poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział XV

     Pamiętam że to był bardzo chłodny dzień. Deszcze nieprzyjemnie stukał w szyby okien, a ja chodziłam w fartuchu lekarskim z napisem stażystka i sprawdzałam czy w każdym pokoju są szczelnie zamknięte okna oraz aktywowane zaklęcia utrzymujące temperaturę. Kiedy skończyłam miałam wreszcie czas, aby udać się na ósme piętro na umówione wcześniej spotkanie w sprawie przeniesienia. Zabrałam potrzebne dokumenty i z białą teczką ruszyłam na ostatnie piętro w budynku, zarezerwowane dla celów administracyjnych. Widok dyrektora szpitala zawsze przyprawiał mnie o dreszcze. Pan Martin był wysokim przystojnym mężczyzną około czterdziestego roku życia. Mimo paru siwych pasm we włosach większość damskiej części personelu szpitalnego skrycie się w nim podkochiwała. Sama również miałam do niego lekką słabość, ale chyba tylko przez to jak miłym i pomocnym człowiekiem potrafił być. To właśnie z nim ustalałam szczegóły praktyk, jako najlepsza osoba na roku starałam się razem z trzema innymi znajomymi o przeniesienie na wyższe piętro, w tym celu konieczny był podpis dyrektora. Do pana Martina miałam mieszane uczucia. Z jednej strony byłam pewna że mogę liczyć na jego pomoc w razie jakichkolwiek wątpliwości, z drugiej jednak bardzo obawiałam się jego złości. Nie raz widziałam jak wściekał się na kogoś. Robił to w bardzo szczególny sposób, jego głos zawsze był spokojny, a słowa nie przekraczały granicy profesjonalizmu. Jednak cała złość kumulowała się w jego wyrazie twarzy. Zaciśnięte usta i wzrok który pożerał powodował u mnie paraliż całego ciała. Pan Martin zdecydowanie nie znosił sprzeciwu. Być może to był też powód jego samotności. Powszechnie wiadome było iż dyrektor szpitala nie ma żony, ani nawet dziewczyny. 
    Przed wejściem do jego gabinetu poprawiłam fartuch - wygładziłam go dłońmi i wyprostowałam napis z moim nazwiskiem. Zapukałam delikatnie dwa razy. Magiczna karteczka przed gabinetem wskazywała, że dyrektor przyjmował w tym czasie. Gdyby miała czerwoną barwę musiałabym wrócić później. Pech chciał, iż mimo spotkania świeciła na zielono. Usłyszałam głębokie gardłowe proszę i nacisnęłam klamkę. 
- O panna Granger, przyniosła pani dokumenty. Proszę zostawić na biurku. - Doszedł mnie głos pana Martina. Wykonałam polecenie, z trudem opanowując drżenie rąk. Nie sądziłam, że właśnie tam mogłabym go spotkać. Siedział przy biurku po stronie pozostawionej dla gości. Był ubrany w drogi, czarny garnitur a jego włosy lekko rozmierzwione. Na dźwięk mojego nazwiska nawet nie drgnął. 
- Dziękuję, nie będę już przeszkadzać. - Powiedziałam i już miałam wyjść. 
- Czekaj. - usłyszałam za swoimi plecami. Głos dyrektora, spowodował że momentalnie się odwróciłam. Byłam w pokoju z dwoma nieziemsko przystojnymi mężczyznami i na Merlina jak najszybciej chciałam go opuścić. 
- Możesz oprowadzić pana Malfoy'a po szpitalu? Ma parę rzeczy do sprawdzenia. - Zapytał ciepło, ale przez jego wzrok wiedziałam, że nie zniesie mojego sprzeciwu. 
- Tak proszę pana. - Odpowiedziałam, a pan Martin lekko się spiął. Pożegnał się z Draco i razem opuściliśmy gabinet. Czułam jeszcze na sobie wzrok szefa. Blondyn szedł równo koło mnie. Zapach jego zniewalających perfum, od lat tych samych przyprawiał mnie o lekki ból głowy. To wszystko przywoływało wspomnienia. Tak bolesne i piękne zarazem. 
