Kiedy zaczynałam staż, moje życie było już na nowo uporządkowane. Po egzaminach końcowych na zawsze opuściłam mury ukochanej szkoły. Trochę żal ściskał moje serce, kiedy po raz ostatni przechodziłam tak cennymi korytarzami. Mijając poszczególne miejsce nie mogłam powstrzymać się od wspomnień. Przez głowę przelatywały mi obrazy od sytuacji w łazience jęczącej Marty po zakątki gdzie chłód ściany gasił mojej podniecenie, kiedy całował mnie przystojny blondyn. Nie miałam innego wyjścia, jak tylko podziękować nauczycielom i z bólem odejść. To właśnie dzięki temu czego się tam nauczyłam bez problemu dostałam się do szkoły im. Paracelsus'a. Była to placówka bezpośrednio podlegająca pod szpital św.Munga. Musiałam przyznać, że początki tam i dla mnie okazały się trudne. Przedmioty skupiały się na zajęciach praktycznych. Wyuczone regułki i umiejętność logicznego myślenia czasem okazywało się niewystarczające, wtedy trzeba było posługiwać się instynktem. To już nie było miejsce, gdzie stanie się najlepszą nie sprawiało problemów. Na początku stąpałam bardzo ostrożnie, nie chciałam być uznaną za kujonkę. Szczególnie, że z Hogwartu tylko mnie tam przyjęto. Miałam szanse zacząć wszystko od nowa, bez naklejki kujonicy. Szybko jednak zyskałam nową Hermiona Granger - bohaterka wojenna. Trochę czasu minęło zanim mogłam być postrzegana przez to kim jestem i co umiem, a nie przez pryzmat starych zasług. Oczywiście zdawałam wszystko na możliwe najwyższe oceny, ale zdarzało mi się omijać jakiś wykład, w zamian zaglądałam do pacjentów trochę częściej niż to było konieczne. W świecie mugoli musiałabym ukończyć pełną edukację, a dopiero później mogłabym komukolwiek pomagać. Czarodzieje mieli zgoła inne podejście. Przez pierwsze pół roku uczyliśmy się podstaw, później dopuszczano nas na tzw. pierwszym poziom. Szpital Munga był na tyle charakterystyczny, że poziom piętra pokrywał się z stopniem danego przypadku, oczywiście nie była to jednoznaczna reguła, ale w większości się zgadzało. Na pierwszym piętrze były głównie osoby z delikatnymi złamaniami, potłuczeniami i oparzeniami pierwszego stopnia - czyli wszystkim co można uleczyć prostymi zaklęciami. Poza tym znajdowali się też tam ludzie w wieku starczym, dla których nawet czarowanie sprawiało już problemy, pomoc im polegała głównie na ułatwieniu codziennego życia, lub zminimalizowaniu bólu, wynikającego z wieku. Dopóki tam nie trafiłam, nigdy nie zastanawiałam się nad starością czarodziei. Właściwie, wydawało mi się, że musza mieć łatwiej niż mugole - przecież magia może wszystko. Niestety w tym wypadku nawet Merlin nie może pomóc. Starość ludzi magicznych przyprawiała o ból od samego patrzenia, wielu z nich po prostu traciło zdolności magiczne. Zły ruch różdżką, drżenie dłoni, niemożliwość wypowiedzenia poprawnie słów, zanik koncentracji, to doprowadzało do przykrego stanu. W pewny momencie potrzebowali pomocy przy chociażby umyciu się. Byliśmy nauczeni odpowiednich zaklęć, aby zrobić tego typu rzeczy dokładnie i z szacunkiem. Mimo to ból w ich oczach, gdy mają świadomość, że zawiodło własne ciało jak i magia, przyprawiał o dreszcze. Każdy z nich reagował inaczej, niektórzy byli zgorzkniali inni najczęściej płakali. Wszyscy natomiast wspominali czasy swojej młodości. Przeważnie spędzali w szpitalu koło dwóch tygodni, ponieważ tyle było potrzebne na przeprowadzenie jakiegoś zabiegu. Często widywałam na ich półkach zdjęcia, czasem rodziny, czasem ich samych. Głównie wtedy uderzała we mnie świadomość jak bardzo życie jest kruche. Na samą myśl, że byłam o krok od kamienia filozoficznego miałam dreszcze. Ilu ludziom mogłabym pomóc wykorzystując tą magię - ta myśl dręczyła mnie nie ustanie i choć trudno to przyznać, za nią w sercu kłębiła się inna, egoistyczna - czy mogłam siebie uratować od takiego losu. Gdybym mogła żyć dłużej, czy żyłabym inaczej.
