Następnego dnia obudziłam się wypoczęta. Dziwne było zajmować własne dormitorium w Hogwarcie. To takie trochę nienaturalne, aż brakowało mi Ginny i jej miny gdy informowałam ją, że za pięć minut mamy śniadanie. Nie dość, że pokój był tylko mój, to jeszcze był dość przestronny. Można powiedzieć, że miałam dwa pokoje. W pierwszej części znajdowało się pod ścianą duże biurko. Tuż obok była półka na książki. Na środku mały stolik, kanapa i dwa fotele. Na przeciw biurka stała meblościanka z barkiem i paroma regałami. Do drugiej części pokoju przechodziło się przez wąskie drzwi. Tam na środku znajdowało się duże łóżko z baldachimem. Po jego bokach stały szafki nocne z małymi lampkami. Po lewej stronie była ogromna szafa z lustrem. Zaraz obok mieściła się toaletka. A tuż za nią drzwi prowadzące do wspólnej łazienki prefektów. W mojej, powiedzmy, sypialni, było też duże okno z widokiem na błonia. Nie dziwne, że dobrze się tam czułam. Od zawsze byłam typem samotnika. Nie lubiłam gwaru i imprez. Dlatego zaszywałam się w bibliotece. Mogła spędzać czas tam, a nie uciekać w obawie przed ciszą nocną. Przestronnie, cicho i pusto, jednym słowem wprost idealnie. Rozejrzałam się po pokoju, żeby za chwilę go zamknąć i ruszyć na śniadanie. Nie powiem nie było to takie łatwe w tych butach. W tym roku miałam postanowienie - znaleźć więcej czasu dla siebie i być bardziej pewną siebie. Na dobry początek zaczęłam od stroju. To wydawało mi się łatwiejsze. Mimo, że i tak obowiązywał mnie mundurek szkolny to przecież nie cały czas. Wiele dziewczyn na śniadanie przychodziło normalnie ubrane, a dopiero później przebierały się w obowiązkowy strój. Zawsze wydawało mi się to strata czasu. No bo ile razy dziennie można zmieniać ubrania. Jednak w tym roku postanowiłam spróbować. Na śniadanie wybrałam klasyczne czarne szpilki, wąskie ciemne rurki i czerwony sweter. Wydawało mi się, że nie wyglądam niestosownie, jednak mimo to, czułam się dziwnie wchodząc na wielką salę, choć powód mogło być kilka. Już dawno nie wchodziłam tu sama. Czułam jakby wszystkie oczy były skierowane w moją stronę. Rozejrzałam się, stoły były ułożone tak jak zazwyczaj - podzielone na cztery domy. Wyprostowałam się i starałam iść pewnym krokiem. Wysokie obcasy zdecydowanie mi w tym pomagały. Usiadłam koło Neville'a. Nie bardzo zmienił się od naszego ostatniego spotkania.
- Cześć Hermiona. - Powiedział gdy tylko się do niego dosiadłam.
- Cześć - Odpowiedziałam - i smacznego - dodałam, kiedy zobaczyłam jak zabiera się do naleśników. Sama też wybrałam naleśniki. W żadnym innym miejscu na ziemi nie ma tak dobrych jak w Hogwarcie.
- Co wybrałaś za dodatkowe? - Spytał, kiedy nalewałam sok.
- Tylko cztery - Runy, Obronę, Astronomię i Zielarstwo. A ty ? - Zapytałam, choć i tak byłam pewna na co się zdecydował.
- Zielarstwo. Wiesz to jedyne na czym chcę się skupić. Chciałbym po skończeniu szkoły pracować z czymś z tym związanym. - No i tak jak myślałam.
- A, to jako kto? - Spytałam.
- Jeszcze nie wiem, ale babcia mi mówi, że na pewno coś znajdę. - Powiedział z pełnymi ustami naleśników. Już chciałam mu zwrócić uwagę, tak jak zawsze Ronowi, ale się powstrzymałam. Nagle zrobiło mi się trochę przykro. Tak strasznie mi tam brakowało Rona i Harry'ego. Próbowałam się uśmiechnąć, żeby Neville przypadkiem nie pomyślał, że to przez niego jestem smutna, ale nie bardzo mi wychodziło. Musiałam poszukać czegoś na czym mogłabym się skupić. Spojrzałam na stół ślizgonów i szybko tego pożałowałam. Widok całującego Malfoy'a nie należy do najprzyjemniejszych. Właściwie, to nie ja jedna w tamtej chwili na nich patrzyłam. Prawie każda dziewczyna ze szkoły spoglądała z zazdrością na Astorię i z tego co mi się wydaje to tym razem na pewno nie chodziło o jej buty czy torebkę. No dobra przyznaję Malfoy był przystojny, no ale żeby aż tak, no bez przesady. Szybko odwróciłam wzrok, żeby przypadkiem ktoś i mnie nie posądził o zazdrość. Ja miałam swojego Rona. Może nie był ideałem i nie należał do najprzystojniejszych, ale i tak go kochałam. Zabrałam się za skończenie śniadania, choć już powoli przechodziła mi na nie ochota. Zjadłam szybko i ruszyłam do swojego dormitorium. W końcu tym razem musiałam się jeszcze przebrać. Kiedy znalazłam się na miejscu, a to jeszcze trochę trwało - schody pierw zaprowadziły mnie na szóste, a nie piąte piętro, szybko przebrałam się w odpowiedni strój i ruszyłam na pierwsze, o zgrozo, wspólne zajęcia - Historia Magii. Musiałam się dostać na pierwsze piętro, gdy przyszłam pod salą czekało już parę osób. Podeszłam do Luny, ale zanim zdążyłam choćby się odezwać drzwi się otworzyły. Wszyscy weszliśmy do środka, a profesor Binns pojawił się jak zwykle - przenikając przez tablicę.