- Leci na ciebie. - Powiedział Malfoy, przerywając nieznośną ciszę. 
- Co proszę? - odpowiedziałam, wyraźnie poirytowana - kto niby? 
- Twój szef, radzę uważać. To typ który przywiąże cię do łóżka i przeleci na n sposobów. - Powiedział jakby nie było w tym nic niezwykłego. 
- Jak możesz ty bezczelna fretko. Nic nie wydoroślałeś od Hogwartu?  Nie wiem jak można być tak bezczelnym. Co TY możesz wiedzieć, o kimś z kim rozmawiałeś chwilę.  - Powiedziałam, a mój ton przypominał ten dobrze wszystkim znany z szkoły magii. Poważnie mnie zirytował. Dyrektor szpitala był szanowanym człowiekiem i wyrażanie się o nim w taki sposób wywoływało we mnie złość. Widząc uśmiech Malfoy’a zdałam sobie sprawę co go rozbawiło. Tak dawno nikogo nie ganiłam za nic, że w tamtym momencie musiałam przypominać panią prefekt a nie stażystkę. 
- Swój pozna swego Granger, sam z chęcią bym to zrobił. – Powiedział, odpowiadając na moje pytanie i uśmiechnął się perfidnie. 
- Och zamknij się Malfoy. - Powiedziałam i zaczęłam już profesjonalny wywód na temat tego co i gdzie znajduje się w szpitalu. Długo nie mogłam uwierzyć w jak dziecinny sposób dałam się wkręcić w jego gierki. Zresztą on sam nie zachowywał się lepiej. Był dorosłym mężczyzną, głową rodziny, a rozmowa z nim przypominała kłótnie rodem z przedszkola. Dopiero tematy zawodowe, sprawiły iż nabraliśmy do siebie dystansu. W tej kwestii nie miałam mu nic do zarzucenia. Okazało się, że Malfoy nie chciał zostać jednak magomedykiem, postanowił więc wejść w całkiem inny biznes. Moje oprowadzenie go miało polegać, głównie na wspólnym sporządzeniu listy potrzebnych rzeczy do szpitala. Malfoy wszystko skrzętnie notował. Zapisując przy tym drobniejszymi literkami ceny. Już na pierwszy rzut oka wydawały mi się zbyt wysokie. Z chęcią zobaczyłabym jak Draco targuję się z panem Martinem. Dwa rekiny biznesu w idealnie skrojonych garniturach, skaczące sobie do gardeł. 
- Na parterze prowadzimy jedynie izbę przyjęć i recepcję. Czy jeszcze czegoś pan potrzebuje? - zapytałam siląc się na formalny ton. Wydawało mi się, że w czasie omawiana zapotrzebowania przeszliśmy na pan/pani. 
- To chyba wszystko. Dziękuję - powiedział, a ja momentalnie rozszerzyłam oczy. Draco Malfoy dziękuje, no tego jeszcze nie było. Widząc moją minę dodał cicho. - a i Granger pan całkiem seksowanie brzmi w twoich ustach. - Nie odpowiedziałam nic na to, tylko wciągnęłam powietrze. Odsunęłam się od niego i poszłam przebrać. Nie chciałam go dalej oglądać. No może chciałam, ale nie myślałam że tak zareaguję. Spodziewałam się raczej iż będzie mnie unikał i udowadniał jak wspaniałym jest mężem, aniżeli rzucał podtekstami na prawo i lewo. Gdy teleportowałam się do domu długo nie mogłam dojść do siebie. Czułam się tym wszystkim oszołomiona. Samo spotkanie z ślizgonem, jakoś przeleciało. Dopiero w domu zaczęłam analizować każdą jego wypowiedź. Szukałam momentów kiedy na mnie patrzył i starałam sobie przypomnieć czy było w tym coś wyjątkowego. Nie wiem czy chciałam potwierdzenie że nic się nie wydarzyło czy wręcz przeciwnie. Czyżby nie układało mu się z Astorią, że pozwolił sobie na dwuznaczne hasła. W mojej głowie krążyła nieprzyjemna myśl, że gdyby tylko poprosił mnie o jeden pocałunek ja od razu błagałabym o więcej.