Zasypiałam i budziłam się poszukując odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Później wybierałam się na zajęcia, na koniec ćwiczenia praktyczne na szpitalu, głównie opierające się na pielęgniarstwu. Wieczory spędzałam samotnie. Ron nie poświęcał mi dużo czasu, obowiązki pochłonęły go całkowicie. Nie miałam mu tego za złe, nawet cieszyłam się, ze w końcu znalazł dziedzinę w której był dobry. Dalej spotykaliśmy się jako para. Pogodziłam się z przeszłością i nie odwracając się w tył postanowiłam zaplanować przyszłość. Postawiłam na sukces zawodowy połączony z bezpiecznym i kochającym Ronem. Nawet kiedy wszystko z Malfoy'em było skończone nie miałam odwagi do niczego się przyznać Ronaldowi. Po pewnym czasie zepchnęłam widok przystojnego blondyna na dno serca i przestałam do niego wracać. Mój związek z Ronem zaczął rozkwitać na nowo. Kiedy się widzieliśmy jako cechy mnie nie irytowały. Delikatność i czułe serce było mi potrzebne. Ron stał się dla mnie bardzo pomocny, szczególnie kiedy zrezygnowałam z poszukiwań rodziców. To była dla mnie najtrudniejsza decyzja w życiu. Robiłam wszystko co tylko przyszło mi do głowy żeby ich odnaleźć, jednak cały czas miałam świadomość iż nie mogłam sobie pozwolić na całkowite zatracenie.
- Hermiona odpuść - powiedział cicho Ron, pewnego wieczoru, kiedy po raz tysięczny wypowiadałam zaklęcie lokalizujące. Na dźwięk tych słów rozpłakałam się jak mała dziewczynka, na powrót przypominałam jedenastoletnie dziecko z burzą loków. Jednak to co powiedział Ronald dało mi ukojenie. Być może potrzebowałam czyjegoś przyzwolenia, aby w końcu pogodzić się z rzeczywistością. Tego dnia po raz pierwszy pozwoliłam Ronowi zostać na całą noc. Zasnęłam w jego ramionach na dole w salonie. Przez całą noc na zmianę szlochałam lub wpadałam w sidła koszmaru. Następnego dnia spakowałam wszystkie dane do wielkiego pudła i wyniosłam do sypialni rodziców. Zamknęłam ten pokój na klucz razem ze wszystkim co mi o nich przypominało. To było dla mnie takie typowe. Uciekać od problemu zamist doprowadzić go do końca. Wszędzie gdzie tylko pojawiały się uczucia, wolałam zamknąć za sobą niż zabrać głos. Tak samo było na ślubie Dracona. Nie wiem dlaczego tam poszłam. Widok ślizgona w garniturze i Astorii w pięknej białej sukni przyprawiał mnie o mdłości. Wytrwałam całą ceremonię, wysłuchałam przysięgi i wpatrywałam się jak blondyn składa pocałunek na ustach innej. Uczucie zazdrości boleśnie zakuło, do tego nie potrafiłam się pozbyć uczucia nierozwiązanej sprawy. Zanim państwo Malfoy wyszli z budynku, ja uciekałam. Ich ślub odbył się szybko po zakończeniu nauki, niedługo potem doszły mnie plotki, iż Malfoy'owie sprzedali cały dobytek w Londynie i przenieśli się do Szkocji. Bo niespełna roku spotkałam Dracona ponownie, dokładnie tego samego dnia po raz kolejny zboczyłam z jasno wyznaczonej sobie ścieżki i zaczęłam się zastanawiać co by było gdyby...