- Siadajcie. - Powiedział krótko i już zaczynał swój monolog. Usiadłam w czwartej ławce. Wszystkie przede mną były puste. I to nie bez powodu. Profesor, po pierwsze strasznie przynudzał, a więc większość chciała po prostu pospać z tyłu, a po drugie zdarzało mu się czasem, nie do końca świadomie, przenikać przez osoby w pierwszych dwóch ławkach.
- Przepraszamy za spóźnienie. - Usłyszałam, kiedy duch już zaczął swój wykład. Malfoy i Zabini - a już miałam nadzieję, że gdzieś się zgubili. Ale nie to byłoby zbyt piękne. Na domiar złego, nie zostały już inne, bezpieczne, wolne miejsca, więc dosiedli się do mnie. Co najmniej to Zabini siedział koło mnie, a nie ta głupia fretka.
- Od dzisiaj na zajęciach zaczniemy omawiać po kolei wszystkich dyrektorów naszej szkoły. I ten sposób dzisiaj ja omówię wam historię dotyczącą założycieli, natomiast wy na następne zajęcia przyniesiecie wypracowania dotyczące następnych trzech dyrektorów. - Powiedział profesor monotonnym głosem, po czym zaczął już konkretny temat. Jak zwykle zabrałam się za robienie notatek. Nie wiem jakim cudem udało mi się pisać. Co chwilę Zabini niby przypadkowo mnie szturchał, przez wygłupy z Malfoy'em. Miałam już tego serdecznie dość.
- Możecie się uspokoić. - Powiedziałam i odwróciłam się w stronę tych dwóch.
- Spokojnie Szlamo, to że nie ma Wieprzleja i nikt ostatnio cię nie przeleciał nie znaczy, że musisz być taka zgryźliwa. - Odpowiedział blondyn.
- Och zamknij się Malfoy. - Powiedziałam ciut za głośno. Szczęście, że to tylko historia magii i profesor nie zareagował.
- Wiesz ewentualnie znajdziemy kogoś, żeby się tym zajął. - Powiedział do mnie i obserwował moją reakcję.
- No nie żartuj, nikt jej nie dotknie. - Wtrącił się Zabinie. Nie odpowiedziałam im, muszę przyznać, że zrobiło mi się dziwnie przykro. No owszem dokuczali mi od zawsze, ale teraz jakoś te słowa bolały bardziej. Widziałam jak Malfoy otwiera usta, żeby coś dodać, ale widząc mój wyraz twarzy odpuścił. Chyba tym razem mu wystarczyło. Zajęcia powoli dobiegały końca. Praktycznie wybiegłam z sali, byle tylko być z dala od ślizgonów. Kiedyś uwagi rozkładały się na nas trzech - Harry'go, Rona i mnie, a teraz wszystko skoncentrowało się tylko na mnie. Najgorszy był fakt, że wciąż miałam w pamięci pocałunek Malfoy'a. Nie potrafiłam się tego pozbyć. A przez to jego słowa bolały bardziej.
Dzisiaj czekały mnie jeszcze zajęcia z zaklęć, eliksiry i runy. Ostatnich już nie mogłam się doczekać. Byłam pewna, że tam nie spotkam żadnego ślizgona. Zaklęcia dla ostatnich klas prowadził zawsze dyrektor. Taka była tradycja Hogwartu. Teraz ten obowiązek, tak jak należy, przejęła McGonagall. Tym razem nie czekałam, aż utknę z kimś pokroju Malfoy'a. Widziałam jak Hanna do mnie macha i to do niej się dosiadłam.
- Hej. - Przywitałam się krótko i skupiłam na zajęciach. Tym razem były tylko organizacyjne.
- Dobrze moim drodzy, mamy jeszcze chwilę to chciałabym z wami omówić waszą przyszłość. Czy jest ktoś kto zdecydował się zostać aurorem? - Zapytała dyrektorka, a parę osób podniosło rękę w górę.