    Dopiero po gorącej kąpieli, zaczęły mnie nachodzić bardziej poważne pytania. Co on w ogóle robił w Londynie. Byłam święcie przekonana, że przeprowadził się do Szkocji i tam miał swoje szczęśliwe życie wraz z, o zgrozo, żoną. Jego wizyta wyprowadziła mnie z równowagi, na dodatek wszystko wskazywało na to iż miał jakieś duże zlecenie dla naszego szpitala. Mogłam go więc spotkać wszędzie zaczynając od pracy na kawiarni kończąc. Zacisnęłam dłonie, nie chciałam aby ktoś taki jak Malfoy panował nad moim życiem. Za każdym razem w Hogwarcie czułam jak pod jego wzorkiem moje nogi się uginały. Delikatne przepraszam po balu i jego oświadczynach było jak wbijany po raz kolejny nóż. Nie chciałam, żeby znów działo się to samo. Nie miałam już tyle siły, żeby wszystko na siebie przyjmować tak jak dawniej. Pragnęłam długiej rozmowy z Ginny lub Hanną, jednak żadna z nich nie zrozumiały by mnie bez poznania całej historii, a to niestety było niemożliwe. Czasem chciałam się komuś wyżalić, podleczyć rany serca i wyspowiadać. Po gorącej kąpieli ubrałam się ciepło i wyszłam na spacer. Nie wiem jak znalazłam się w kościele. Nogi same mnie tam zaniosły. Nigdy nie byłam jakoś specjalnie wierząca. Istnienie magii nałożyło dużą wątpliwość na wszystko czego nauczyli mnie kiedyś rodzice. Podeszłam do konfesjonału, nie bardzo pamiętałam jak zacząć.
- Co cię sprowadza? – Zapytał ksiądz, a ja trwałam w cichym oniemieniu. Nie spodziewałam się rozmowy. Raczej odklepania regułki.
- Ja chyba nawet nie wierzę – Powiedziałam i zaczęłam wstawać.
- To tym bardziej dobrze, że przyszłaś. – dobiegły mnie słowa. Po raz kolejny uklęknęłam.
- Czemu nie wierzysz?
- Są rzeczy, które poznałam a one wykluczają istnienie Boga. To prostu przekracza ludzkie podejście. – powiedziałam cicho.
- Myślisz, że mugole wiedzą mniej dlatego wierzą? – usłyszałam i pozostałam bez słowa. Dopiero po chwili poczułam delikatne drganie aury magicznej. Nauczyłam się tego na zajęciach jako medyk. Najwyraźniej ten ksiądz też to potrafił. To wszystko wydawało mi się tak mało prawdopodobne. Ksiądz czarodziej?  Przecież to śmieszne.
- Nie dziw się dziecko, ja zacząłem wierzyć właśnie przez magię. Ale nie po to tutaj przyszłaś prawda? – Zapytał, a ja skinęłam głową. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że on tego nie widzi zaczęłam cicho mówić wylewając z siebie wszystkie żale.
- Dzisiaj spotkałam mężczyznę z którym rok temu zdradziłam swojego chłopaka. Teraz kiedy myślałam że się już ułoży to wszystko wraca. Wspomnienia są bolesne. A szczególnie myśl, że on spędza życie z inną kobietą. Nie chcę niszczyć życie sobie ani jemu. Ale nie potrafię przestać o tym myśleć. Czuję jakby zło kochało mojej towarzystwo i raz za razem stawiało mi go na mojej drodze. – Wyrzuciłam z siebie.
- Wiesz co jest złe, a to już połowa sukcesu. Teraz wystarczy znaleźć w sobie siłę żeby to przezwyciężyć. – Powiedział, a ja westchnęłam. Wiedziałam że nie mam w sobie wystarczająco siły aby pokonać własne słabości. Jeszcze chwilę porozmawialiśmy, to była moja najdziwniejsza spowiedź. Jednak najwięcej mi dała. Wreszcie mogłam komuś powiedzieć co mnie trapi. Nie uzyskałam pozwolenia na robienie tego co żywnie mi się podobało. Przyzwolenie na szczęścia też nie uzyskałam, moje własne musiało być w zamian za małżeństwo dwojga ludzi i szczęście Rona a to byłaby zbyt wygórowana cena. 

