardzo smutno. Jak Malfoy ukląkł zamarłam...Myślałam, że może jakoś to inaczej wszystko pójdzie, ale rozumiem, że tak musi być. Później jak Miona wybiegła na błonia...Ech ;/. Jak Malfoy ją przypadkiem zahaczył i przeprosił myślałam, że się rozpłaczę :C.
Muszę Cię pochwalić za te wszystkie refleksje i przemyślenia. Doskonale umiesz opisać uczucia innych, jak i opis sytuacji. Szczerze, to wolę tą Hermionę, niż w Twoim drugim blogu. Tu jest bardziej ludzka i wgl <3 ( ale tam też ją kocham, taka niegrzeczna dziewczyna xD).
Szkoda, że skończyłaś w takim momencie, teraz to na pewno nie będę spała po nocach zastanawiając się co dalej ;).
Mam nadzieję, że ostatecznie jakoś uciekną czy coś...Chociaż jak mowa o Św. Mungu to może coś się stało ? Astoria zmarła ? :))) Chociaż wtedy zostałby Ron, ale on tak ją kocha, że zrozumiałby jej wybór. No nie wiem jak to będzie, ale się cholernie niecierpliwie ;(.
Życzę weny <33
co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com
Ps: Naprawdę ładnie piszesz !! :*
Dzięki ;)
UsuńNo mam nadzieję, że jeszcze uda mi się Cię zaskoczyć :P
Co wy wszyscy chcecie zabić Astorię przecież ona taka kochana XD :P
Nie wierze,ze skonczylas w takim momencie!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej z niecierpliwością!
Rozdział wspanialy;-)
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
Dzięki ;)
UsuńZastanawiałam się jak skomentować i czy w ogóle skomentować ten rozdział, skoro tak bardzo chcesz zranić moje serce i sprawić by rozleciało się na miliony drobniutkich kawałeczków, których nie da rady posklejać żaden klej okej! Ale pomyślałam, że nie będę tak wredną Małpką jak Ty i podziele się swoimi słowami :D.
OdpowiedzUsuńDlaczego jesteś takim głupcem Malfoy i uważasz, że ona nie zasłużyła na to by być z Tobą? Ty ciołku, matole! Nie dość, że Ty cierpisz to i ranisz kruche serce naszej Mionki! Ah, ten moment, gdy powiedział przepraszam, to było takie smutne, takie zupełnie w Twoim stylu - OKROPNIE WREDNE!!
Masz mi jak najszybciej wstawić kolejny rozdział, bo inaczej się policzymy, a wiedz, że znam kilka dobrych klątw :D.
Buziaki! :*
Ja zranić... nie, może poddenerwować, wkurzyć delikatnie ;) 3:)
UsuńOstrzegam kochana też znam kilka klątw :P i bronić się umiem ;) Jeszcze nie zdecydowałam wiec wiesz:P
Cichy głos w mojej głowie przypominający obietnicę mieszaną z nadzieją szeptał, ze być może popełniam błąd. Ale czy naprawdę byłem głupcem. Uważałem, że to co robię jest rozsądne, takie jakie być powinno. Być może zraniłem kruche serce Hermiony, ale próbując ją zagarnąć dla siebie jej serce w końcu pokryłby lód. Na to nie mogłem pozwolić
UsuńDraco..
ps. Jak kierujesz pytanie do Draco to masz też jego odpowiedź;p
Czy mogę jeszcze porozmawiać sobie z Draco? To ciekawe doświadczenie :D
Usuńco za duzo to nie zdrowo małpko, a poza tym potrafisz być przekonująco i jeszcze nasz Draco by zmięknął :P
Usuńto byłoby cudowne i myślę, że spodobało by się każdej z czytelniczek, a także samemu Draconowi :D
UsuńStrasznie mnie zaciekawiłaś, jestem bardzo ciekawa co będzie dalej, Ja tam wierzę, że tych dwoje będzie razem :D Najbardziej ranimy tych co najbardziej kochamy,
OdpowiedzUsuńthe-streetangel.blogspot.com
Dziękuję, no niestety w twoich słowach jest dużo prawdy. Uczucia zawsze kosztują
UsuńNie wiedziałam gdzie to napisać więc pisze tu pod swoim komentarzem. Zostałaś nominowana do Liebster Award i Versatlie Award. Więcej informacji na moim blogu the-streetangel.blogspot.com. Życzę weny :)
UsuńMam nadzieje że koniec historii zakończy sie happy endem.....
OdpowiedzUsuńo witam kogoś nowego ;) na razie jeszcze się zastanawiam, więc z czasem zobaczymy ;)
UsuńCudowny rozdział ale cieszę się, że tak to się potoczyło ta historia jest niezwykła:D
OdpowiedzUsuń