- Dobrze dziękuję. Jako, że większość nie powinna mieć z tym problemu ze względu na udział w wojnie, to i tak radziłabym przyłożyć się do zajęć z zaklęć, eliksirów oraz mugolozanstwem. - Powiedziała, a przy ostatnim z wymienionych przeszedł po sali dźwięk niezadowolenia. - Tak jest to konieczne. Dalej, ktoś zainteresowany pracą w ministerstwie? - Wtedy rękę podniosła Luna i jakieś inne, dwie krukonki. - Dobrze, tutaj na pewno znaczenie będzie miała historia magii oraz numerologia. Jeszcze z tych najbardziej popularnych, może ktoś myślał nad pracą jako Magomedyk? - Nieśmiało podniosłam rękę. Odwróciłam się też do tyłu, żeby zobacz kto jeszcze. Były tylko dwie osoby - Hanna i Malfoy. Skrzywiłam się, on i pomaganie ludziom dobre sobie.
- Rozumiem, tutaj zielarstwo, zaklęcia, eliksiry, korzystne także są runy. - I w ten właśnie o to sposób miałam być skazana na towarzystwo Dracona na każdych możliwych zajęciach. A zapowiadał się taki dobry rok.
- Dodatkowo szkoła będzie prowadzić różne kursy. Osoby, które jeszcze nie zdecydowały powinny już powoli zacząć się zastanawiać. Kto już się zgłosił może wyjść. - Powiedziałam pani dyrektor, a kilkoro z nas opuściło salę. Postanowiłam pójść do dormitorium, bo do następnych zajęć mieliśmy jeszcze pół godziny. Wracałam razem z Hanną. Krukonka okazała się być bardzo miła i sympatyczna. Nie tryskała optymizmem, tak jak Ginny, ale nie można było jej zarzucić braku uprzejmości. Rozmowa z nią była całkiem fajna.
- Hermiona, chcesz kawy ? - Powiedziała kiedy doszłyśmy do naszego dormitorium.
- Z chęcią się napiję. - Odpowiedziałam, usiadłyśmy na kanapie w pokoju wspólnym.
- Czyli medyk co? - Spytała, a ja tylko pokiwałam głową i upiłam łyk kawy.
- Tak jak i ty, no i Malfoy. - Dodałam i czekałam na odpowiedź.
- No słyszałam, że za sobą nie przepadacie, a jeszcze pewnie będziesz miała z nim patrol. - Powiedziała, a ja prawie zakrztusiłam się kawą.
- Co? ale jak to? - Powiedziałam, a Hanna widząc moją reakcję zaczęła się śmiać. Myślałam, że zaraz zacznie płakać. Gdy w końcu się uspokoiła, odpowiedziała mi.
- No normalnie, przeważnie Gryfoni mają patrol z Ślizgonami. Tak jak co roku. - Powiedziała dalej szczerze się uśmiechając.
- Błagam powiedz, że to żart. - Oparłam się zrezygnowana o kanapę. Czułam, że od tej rozmowy zacznie się nasza znajomość. Prawie nie spóźniłyśmy się na następną lekcję przez gadanie o ulubionych książkach. Właściwie trochę szkoda, że nie dostałam się do Revenclaw'u. Z Hanną gadało mi się świetnie. I to na każdy temat. Nie ważne czy książki, zadania domowe czy ciuchy i kosmetyki. Postanowiłyśmy później zrobić sobie babski wieczór, żeby móc spokojnie pogadać. Dobrze, że zaczęła się ta znajomość, w ten sposób miałam już z kim siedzieć na zaklęciach i nie byłam skazana na przypadkowych spóźnialskich. A towarzystwo kogoś, za kogo nie musiałam odrabiać zadań domowych było miłą odmianą, Na dodatek najlepsza przyjaciółka Hanny, nie zdecydowała się na powrót do Hogwartu, więc nie czułam jakbym zajmowała czyjeś miejsce.
Kiedy wreszcie zajęcia się skończyły, zaczęłyśmy przygotowania. Trochę przeraziła mnie ilość alkoholu, którą krukonka miała zamiar ze mną wypić. Ale trudno raz się żyję. Cała noc miałyśmy prywatną imprezę, Gadałyśmy o facetach, zwierzałyśmy się sobie, przymierzałyśmy ciuchy. Alkohol zadziałał na nas jak eliksir odmładzający - bawiłyśmy się jak trzynastolatki. Na sam koniec wpadłyśmy na genialny pomysł przeniesienia imprezy do ogromnej łazienki prefektów. Założyłyśmy stroję, mój oczywiście Han przetrasmuowała z klasycznego na skąpe bikini. Jakoś nie bardzo mi to przeszkadzało. Włączyłyśmy muzykę w łazience i wygłupiałyśmy się w wodzie. Niestety hałas który zrobiłyśmy sprowadził do nas Dracona i Anthony'go.