// Obserwatorów przybywa, a komentarzy nie bardzo - oj szkoda. No trudno oddaje rozdział w wasze ręce i czekam na opinię. 
Syntia ;)) 

21 komentarzy:

  1. Draco wrócił do Londynu? Co go tu sprowadza? Czyżby jego idealny plan na życie z Astorią w zastępstwie za życie z Granger nie wypalił? Robi się gorąco! A ja z chęcią poznałabym już całą historię! Kurde, jestem strasznie niecierpliwa i ciekawska.. dlatego wolę czytać skończone opowiadania :D. Dobra wróćmy do rozdziału: ten moment z księdzem = bomba! I moje ulubione zdanie: "..jakby zło kochało mojej towarzystwo i raz za razem stawiało mi go na mojej drodze."

    Dużo weny Małpeczko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dziękuję małpeczko, a to cię chyba zawiodę bo mam w planach jeszcze trochę rozdziałów i potrwa zanim je skończę;p

      Usuń
  2. Będzie się działo! Czuję to... Draco wrócił i czuję, że nieźle namiesza! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział mi się podoba, Draco taki Dracoński, jak to on. No i rozmowa z księdzem - wspaniała, wszystko sobie wyobraziłam i czekam na kolejny rozdział. Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow , zaskoczyłaś mnie w pozytywnym znaczeniu ;) rozdział bardzo mi się podoba , życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zwykle cudowny rozdział, dłuższy od poprzedniego, więc się cieszę :) Ciekawy motyw z tym księdzem, naprawdę udany, wyszedł naturalnie, a to najbardziej cenie. Postać Draco pewnie namiesza w życiu Miony, ale jakoś mnie to nie martwi. Kibicuje im z całego serca i nie mogę się doczekać, aż będą w końcu razem! Mam nadzieję, że szybko zaspokoisz moją ciekawość kolejnym rozdziałem i kolejnymi scenami mojej ukochanej parki :) Cóż więcej pisać? Czekam na rozdział XVI i życzę weny!~
    http://precious-fondness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ;) postaram się szybko dodać kolejny ;)

      Usuń
  6. Hej ;)
    Początek bardzo zgrabnie zaczęty - nie dłużył się..
    Coś czułam, że w tym gabinecie będzie także Malfoy i siedziałam, jak na szpilkach czekając na rozwój wydarzeń. Jeszcze, gdy się okazało, że Hermiona ma go oprowadzać po szpitalu niemal zemdlałam. Doskonale opisałaś jej nerwy i niepewność, czułam wszystkie te emocje. Widzę, że uczucia no nowo zaczynają powracać i bardzo się cieszę, że Draco załatwia jakieś interesy z tym szpitalem. Już nie mogę doczekać się dalszego ciągu wydarzeń, a co najważniejsze ich konfrontacji <3. Piszę to już po raz trzeci : niech Astoria umrze ! Miej dla nas trochę wyrozumiałości i zakończ to opowiadanie ,,happy end'' ( czyli nasz Malfoy i Miona małżeństwem xD).
    Urzekła mnie także scena z księdzem. Z pewnością ukazałaś tu ważną wartość. Jestem szczęśliwa i zaskoczona, że Hermiona mogła się komuś wygadać i równocześnie się wyspowiadała, dzięki czemu zyskała nowe siły.
    Jestem bardzo niecierpliwa, jeżeli chodzi o kolejną twoją notkę, a teraz idę pisać mój rozdział...:D.
    Więc życzę weny ! :*