// Hej, wiem krótkie, ale jakoś tak wyszło :)
W razie gdyby ktoś chciał pogadać(np. powzdychać o Dramione) czy coś to założyłam w końcu(na nowo) gg 51374317 ;)
Pozdrawiam i czekam na komentarze Syntia ;))
No ciekawie.
OdpowiedzUsuńZapraszam na panstwoweasley.blogspot.com
Weny.
Pozdrawiam,Lili.
Dzięki ;)
UsuńO rany ! :o
OdpowiedzUsuńJuż jest !!! <333
Lecę czytać :)
Wybacz że komentuję tak późno ale musiałam niezwłocznie zejść z laptopa... Rozdział był nieco krótki ale lepsze to niż nic. Jak zwykle był magiczny i trochę nostalgiczny. Ładnie i ciekawie opisałaś dalszą naukę Miony na magnomedyka. Ech...gdy czytałam o ślubie Malfoya po moim policzku splunęła samotna łza... Bez kitu. Musisz uśmiercić Astorię xD. Jestem ogólnie bardzo ciekawa jak dalej się to potoczy. Kiedy nasza Miona natknie się na Dracona ? *♡*
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że będzie jeszcze dużo rozdziałów!,;)
Jestem na telefonie więc się za bardzo nie rozpiszę.
Czekam na kolejny równie niesamowity rozdział. Nie musi się nic dziać bez tego jest świetnie <3
co-serce-pokocha-dramione.blogspot.com
Pozdrawiam Nela.
Ps: Szkoda że nie mam gg ~_~ najwyższy czas założyć :)
Biedna Astoria, wszyscy chcą ją zabić ;p
UsuńDzięki bardzo za komentarz ;p rozdziałów jeszcze trochę będzie :)
Prawdziwa Małpka! Zdecydowanie za krótko, zdecydowanie za mało Draco! Ale przez Ciebie nie mogę się doczekać opisu momentu zboczenia z jasno wyznaczonej ścieżki, więc nie każ mi długo czekać! Jak zwykle mi się podobało, choć wizja Rona koło Hermiony drażni moje oczy, bo chciałabym już słodkiego love dramione, że tak to nazwę :D. Ale zrobiłam się marudna;/.
OdpowiedzUsuńDobra kończę swoje wywody! Buziaków moc! :*
oj Draco będzie, ale później ;p Dzięki marudna małpko :P
UsuńPromise ma rację.:P
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny.:P
Nie mam zbyt dużo czasu na pisanie, więc ograniczę się do tych słów.
Pozdrawiam.
Bardzo króciutki rozdział - to fakt, ale za to jaki! Niesamowicie mądrze opisany! U Ciebie nie ma miejsce na jakieś zwyczajne słowa i lanie wody. Przedstawiasz to wszystko interesująco, nawet szara codzienność jest ciekawa. Idealnie przedstawiłaś Hermionę, lepiej nie mogłam sobie tego wyobrazić. Masz niesamowity talent i piszę to z ,,ręką na sercu'' :P
OdpowiedzUsuńDopiero teraz zauważyłam jak bardzo szablon pasuję do tej historii, a szczególnie do tego rozdziału.
Jak zwykle zachwycona,
http://precious-fondness.blogspot.com/
Dziękuję ślicznie ;)) Normalnie czytając ten komentarz aż się zarumieniłam :P
UsuńMam nadzieję że jednak historia zakończy się happyendem! Weny życzę ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję, nic nie obiecuje ;p
UsuńRozdział jak zawsze niesamowity. Znowu jej w miarę poukładany świat legnie w gruzach przez pewnego przystojnego blondyna :) Czekam na następny:)!
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
UsuńPrzepraszam, ze dopiero teraz, ale byłam bez kompa. Oba rozdziały były megaa! Choć poprzedni bije wszystko na głowę. Jesteś cudowna! :)
OdpowiedzUsuńDzięki kochana ;)
Usuńkochana Twoje opowiadanie Z rozdziału na rozdział jest coraz lepsze... coraz mądrzej piszesz... Lubie to :D
OdpowiedzUsuń