- Andy, Mafoy chodzicie ! - krzyknęła Hanna widząc ich w drzwiach. Dziewczyna była w dużo gorszym stanie ode mnie, więc chyba nie bardzo jej to przeszkadzało. Na dodatek Andy był jej przyjacielem z dzieciństwa, co najmniej tak mi się wydawało z tego co opowiadała. Byłam maksymalnie zdziwiona, kiedy do nas dołączyli. Czterech pijanych prefektów naczelnych w jednej łazience. Jak to określiła Abott, chłopaki musieli nadrobić, że wcześniej ich nie było, więc na początek kamikadze z ognistej whisky. Widziałam jak Andy krzywi się przy piątym kieliszku. Za to Malfoy wypił osiem bez najmniejszego problemu. Chociaż po chwili było już widać skutki. Bawiliśmy się jeszcze razem dwie godziny. A właściwie ja bawiłam się z Hanną i Andym, a Malfoy z Andym i Hanną. Siebie starliśmy się zupełnie ignorować. Od czas do czasu jednie padł jakiś zgryźliwy komentarz Dracona. Kiedy krukonka miała już dość, Malfoy stwierdził, że odprowadzi ją do pokoju. Zostałam sama z jednym z najprzystojniejszych puchonów. Andy był wysokim brunet o bardzo dobrze wyrzeźbionym ciele. Widziałam jak powoli się do mnie przysuwa. Jednak od razu się odsunęłam. Chwilę później przeprosiłam go mówiąc, że też chcę już iść spać. Przecież miałam Rona, nie mogłam pozwolić sobie na jakiś flirt z innym.
Kiedy wróciłam do pokoju, owinięta w ręcznik, Malfoy na mnie czekał. Hanny za to już nie było. Prawdopodobnie zasnęła, gdy tylko zobaczyła łóżko.
- A widzisz mówiłem, że wrócisz po więcej. - Powiedział szeptem i się do mnie zbliżył.
- Co ty wygadujesz jakie więcej? A poza tym to ty jesteś u mnie. - Powiedziałam i odwróciłam się. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Przez to ręcznik spadł na podłogę, a ja znowu byłam tylko w skąpym stroju.
- O proszę, już się dla mnie rozbierasz. - Powiedział i przyciągnął mnie mocnej do siebie. Dzieliły nas centymetry. Chciałam się odwrócić i uciec, albo uderzyć go w twarz. Jednak nie mogłam, nie wiem dlaczego, po prostu nie potrafiłam. Chwilę wcześniej odsuwałam się od Andy'go, ale Malfoy działał na mnie zupełnie inaczej. Po raz kolejny zdradziłam Rona. Oddałam pocałunek. Na początku powoli i nieśmiało. Później zarzuciłam ręce na szyję blondyna, pozwalając aby mnie przyciągnął bliżej. Czułam jak ręce blondyna niebezpiecznie wędrują po moich plecach. Oboje byliśmy jeszcze mokrzy i prawie nadzy. Kiedy ślizgon zahaczył ręką o sznureczek stanika, myślałam, że ktoś wylewa na mnie kubeł zimnej wody. To było nagłe opamiętanie, odepchnęłam go od siebie i uciekłam do pokoju. Nie wiem czy tam został, albo czy cokolwiek mówił. Nie pamiętam. Za to tej nocy już nie mogłam zasnąć. Leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Czułam się brudna. Po policzkach spływały mi łzy. Nie chciałam tego robić, na prawdę kochałam Rona. A mimo to podświadomie liczyłam, że zostanę jeszcze sama przypadkiem z Malfoy'em. Nie byłam dumna z tego co się wydarzyło. Zrzucałam winę na alkohol, a jednocześnie słyszałam w głowie cichy głosik, który szeptał jak bardzo pragnę pewnego blondyna.
- Cześć Hermiona. - Powiedział gdy tylko się do niego dosiadłam.
- Cześć - Odpowiedziałam - i smacznego - dodałam, kiedy zobaczyłam jak zabiera się do naleśników. Sama też wybrałam naleśniki. W żadnym innym miejscu na ziemi nie ma tak dobrych jak w Hogwarcie.
- Co wybrałaś za dodatkowe? - Spytał, kiedy nalewałam sok.
- Tylko cztery - Runy, Obronę, Astronomię i Zielarstwo. A ty ? - Zapytałam, choć i tak byłam pewna na co się zdecydował.
- Zielarstwo. Wiesz to jedyne na czym chcę się skupić. Chciałbym po skończeniu szkoły pracować z czymś z tym związanym. - No i tak jak myślałam.
- A, to jako kto? - Spytałam.