    co-serce-pokocha-dramione.blogpost.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej w tym komentarzu cieszą mnie słowa "teraz idę pisać mój rozdział." no kochana święty czas :P
      Biedna Astoria coś może z nią zrobimy :P
      Dziękuję bardzo za komentarz, potrafisz motywować ;)

      Usuń
  7. Piękne :D
    Rozmowa z księdzem ahhhh coz za oryginalny pomysł :D
    Czekam na więcej.
    Weny.
    Pozdrawiam,Lili.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pomiędzy jedną przesiadką, a drugą powiem tylko zajebiście.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przesiadką? hmm to gdzie się wybierasz? ;P
      Dzięki ;)

      Usuń
  9. Czytam Twój blog już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz odważyłam się skomentować. Normalnie tego nie robię chociaż powinnam, bo wiem, że jest to ważne dla piszących :).
    Twój blog jest świetny. Taki inny od wszystkich. Jedyne na co mogę się poskarżyć to to, że notki są dodawane w pewnych odstępach czasowych. Jestem osobą dość niecierpliwą, więc chciałabym wiedzieć wszystko od razu. Niestety nie można mieć wszystkiego, więc pozostaje mi niecierpliwie czekać na rozwój historii :)
    Cieszę się, że ich drogi znowu się spotkały i mam nadzieję, że się już nie rozłączą. Poza tym... świetnie oddałaś charakter Malfoy'a. Takiego go lubię. Nieco wrednego, ironicznego, zaczepnego i jednocześnie pociągającego.
    Fajnie też opisujesz emocje. Można sobie dokładnie wyobrazić daną sytuację i odczucia bohatera.
    Oby tak dalej. Weny, weny i jeszcze raz weny.
    Pozdrawiam cieplutko :)

    PS.: Mam nadzieję na szczęśliwe zakończenie, bo już życie daje nam wystarczająco dużo razy w kość, więc niech chociaż opowiadania nam je osładzają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz ;)) Cieszę się że znalazłaś czas żeby napisać parę słów ;) Staram się je w miarę szybko dodawać, ale z tym różnie bywa ;/ Twoje ps daje mi do myślenia, kurcze chyba dojdzie do tego że napisze dwie wersję zakończenia :P
      Jeszcze raz wielkie dzięki i pozdrawiam ;))
      ps. zapraszam też na drugi blog i miniaturki(sladem-snu)

      Usuń
    2. W pełni to rozumiem, czas ucieka bardzo szybko i często są też ważniejsze rzeczy niż napisanie kolejnego rozdziału. Z resztą wolę rzadziej, ale na takim dobrym poziomie jaki jest u Ciebie :)
      Cieszę się bardzo, że przemyślisz mój ps :) i oczywiście trzymam kciuki :)
      Dziękuję za odpowiedź i życzę weny :)
      A drugiego bloga również czytam (zaczęłam mniej więcej równo z tym) i także nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Wybacz, że tam nie skomentowałam, ale z reguły jest tak, że usiądę, przeczytam i lecę dalej, bo czas nagli :/ Spróbuję się poprawić przy następnej notce ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. aż się zarumieniłam ;p "na takim dobrym poziomie " ^^
      Cieszy mnie że czytasz oba ;)) właśnie pisze nową notkę więc trzymam cię za słowo :P za niedługo powinna być :P

      Usuń
  10. Cudowny rozdział Ciesze się z kolejnego spotkania Hermiony i Dracona... :) Ciekawi mnie co będzie dalej... Mam nadzieje że Hermiona nie będzie miała romansu z szefem :D

    OdpowiedzUsuń