- Jeszcze nie wiem, ale babcia mi mówi, że na pewno coś znajdę. - Powiedział z pełnymi ustami naleśników. Już chciałam mu zwrócić uwagę, tak jak zawsze Ronowi, ale się powstrzymałam. Nagle zrobiło mi się trochę przykro. Tak strasznie mi tam brakowało Rona i Harry'ego. Próbowałam się uśmiechnąć, żeby Neville przypadkiem nie pomyślał, że to przez niego jestem smutna, ale nie bardzo mi wychodziło. Musiałam poszukać czegoś na czym mogłabym się skupić. Spojrzałam na stół ślizgonów i szybko tego pożałowałam. Widok całującego Malfoy'a nie należy do najprzyjemniejszych. Właściwie, to nie ja jedna w tamtej chwili na nich patrzyłam. Prawie każda dziewczyna ze szkoły spoglądała z zazdrością na Astorię i z tego co mi się wydaje to tym razem na pewno nie chodziło o jej buty czy torebkę. No dobra przyznaję Malfoy był przystojny, no ale żeby aż tak, no bez przesady. Szybko odwróciłam wzrok, żeby przypadkiem ktoś i mnie nie posądził o zazdrość. Ja miałam swojego Rona. Może nie był ideałem i nie należał do najprzystojniejszych, ale i tak go kochałam. Zabrałam się za skończenie śniadania, choć już powoli przechodziła mi na nie ochota. Zjadłam szybko i ruszyłam do swojego dormitorium. W końcu tym razem musiałam się jeszcze przebrać. Kiedy znalazłam się na miejscu, a to jeszcze trochę trwało - schody pierw zaprowadziły mnie na szóste, a nie piąte piętro, szybko przebrałam się w odpowiedni strój i ruszyłam na pierwsze, o zgrozo, wspólne zajęcia - Historia Magii. Musiałam się dostać na pierwsze piętro, gdy przyszłam pod salą czekało już parę osób. Podeszłam do Luny, ale zanim zdążyłam choćby się odezwać drzwi się otworzyły. Wszyscy weszliśmy do środka, a profesor Binns pojawił się jak zwykle - przenikając przez tablicę.
- Siadajcie. - Powiedział krótko i już zaczynał swój monolog. Usiadłam w czwartej ławce. Wszystkie przede mną były puste. I to nie bez powodu. Profesor, po pierwsze strasznie przynudzał, a więc większość chciała po prostu pospać z tyłu, a po drugie zdarzało mu się czasem, nie do końca świadomie, przenikać przez osoby w pierwszych dwóch ławkach.
- Przepraszamy za spóźnienie. - Usłyszałam, kiedy duch już zaczął swój wykład. Malfoy i Zabini - a już miałam nadzieję, że gdzieś się zgubili. Ale nie to byłoby zbyt piękne. Na domiar złego, nie zostały już inne, bezpieczne, wolne miejsca, więc dosiedli się do mnie. Co najmniej to Zabini siedział koło mnie, a nie ta głupia fretka.
- Od dzisiaj na zajęciach zaczniemy omawiać po kolei wszystkich dyrektorów naszej szkoły. I ten sposób dzisiaj ja omówię wam historię dotyczącą założycieli, natomiast wy na następne zajęcia przyniesiecie wypracowania dotyczące następnych trzech dyrektorów. - Powiedział profesor monotonnym głosem, po czym zaczął już konkretny temat. Jak zwykle zabrałam się za robienie notatek. Nie wiem jakim cudem udało mi się pisać. Co chwilę Zabini niby przypadkowo mnie szturchał, przez wygłupy z Malfoy'em. Miałam już tego serdecznie dość.
- Możecie się uspokoić. - Powiedziałam i odwróciłam się w stronę tych dwóch.
- Spokojnie Szlamo, to że nie ma Wieprzleja i nikt ostatnio cię nie przeleciał nie znaczy, że musisz być taka zgryźliwa. - Odpowiedział blondyn.
- Och zamknij się Malfoy. - Powiedziałam ciut za głośno. Szczęście, że to tylko historia magii i profesor nie zareagował.
- Wiesz ewentualnie znajdziemy kogoś, żeby się tym zajął. - Powiedział do mnie i obserwował moją reakcję.
- No nie żartuj, nikt jej nie dotknie. - Wtrącił się Zabinie. Nie odpowiedziałam im, muszę przyznać, że zrobiło mi się dziwnie przykro. No owszem dokuczali mi od zawsze, ale teraz jakoś te słowa bolały bardziej. Widziałam jak Malfoy otwiera usta, żeby coś dodać, ale widząc mój wyraz twarzy odpuścił. Chyba tym razem mu wystarczyło. Zajęcia powoli dobiegały końca. Praktycznie wybiegłam z sali, byle tylko być z dala od ślizgonów. Kiedyś uwagi rozkładały się na nas trzech - Harry'go, Rona i mnie, a teraz wszystko skoncentrowało się tylko na mnie. Najgorszy był fakt, że wciąż miałam w pamięci pocałunek Malfoy'a. Nie potrafiłam się tego pozbyć. A przez to jego słowa bolały bardziej.
Dzisiaj czekały mnie jeszcze zajęcia z zaklęć, eliksiry i runy. Ostatnich już nie mogłam się doczekać. Byłam pewna, że tam nie spotkam żadnego ślizgona. Zaklęcia dla ostatnich klas prowadził zawsze dyrektor. Taka była tradycja Hogwartu. Teraz ten obowiązek, tak jak należy, przejęła McGonagall. Tym razem nie czekałam, aż utknę z kimś pokroju Malfoy'a. Widziałam jak Hanna do mnie macha i to do niej się dosiadłam.
- Hej. - Przywitałam się krótko i skupiłam na zajęciach. Tym razem były tylko organizacyjne.
- Dobrze moim drodzy, mamy jeszcze chwilę to chciałabym z wami omówić waszą przyszłość. Czy jest ktoś kto zdecydował się zostać aurorem? - Zapytała dyrektorka, a parę osób podniosło rękę w górę.
- Dobrze dziękuję. Jako, że większość nie powinna mieć z tym problemu ze względu na udział w wojnie, to i tak radziłabym przyłożyć się do zajęć z zaklęć, eliksirów oraz mugolozanstwem. - Powiedziała, a przy ostatnim z wymienionych przeszedł po sali dźwięk niezadowolenia. - Tak jest to konieczne. Dalej, ktoś zainteresowany pracą w ministerstwie? - Wtedy rękę podniosła Luna i jakieś inne, dwie krukonki. - Dobrze, tutaj na pewno znaczenie będzie miała historia magii oraz numerologia. Jeszcze z tych najbardziej popularnych, może ktoś myślał nad pracą jako Magomedyk? - Nieśmiało podniosłam rękę. Odwróciłam się też do tyłu, żeby zobacz kto jeszcze. Były tylko dwie osoby - Hanna i Malfoy. Skrzywiłam się, on i pomaganie ludziom dobre sobie.
- Rozumiem, tutaj zielarstwo, zaklęcia, eliksiry, korzystne także są runy. - I w ten właśnie o to sposób miałam być skazana na towarzystwo Dracona na każdych możliwych zajęciach. A zapowiadał się taki dobry rok.
- Dodatkowo szkoła będzie prowadzić różne kursy. Osoby, które jeszcze nie zdecydowały powinny już powoli zacząć się zastanawiać. Kto już się zgłosił może wyjść. - Powiedziałam pani dyrektor, a kilkoro z nas opuściło salę. Postanowiłam pójść do dormitorium, bo do następnych zajęć mieliśmy jeszcze pół godziny. Wracałam razem z Hanną. Krukonka okazała się być bardzo miła i sympatyczna. Nie tryskała optymizmem, tak jak Ginny, ale nie można było jej zarzucić braku uprzejmości. Rozmowa z nią była całkiem fajna.
- Hermiona, chcesz kawy ? - Powiedziała kiedy doszłyśmy do naszego dormitorium.
- Z chęcią się napiję. - Odpowiedziałam, usiadłyśmy na kanapie w pokoju wspólnym.
- Czyli medyk co? - Spytała, a ja tylko pokiwałam głową i upiłam łyk kawy.
- Tak jak i ty, no i Malfoy. - Dodałam i czekałam na odpowiedź.
- No słyszałam, że za sobą nie przepadacie, a jeszcze pewnie będziesz miała z nim patrol. - Powiedziała, a ja prawie zakrztusiłam się kawą.
- Co? ale jak to? - Powiedziałam, a Hanna widząc moją reakcję zaczęła się śmiać. Myślałam, że zaraz zacznie płakać. Gdy w końcu się uspokoiła, odpowiedziała mi.
- No normalnie, przeważnie Gryfoni mają patrol z Ślizgonami. Tak jak co roku. - Powiedziała dalej szczerze się uśmiechając.
- Błagam powiedz, że to żart. - Oparłam się zrezygnowana o kanapę. Czułam, że od tej rozmowy zacznie się nasza znajomość. Prawie nie spóźniłyśmy się na następną lekcję przez gadanie o ulubionych książkach. Właściwie trochę szkoda, że nie dostałam się do Revenclaw'u. Z Hanną gadało mi się świetnie. I to na każdy temat. Nie ważne czy książki, zadania domowe czy ciuchy i kosmetyki. Postanowiłyśmy później zrobić sobie babski wieczór, żeby móc spokojnie pogadać. Dobrze, że zaczęła się ta znajomość, w ten sposób miałam już z kim siedzieć na zaklęciach i nie byłam skazana na przypadkowych spóźnialskich. A towarzystwo kogoś, za kogo nie musiałam odrabiać zadań domowych było miłą odmianą, Na dodatek najlepsza przyjaciółka Hanny, nie zdecydowała się na powrót do Hogwartu, więc nie czułam jakbym zajmowała czyjeś miejsce.
Kiedy wreszcie zajęcia się skończyły, zaczęłyśmy przygotowania. Trochę przeraziła mnie ilość alkoholu, którą krukonka miała zamiar ze mną wypić. Ale trudno raz się żyję. Cała noc miałyśmy prywatną imprezę, Gadałyśmy o facetach, zwierzałyśmy się sobie, przymierzałyśmy ciuchy. Alkohol zadziałał na nas jak eliksir odmładzający - bawiłyśmy się jak trzynastolatki. Na sam koniec wpadłyśmy na genialny pomysł przeniesienia imprezy do ogromnej łazienki prefektów. Założyłyśmy stroję, mój oczywiście Han przetrasmuowała z klasycznego na skąpe bikini. Jakoś nie bardzo mi to przeszkadzało. Włączyłyśmy muzykę w łazience i wygłupiałyśmy się w wodzie. Niestety hałas który zrobiłyśmy sprowadził do nas Dracona i Anthony'go.
- Andy, Mafoy chodzicie ! - krzyknęła Hanna widząc ich w drzwiach. Dziewczyna była w dużo gorszym stanie ode mnie, więc chyba nie bardzo jej to przeszkadzało. Na dodatek Andy był jej przyjacielem z dzieciństwa, co najmniej tak mi się wydawało z tego co opowiadała. Byłam maksymalnie zdziwiona, kiedy do nas dołączyli. Czterech pijanych prefektów naczelnych w jednej łazience. Jak to określiła Abott, chłopaki musieli nadrobić, że wcześniej ich nie było, więc na początek kamikadze z ognistej whisky. Widziałam jak Andy krzywi się przy piątym kieliszku. Za to Malfoy wypił osiem bez najmniejszego problemu. Chociaż po chwili było już widać skutki. Bawiliśmy się jeszcze razem dwie godziny. A właściwie ja bawiłam się z Hanną i Andym, a Malfoy z Andym i Hanną. Siebie starliśmy się zupełnie ignorować. Od czas do czasu jednie padł jakiś zgryźliwy komentarz Dracona. Kiedy krukonka miała już dość, Malfoy stwierdził, że odprowadzi ją do pokoju. Zostałam sama z jednym z najprzystojniejszych puchonów. Andy był wysokim brunet o bardzo dobrze wyrzeźbionym ciele. Widziałam jak powoli się do mnie przysuwa. Jednak od razu się odsunęłam. Chwilę później przeprosiłam go mówiąc, że też chcę już iść spać. Przecież miałam Rona, nie mogłam pozwolić sobie na jakiś flirt z innym.
Kiedy wróciłam do pokoju, owinięta w ręcznik, Malfoy na mnie czekał. Hanny za to już nie było. Prawdopodobnie zasnęła, gdy tylko zobaczyła łóżko.
- A widzisz mówiłem, że wrócisz po więcej. - Powiedział szeptem i się do mnie zbliżył.
- Co ty wygadujesz jakie więcej? A poza tym to ty jesteś u mnie. - Powiedziałam i odwróciłam się. Złapał mnie za rękę i pociągnął do siebie. Przez to ręcznik spadł na podłogę, a ja znowu byłam tylko w skąpym stroju.
- O proszę, już się dla mnie rozbierasz. - Powiedział i przyciągnął mnie mocnej do siebie. Dzieliły nas centymetry. Chciałam się odwrócić i uciec, albo uderzyć go w twarz. Jednak nie mogłam, nie wiem dlaczego, po prostu nie potrafiłam. Chwilę wcześniej odsuwałam się od Andy'go, ale Malfoy działał na mnie zupełnie inaczej. Po raz kolejny zdradziłam Rona. Oddałam pocałunek. Na początku powoli i nieśmiało. Później zarzuciłam ręce na szyję blondyna, pozwalając aby mnie przyciągnął bliżej. Czułam jak ręce blondyna niebezpiecznie wędrują po moich plecach. Oboje byliśmy jeszcze mokrzy i prawie nadzy. Kiedy ślizgon zahaczył ręką o sznureczek stanika, myślałam, że ktoś wylewa na mnie kubeł zimnej wody. To było nagłe opamiętanie, odepchnęłam go od siebie i uciekłam do pokoju. Nie wiem czy tam został, albo czy cokolwiek mówił. Nie pamiętam. Za to tej nocy już nie mogłam zasnąć. Leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Czułam się brudna. Po policzkach spływały mi łzy. Nie chciałam tego robić, na prawdę kochałam Rona. A mimo to podświadomie liczyłam, że zostanę jeszcze sama przypadkiem z Malfoy'em. Nie byłam dumna z tego co się wydarzyło. Zrzucałam winę na alkohol, a jednocześnie słyszałam w głowie cichy głosik, który szeptał jak bardzo pragnę pewnego blondyna.
Ciekawy rozdział, podoba mi sie, a najbardziej koncowka, przepraszam za błedy ale cos moj komputer mi szwankuje =)
OdpowiedzUsuńhogwart-diary.blogspot
Dziękuję ;)
UsuńOgółem rozdział bardzo mi się podoba. Ale czy to tak ładnie wpędzać w pijaństwo naszych bohaterów? Nie no, to taki mały żarcik z mojej strony. Niech piją ile wlezie byleby tylko byli razem ♥
OdpowiedzUsuńŻal mi Miony. Naprawdę. Jestem między młotem, a kowadłem. :<
Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
Pozdrawiam :*
Dzięki;) No trochę procentów im nie zaszkodzi. A co do Miony to chyba się jeszcze pomęczy ;P
UsuńNa Salazara, to jest zajebiste! Przepraszam za wyrażenie, ale musiałam to powiedzieć!
OdpowiedzUsuńTylko jest mi przykro, że Blaise, jest taki chamski w Twoim opowiadaniu, ale może z czasem się to zmieni ? ;)
Te pocałunki Draco, ah i oh rozpływam się :)
Czekam na rozdział IV!
Pozdrawiam,
L.
i zapraszam do mnie:
nowa-hermiona-granger.blogspot.com
Dziękuję ;) Co do Blaisa zobaczymy :P
UsuńNa pewno wpadnę ;)
Hej.:)
OdpowiedzUsuńRozdział jest świetny. Szkoda mi tylko Miony, że tak obwinia się o to, co się stało.
Czekam na kolejny.:)
Pozdrawiam,
la_tua_cantante_
www.amor-deliria-nervosa-dramione.blogspot.com
Dziękuję ;)
UsuńWspaniałe. I uu procenty XD
OdpowiedzUsuńDobre, dobre...
http://komorkowe-one-direction.blogspot.com/
Dziękuję ;)
UsuńWybacz, że nie wpadnę ale to nie moja tematyka ;/
Rozdział mi się podoba ;) Czekam na dalsze akcje, choć mam nadzieję, że Miona będzie miała trochę opamiętania i to potrwa:) Żeby za łatwo nie było ;)
OdpowiedzUsuńDzieki;) no myślę, że trochę jeszcze uda mi się to pociągnąc.
UsuńPrzeczytałam :D świetnie :) ten Malfoy... No nic. Pisz dalej i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńDziękuje ;)
UsuńPo pierwsze- zwabił mnie cytat w nagłówku. Dlatego tutaj weszłam, bo ostatnio czuję się dokładnie tak. Po drugie- urzekł mnie szablon, przeboski, eteryczny, zmysłowy jak cholera. A po trzecie- przeczytałam wszystko co tu napisałaś i chcę więcej. /Elenai
OdpowiedzUsuńDzięki i mam nadzieję, ze cytat przestanie do ciebie pasować ;)
UsuńŚwietny rozdział. Hermiona jest w rozterce i wcale jej się nie dziwię. Jednak może powinna mieć jeszcze większe obawy przed Draconem to dodałoby jej więcej sama nie wiem czego, ale może byłaby bardziej Hermioną ;). Oczywiście ta też mnie się bardzo podoba.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno komentuję, ale sama wiesz jak jest z czasem.
Pozdrawiam, Lady Spark
Nie pasuje mi jedno... Hanna nie jest w Revenclawie, a miałaś takie zdanie: "Właściwie trochę szkoda, że nie dostałam się do Revenclaw'u." A w poprzednim rozdziale było, że pokoje urządzone są w kolorach Gryffindoru i Hufflepuffu.
OdpowiedzUsuńPo za tym aspektem wszystko jest FANTASTYCZNE! :D
Twój styl pisania bardzo mi się podoba :3 Szkoda mi trochę, że Blaise jest taki chamski :/
Pozdrawiam i życzę weny :D
/PaniWeasley
To zdanie to myśl Miony, a nie Hanny, żeby nie było :3
Usuń/PW
Jak będę miała chwilę to popoprawiam wszystko dzięki za zwrócenie uwagi, zakręciłam się z tym ;)
UsuńCieszę się, że ci sie podoba ;)
Nie wiem co napisać. Rozdział bardzo mi się podoba. Trochę mi ta Hanna nie leży, taka jakaś za bardzo wyluzowana mi się wydaję. Ale każdy ma swój punkt widzenia. Co do Hermiony i Dracona to mam dylemat. Z jednej strony cieszę się, że uciekła. Bo mimo, że nie przepadam za jej chłopaka to byłoby mi go żal. A z drugiej uciec Draconowi Malfoyowi!
OdpowiedzUsuńP.S Mam nadzieję również, że Blaise nie będzie zawsze taki wredny.
Pozdrawiam.
Podoba mi się :) A bałam się, że to opowiadanie mi nie przypadnie do gustu... Hermiona ma wyrzuty... Ale myślę, że 90% nas miało by problem odmówić Malfoy'owi :D
OdpowiedzUsuń